Jon Anderson „Olias of Sunhillow”

Wprawdzie nie komiks, ale jakoś tak mi się zdjęła z półki ta trochę dziwna, trochę alegoryczna, fantastyczna opowieść muzyczno-graficzna.

Planetę Sunhillow zamieszkują cztery plemiona, które w magicznej harmonii z naturą żyją muzyką, taktami i rytmami.
Przewidując nieuniknioną katastrofę mającą zniszczyć planetę, trzech mistyków Olias, Ranyart i Qoquaq za pomocą śpiewu przekonują faunę i florę planety by te oddały swe życia i ciała jako budulec dla ogromnego statku kosmicznego Moorglade Mover. Przywołane śpiewem mędrców plemiona wsiadają na statek, który odlatuje w przestrzeń kosmiczną tuż przed erupcją planety, która ku rozpaczy pasażerów rozpada się „na miliony cichych łez”.
Tak rozpoczyna się długa podróż na Asgard.

+++

Będąc jeszcze uczniem liceum, codziennie słuchałem Programu III Polskiego Radia, głównie audycji muzycznych i satyrycznych.
Było to w roku 1976. Jeden z muzycznych prezenterów Trójki przedstawił jeszcze ciepłą, wydaną przez wytwórnię Atlantic, pierwszą, solową płytę Jona Andersona (znanego z zespołu Yes) „Olias of Sunhillow”. Polegało to nie tylko na odegraniu samej płyty w całości. Prezenter (wow, on ją miał wtedy w rękach) opisał graficznie ciekawą, 6-stronicową okładkę tego „concept albumu” oraz streścił historię muzycznie opowiadaną przez Andersona, który śpiewał i sam grał na wszystkich instrumentach.

Okładkę płyty zaprojektował David Fairbrother Roe.

Po takim zanęceniu, jakże wtedy chciałem posiadać tę płytę. Nie miałem jednak ani środków (zagraniczna waluta była bardzo droga i praktycznie nielegalna), ani możliwości sprowadzenia płyty z zagranicy (żadnego marynarza w rodzinie).
Dopiero po wielu latach udało mi się znaleźć i kupić ten longplay i … no… i go mam, i od czasu do czasu słucham 😉

Kája Saudek

„Psychiatra wskazałby mi na to, że moje całe życie kręci się wokół komiksów. Jednak ja, dzięki tej literaturze dla niepiśmiennych, nauczyłem się czytać w wieku pięciu lat.
Kája Saudek”

Jest to bardzo mi bliskie motto publikacji, którą właśnie zdjąłem z półki.

Jako miłośnik twórczości Káji Saudka, musiałem nabyć to grube tomiszcze. To nic, że jest to wydanie w języku czeskim. Z racji oczywistej znajomości języka polskiego jestem w stanie co nieco zrozumieć z tego co o Káji Saudku i o jego twórczości napisali autorzy Helena Diesingova i Tomáš Prokůpek. Najistotniejszym dla mnie jest fakt, iż na stronach tej obszernej publikacji znajduje się mnóstwo reprodukcji rysunków, stron komiksowych i obrazów tego najbardziej znanego i cenionego czeskiego rysownika komiksów. Zajmują one (900 reprodukcji) ponad trzy czwarte zawartości tej mającej 530 stron monografii.

Całość podzielona jest na rozdziały obejmujące: dojrzewanie i poszukiwania; rysunki i plakaty do filmów kinowych i telewizyjnych; komiksy i rysunki; reklamy i grafika użytkowa; dekoracje; rysunki erotyczne; następcy, uczniowie i naśladowcy.
Wydawcą tego tomu jest Arbor Vitae. Data publikacji 2013.

O komiksie Saudka „Lips Tullian, nejobávanější náčelník lupičů” napisałem w tej rubryce wcześniej.

Kolejne pozycje z twórczości Saudka zdejmę z półki przy innej okazji.

Krucjata dziecięca

Krucjata dziecięca – łączna nazwa nadana dwóm wyprawom krzyżowym, które prawdopodobnie miały miejsce w roku 1212. Ich uczestnikami były głównie dzieci francuskie i niemieckie, które, zgodnie z planem organizatorów, przez samą niewinność i czystość serca miały oswobodzić Ziemię Świętą z rąk muzułmanów. Wyprawy te zakończyły się klęską. Żadna z nich nie dotarła do Ziemi Świętej, a ich uczestnicy w większości zginęli lub stali się niewolnikami.

Według współczesnych badań historycznych (między innymi holenderskiego historyka Petera Raedtsa) uczestnikami tych wydarzeń nie były wyłącznie dzieci. Były to liczne grupy biedaków, które wałęsały się na terenach Francji i Niemiec. Tylko nieliczne z nich próbowały dostać się do Ziemi Świętej. Pozostałe w ogóle nie miały takiego zamiaru.

Rolf Gohs, szwedzki rysownik komiksów urodzony w Estonii, znany głównie jako autor grafik na okładki do szwedzkiej serii „Fantomen” oraz twórca autorskiej serii „Mystiska 2:an”, zinterpretował legendę o krucjacie dzieci francuskich. Jego komiks „Dom Oskyldiga” (Niewinne) został opublikowany w numerach 21-23/2002 serii „Fantomen”.

Krucjata dzieci francuskich (według Wikipedia) https://pl.wikipedia.org/wiki/Krucjata_dzieci%C4%99ca

W maju 1212 roku król Francji Filip II August odprawiał sądy w Saint-Denis. Wtedy to zjawił się przed nim dwunastoletni pastuszek Stefan (Etienne) z Cloyes. Poinformował on króla, że objawił mu się Jezus Chrystus, który wręczył mu list upoważniający go do zorganizowania krucjaty do Ziemi Świętej. Król nie potraktował chłopca poważnie i kazał mu wracać do domu. Nie zrażony tym Stefan zaczął wygłaszać kazania przed opactwem Saint-Denis. Głosił w nich, że na czele gromady niewinnych dzieci wyruszy do Jerozolimy i wyzwoli ją z rąk muzułmanów. Stefan okazał się być dobrym mówcą, a tłumy dzieci zaczęły ściągać na jego wezwanie. Ośmielony tym sukcesem, rozpoczął wędrówkę po Francji, apelując do dzieci o udział w wyprawie. Wyznaczył termin wyruszenia i miejscowość Vendôme, jako miejsce zbiórki. Zapowiadał, że morza będą rozstępowały się przed nimi, tak że suchą nogą dojdą do Palestyny.

Pod koniec czerwca 1212 roku, w wyznaczonym przez niego terminie, gromady dzieci zebrały się w Vendôme, skąd miała wyruszyć krucjata. Było ich około trzydziestu tysięcy (niektóre współczesne źródła mówią, że pół miliona). Ich średnia wieku – 12 lat. Dzieci przybyły z różnych regionów Francji. Większość z nich stanowili chłopcy z rodzin chłopskich, trafiali się też z rodów rycerskich. Niektórzy uciekli z domu, inni wyruszali z błogosławieństwem rodziców. Oprócz chłopców stawiła się też grupa dziewczynek i pewna liczba młodych księży oraz dorosłych pielgrzymów. Stefan przyjął za godło krucjaty Oriflamme – bojowe godło królów francuskich.

Po udzieleniu błogosławieństwa przez garstkę przychylnych krucjacie księży, gromady dzieci wyruszyły na południe. Uczestnicy krucjaty traktowali Stefana jak świętego proroka, a pukle jego włosów i strzępy jego ubrania jak relikwie. Podczas marszu krzyżowcy żywili się tym, co dostarczała im miejscowa ludność. Jeśli jedzenia brakowało – głodowali. Wiele dzieci zmarło po drodze wskutek głodu oraz dużych o tej porze roku upałów. Kiedy doszli do Marsylii, zostali tam przyjęci serdecznie. Marsylczycy nakarmili ich i dali im noclegi.

Następnego dnia morze jednak nie chciało się rozstąpić, jak obiecywał Stefan na początku krucjaty. W tej sytuacji część dzieci oskarżyła go o oszustwo, opuściła krucjatę i wróciła do domów. Reszta zdecydowała się czekać, aż morze się rozstąpi. Po kilku dniach dwóch marsylskich kupców Hugon Ferrus (Żelazny) i Wilhelm Porcus (Świnia) zaoferowali, że przewiozą dzieci za darmo do Palestyny. Stefan przyjął tę propozycję. Dzieci wsiadły na siedem wynajętych przez kupców okrętów i wyruszyły w morze.

W 1230 roku przybył ze Wschodu do Francji duchowny, który twierdził, że był uczestnikiem dziecięcej krucjaty. Był jednym z księży, którzy towarzyszyli dzieciom i razem z nimi wsiedli na statki. Według jego relacji kilka dni po wypłynięciu dwa z siedmiu okrętów zatonęły podczas burzy w okolicach wyspy San Pietro, zaś pasażerowie pozostałych pięciu zostali sprzedani Saracenom jako niewolnicy, zgodnie z umową, jaką zawarli wcześniej dwaj marsylscy kupcy z odbiorcami egipskimi. Część dzieci trafiła do Egiptu, reszta została sprzedana na rynku niewolników w Bagdadzie. Ten, który powrócił, zawdzięczał swoje ocalenie umiejętności pisania i znajomości łaciny. Dzięki temu dostał pracę w kancelarii al-Kamila zarządcy Egiptu, syna al-Adila, a z czasem został wyzwolony.

Szpilki

W latach 70-tych XX wieku (uczęszczałem jeszcze do szkoły podstawowej) od czasu do czasu udawało mi się kupić pismo satyryczne „Karuzela”. Głównie dla rysunków satyrycznych, które stanowiły podstawową zawartość pisma.

W tamtym czasie publikowane było jeszcze jedno pismo satyryczne, na które uwagę zwróciłem nieco później. Były to „Szpilki”. Kupowałem je rzadziej, gdyż w odróżnieniu od „Karuzeli” rysunki stanowiły uzupełnienie literackiej zawartości. Zamieszczane tam teksty adresowane były przecież do odbiorcy starszego niż dwunastolatek. Dlatego , pierwotnie, głównym argumentem za nabywaniem pisma była jego warstwa graficzna. Nieco później zainteresowały mnie teksty plejady polskich satyryków.

We wstępniaku do numeru 41 (1623) z 08 października 1972 napisano: „Oto trzymacie w ręku jeden z najbardziej niezwykłych numerów „Szpilek”, jakie ukazały się na przestrzeni 37-letniej już historii naszego pisma. Jest to numer od początku do końca poświęcony komiksom.” Okładkę narysował Andrzej Dudziński.

Rzeczywiście, pomimo tego, że wcześniej na stronach pisma sporadycznie pojawiały się komiksowe jednoplanszówki lub paski, to ten właśnie numer komiksy wypełniły w całości. Była to prezentacja kilku najbardziej znanych światowych tytułów i serii: Superman, Tarzan, Mały Król, Peanuts, Flash Gordon, Barbarella, The Mighty Thor, Kapitan Kloss (parodia), Przygody Koziołka Matołka, Asterix, Fantom, makabryczne poczucie humoru Roberta Crumba. Prezentacja ta miała charakter „zanęty” ponieważ żaden z cytowanych komiksów (poza parodią Hansa Klossa i oczywiście Peanuts) nie został przedstawiony jako zamknięty epizod. Dla wielu czytelników, szczególnie młodych, było to odsłonięcie innego świata, w którym komiks istniał w wielu różnych formach graficznych, miał zróżnicowaną tematykę, był adresowany do różnych grup wiekowych.

W następnych numerach pisma komiks gościł częściej. Były to głównie jednoplanszówki, za stronę graficzną których odpowiadali tacy mistrzowie rysunku satyrycznego jak: Andrzej Dudziński, Andrzej Mleczko, Edward Lutczyn, Andrzej Klimczuk, Antoni Chodorowski, Piotr Chrobok, Jerzy Flisak, Andrzej Nowicki, Eryk Lipiński, Julian Bohdanowicz, Zbigniew Ziomecki, Janusz Wiśniewski, Andrzej Barecki, Wacław Potoczek, Zygmunt Zaradkiewicz, inni.

Wreszcie, w numerze 14 (1977) z 01 kwietnia 1977 roku redakcja poinformowała czytelników, iż „od dzisiaj „Szpilki” stają się pismem komiksowym”. Rzeczywiście, cały numer wypełniły komiksy polskich autorów. Potem…wszystko wróciło do normy 😉

Wydawcą pisma było Krajowe Wydawnictwo Czasopism RSW „Prasa”.

„Psychopoland”

Pierwotnie opublikowano 10 lutego 2013

Z autorami serii komiksowej „Dogmat”„Chmielem” i Piotrem Białczakiem – którzy aktualnie kończą pracę nad swoim kolejnym projektem pt. „Psychopoland”, rozmawiał Andrzej Baron.

(AB) Współpracę scenarzysta-rysownik rozpoczęliście od albumu „Dogmat: Prolog”. Było to 10 lat temu i zaowocowało dwoma albumami serii. Teraz współtworzycie „Psychopoland”. Jak układa się Wasza współpraca?
(Chmielu) Z mojego punktu widzenia rewelacyjnie. Zasadniczo odbieramy na tych samych falach, tak więc to co w scenariuszu jest lekko zasygnalizowane, Piotr rozbudowuje tak jak mu pasuje. Dla mnie ważne jest jedynie aby artystyczna wizja nie miała negatywnego wpływu na opowieść.
(Piotr Białczak) Jest dokładnie tak jak mówi Chmielu. Dodam tylko, że ciekawy jest fakt, że z Chmielem widzieliśmy się fizycznie tylko trzy razy. Mieszkamy w kompletnie różnych miejscach Polski. Trzy spotkania przełożyły się na trzy albumy. Kto wie co się wydarzy przy czwartym spotkaniu…

(AB) Czy scenariusz jest wyłącznym dziełem Chmiela, czy też Piotr ma w nim swój udział?
(Chmielu) Pomysł historii narodził się na spacerze z moją żoną Luizą, kiedy przebijaliśmy się absurdalnymi pomysłami na thriller. Luiza twierdziła, że thriller o urzędnikach byłby totalnie nudny. Podjąłem rękawicę i szybko wymyśliłem intrygę. O dziwo to co zaczęło się jako żart utkwiło mi w głowie – zacząłem kombinować, rozbudowywać historię i po jakimś czasie wiedziałem, że muszę przekonać Piotra do zrobienia tego komiksu. Potem były prace nad scenariuszem, do którego Piotr dopisał kilka niezłych scen od siebie i wykombinował nielinearną strukturę opowieści.
(Piotr Białczak) Tekst pierwszego „Dogmatu” był wyłącznym dziełem Chmiela. Przy kontynuacji, coś tam lekko zasugerowałem. „Psychopoland” to już inna bajka. Wtrącałem się w ten tekst ile tylko mogłem – patroszyłem, wyrzucałem, dodawałem. Zależało mi by tło historii, czyli współczesne polskie miasto miało bardziej zarysowaną tkankę. Zmieniłem też konstrukcję całości. Cały ten proces trwał dosyć długo. Jego zwieńczeniem było rozesłanie gotowego scenariusza do kilku osób kompletnie nie związanych z komiksem. Byliśmy ciekawi opinii, a że ta okazała się nadzwyczaj pozytywna, więc zacząłem „wizualizować” temat.

(AB) Ile swobody scenarzysta daje rysownikowi?
(Chmielu) Z doświadczenia wiem, że polscy rysownicy są bardzo samodzielni, czasem nawet za bardzo. Alan Moore drobiazgowo opisujący to co ma znaleźć się w kadrze dostałby furii. Ja na szczęście nie mam takich zapędów i dlatego konstruując scenariusz skupiam się przede wszystkim na dialogach, aby brzmiały jak najbardziej naturalnie. To co ma być zawarte w kadrze dookreślam drobiazgowo tylko wtedy, kiedy jest to niezbędne dla opowieści. Piotr to rysownik, na którym mogę polegać – wiem, że to co narysuje doda opowieści dodatkowego smaczku.
(Piotr Białczak) Swobody miałem sporo. Od początku wiedziałem jaki klimat ma mieć ten album. Dla mnie największym problemem była umiejętność wbicia się w tą atmosferę. Kontrolowanie by za bardzo nie odlecieć stylistycznie i panować nad tym by całość trzymała się kupy.

(AB) Świetny projekt okładki. Bardzo intrygujący. Czy możecie zdradzić o czym opowiada „Psychopoland”?
(Chmielu) „Psychopoland” to emocjonalnie skondensowana historia krwawej rozgrywki dwóch osób: Mirosława Grodzińskiego (byłego biznesmana, właściciela firmy budowlanej) i Piotra Lewickiego (urzędnika miejskiego zatrudnionego w dziale inwestycji i zamówień publicznych), którzy na skutek pewnego wydarzenia z przeszłości znaleźli się na kursie kolizyjnym. Opowieść rozgrywa się w latach 2005-2009, w bliżej niesprecyzowanym polskim mieście położonym na wybrzeżu. To opowieść o próbie życia w zgodzie z zasadami oraz o ostatecznej zdradzie tychże zasad.
(Piotr Białczak) To też historia o frustracji, która stopniowo zmienia się w szaleństwo. To bardziej dramat niż typowo sensacyjna opowiastka.

(AB) Czy podobnie jak „Dogmat”, adresujecie ten komiks do wszystkich lubiących komiks sensacyjny?
(Chmielu) Jak najbardziej. Mamy jednak nadzieję, że komiks dotrze także do czytelników nie stroniących od jeszcze bardziej ponurych historii, mniej akcyjnych a za to bardziej skomplikowanych psychologicznie.

(AB) Chmielu, sparafrazowałeś kiedyś wypowiedź Ice-T mówiąc, że robicie taki komiks, jaki sami lubicie czytać. Czy tworząc „Psychopoland” nadal kierujecie się tym samym?
(Chmielu) Bezapelacyjnie.

(AB) Piotrze, wiem jak szczegółowo przygotowujesz się do pracy. Mam tu na myśli zbieranie materiałów dotyczących lokalizacji akcji, sprzętów, pojazdów, itp. Gdzie przebiega akcja „Psychopoland”? Jakie znane miejsca zobaczymy?
(Piotr Białczak) Nie zobaczymy żadnych znanych miejsc. Jak już wspomnieliśmy, akcja dzieje się w Polsce ale nie interesowało mnie „odtwarzanie z pocztówek” jakiegokolwiek polskiego miasta. Miejsce akcji to duża, przestylizowana aglomeracja. Mnóstwo tutaj rur i wiszących kabli, taki trochę odrapany cyberpunk. Irytuje mnie tendencja, szczególnie występująca w polskim filmie do robienia np. z Warszawy polskiego Nowego Jorku. Szczecin to też nie Miami. Miasto w „Psychopoland” to zupełnie inny biegun. To raczej nie jest miejsce w którym chcielibyśmy żyć – jest dosyć ponure, ludzie na ulicach są nieco pokraczni, starzy, popękani. To nie są do końca wydumane miejsca. One występują obok nas, w każdym mieście. Wystarczy tylko zmienić kąt widzenia.

(AB) Powiedz, czy zmieniłeś coś w technice pracy? Lub może inaczej, czy wypracowałeś taką, która najbardziej Ci odpowiada?

(Piotr Białczak) Cały czas się uczę. W przypadku tego projektu zdecydowałem się na surową czarną kreskę. W świecie „Psychopoland” nie ma koloru, jest tylko czerń i biel.

(AB) To będzie album dłuższy niż zwyczajowe 48 stron. Czy zawrzecie w nim całą historię?
(Chmielu) Tak. To typowy one-shot. Albo jak mawiają znawcy powieść graficzna.
(Piotr Białczak) Nielinearna struktura narracji nas do tego zmusiła. Gdybyśmy podzielili to na osobne tomy, mógłby być problem ze zrozumieniem historii. „Psychopoland” ma 81 stron i jest zamkniętą całością – w tym przypadku nie ma sensu bawić się w kontynuacje.

(AB) W jakim stopniu jest zaawansowana praca nad tym komiksem?
(Piotr Białczak) Całość jest już narysowana. jeszcze kilka stron wymaga zabawy z tuszem.

(AB) Dwa albumy „Dogmatu” w nakładach, co tu kryć „kolekcjonerskich” (jak większość komiksowych publikacji w Polsce), nie są w stanie zarobić na wydanie tomów następnych. Jako ich wydawca mogę powiedzieć, że cieszę się, iż istnieją szanse na zwrot pieniędzy wyłożonych na druk i dystrybucję oraz na wypłacenie liczonej od sprzedanych egzemplarzy prowizji dla twórców. Prowizja ta, nawet przy sprzedaży pełnego nakładu, nie stanowi ekonomicznego uzasadnienia dla Waszej pracy. Po tym wstępie, spróbuję zadać jeszcze jedno pytanie. Chmielu, wiem, że scenariusz do dalszych tomów „Dogmatu”, a ma ich być cztery do pięciu, masz gotowy (nawet, jeżeli jeszcze nie spisany). Czy po zakończeniu pracy nad „Psychopoland” powrócisz do tej historii? To samo pytanie do Piotra, czy widzisz możliwość dokończenia serii jako jej rysownik?
(Chmielu) W 1999 roku, kiedy powstał scenariusz pierwszego Dogmatu na rynku było fatalnie, ale za sprawą Egmontu, a następnie Śledzia i jego „Produktu” zaczęło się coś zmieniać. W 2002 r. było na tyle dobrze, że kiedy Piotr zaczął rysować pierwszy „Dogmat” planowałem siedem albumów. Zmieniające się – w latach 2004-2010 – realia polskiego rynku komiksowego sprowadziły mnie do parteru i z siedmiu albumów zszedłem do pięciu. Recenzje były przychylne, dochodziły mnie głosy ludzi, którym podobało się to co robiliśmy, niestety „Dogmat” nie uzyskał właściwego „feedbacku”, nie przyniósł nam – heh – upragnionej sławy, ani pieniędzy. Nie mamy nawet groupies. A poważnie: w Polsce, bo to w każdej dziedzinie dziwny kraj, komiks mainstreamowy znajduje się na peryferiach. Będą tacy, którzy uznają go po prostu za słaby projekt nie mogący konkurować z zachodnimi produkcjami. Osobiście jestem jednak z tej serii dumny. Wiem, że zaskoczyłaby niejednego z tych, którzy lubią tego typu historie. Jeśli znalazłby się dobry rysownik, który podjąłby się zrobienia kontynuacji, człowiek, który nie zrezygnuje po narysowaniu kilku plansz, to ja oczywiście jestem na tak.
(Piotr Białczak) Nie sądzę bym kiedykolwiek wrócił do świata „Dogmatu”… no chyba,
że spotkałbym się z jakimś ciekawym argumentem w tej sprawie.

(AB) Przyjmuję aluzję i obiecuję nad tym popracować. Dziękuję Wam za wypowiedzi.

Poniżej przedstawiamy okładkę tego komiksu.

Tomek Biniek z nagrodą CD Projekt

Pierwotnie opublikowano 24 stycznia 2012

Tomek Biniek zajął drugie miejsce w konkursie CD Projekt, który polegał na przedstawieniu w formie literackiej bądź graficznej własnej wizji mrocznej przyszłości. Szczegóły akcji na blogu autora

Drugi „Dogmat” jeszcze w 2010 roku!

Pierwotnie opublikowano 11 sierpnia 2010

„Niedawno zabiłem człowieka. Nie po raz pierwszy i pewnie nie ostatni. Ale jedno jest pewne, to był ten niewłaściwy. Zginął mój przyjaciel. Gliny szukają mnie w związku z zamachem IRA, z którym nie mam nic wspólnego. Polują na mnie dziwni ludzie, którzy chcą czegoś, co miałem im ukraść. Płyty zawierającej coś, o czym nie mam zielonego pojęcia.
I jakby tego było mało jadę nie wiadomo dokąd z moją dziewczyną i jakimś facetem, który celuje w nas z Glocka.
Dawno się tak nie bałem.”

Cytat pochodzi z kadrów otwierających drugi tom komiksu Dogmat.

Studio Domino Sp. z o.o. planuje publikację tego komiksu jeszcze w bieżącym roku. W tej chwili album jest przygotowywany do druku. Niedługo zaprezentujemy okładkę oraz przykładowe strony. Jednak już teraz zapraszamy czytelników do obejrzenia animowanego trailera albumu, który przygotowali autorzy.
Dogmat _ Trailer

ZNAKOMIKS nr 14

Pierwotnie opublikowano 5 listopada 2009

Czternasty numer magazynu „Znakomiks” trafi do sprzedaży na początku grudnia.

Podobnie, jak poprzedni numer, będzie on oprawiony w podwójną okładkę. Autorem grafiki okładki głównej jest Artur Suydam.

Drugą okładkę stanowi grafika Tomasza Bińka.

Część „rysowaną” magazynu zapełnią:

– kontynuacja Jen Karoliny Tadych – powoli zbliżamy się do zakończenia pierwszego epizodu,
– kontynuacja Dinostii Pata Milsa i Clinta Langleya – kulminacja już niedługo,
– dokończenie Przygody Cholly i Flytrapa Boba Burdena i Artura Suydama,
– szort Daniela Grzeszkiewicza Call of Ciapek,
– komiks Pierdolone dzikusy Steva Hilesa i Liama Sharpa,
– horror Zagajnik Adama Święckiego,
– szort z Insektem Ireneusza Lorenca,
– grafiki Grzeszkiewicza, Bińka, Janickiego.

Część „pisaną” zajmą:

– obszerny opis Światowego Projektu „Wieczna miłość” Wojciecha Siudmaka. Otwarty list do artystów wystosowany w tej sprawie przez pana Siudmaka można przeczytać w wersji angielskiej na stronie www.siudmak.fr oraz w wersji polskiej poniżej,
– obszerne fragmenty wywiadu z Normem Breyfogle przeprowadzonego przez kolegów z DC Multiverse,
– wynurzenia niżej podpisanego na temat „Rabaty – magia ułudy, albo masowe oczekiwania klienta niszowego”.

Andrzej Baron