Worms of The Earth

Komiks stworzony do opowiadania Roberta H.Howarda „Robaki Ziemi” (Worms of the Earth) przeczytałem po raz pierwszy w brytyjskim wydaniu magazynu „The Savage Sword of Conan”. Opowiadanie zostało wydrukowane w odcinkach jako uzupełnienie zawartości magazynu.

Scenariusz napisał Roy Thomas. Rysowanie komiksu rozpoczął Barry Windsor Smith, który porzucił projekt po wykonaniu około sześciu stron. O dokończenie pracy, Thomas poprosił Tima Conrada. Ten położył tusz na rysunkach Smitha i narysował komiks do końca.

Akcja opowiadania toczy się w Brytanii, w czasach, gdy większością jej obszaru rządzili Rzymianie. Nie udało im się poskromić jedynie Piktów będących przodkami Szkotów. Bohaterem jest Bran Mak Morn, wykreowany przez Howarda król Piktów. Wiedziony żądzą dokonania zemsty na rzymskim gubernatorze Titusie Sulla, który na jego oczach ukrzyżował jednego z jego piktyjskich poddanych, zawiera on układ z odrażającymi mieszkańcami świata podziemi.

Pierwotna wersja komiksu była czarno-biała. Conrad przekonująco oddał mroczny klimat opowieści, która rzeczywiście zapadła mi w pamięci. Po wielu latach, w roku 2000, komiks ten został wydany ponownie, w całości, w jednym albumie. Wydawcą jest Cross Plains Comics. Tym razem rysunki Conrada zostały pokolorowane przez George’a Freemana oraz Laurie E.Smith. Okładkę namalował Mark Schultz. Album uzupełniono o wywiad z rysownikiem Timem Conradem, wywiad z Garym Gianni autorem ilustracji do książek Howarda oraz eseje o piktyjskim bohaterze i o autorze opowiadań z jego udziałem.

Żałuję, iż po zakupie wznowienia nie zachowałem czarno-białych magazynów z pierwszą wersją komiksu. W tej chwili nie jestem pewien, która z nich podoba mi się bardziej – ta pierwsza czarno-biała, czy ta kolorowa. Chociaż … być może z sentymentu do pierwszego kontaktu z tym komiksem… bardziej skłaniam się ku czarno-białej.

Tor

Komiks ten poznałem dzięki wydawnictwu Eclipse Comics, które w roku 1986 opublikowało przedruk drugiego i trzeciego numeru pierwszej serii przedstawiającej przygody Tora. Tym, co zwróciło moją uwagę na te dwa zeszyty był, z jednej strony, ich autor oraz, z drugiej strony, prezentacja grafiki w technice 3D.

Tor został wymyślony przez Joe Kuberta w roku 1950. Jest to bohater, którego przygody zostały umiejscowione w wyimaginowanym świecie prehistorycznym, w którym dinozaury i ludzie razem zamieszkują Ziemię. Wygnany przez swoje plemię za złamanie obowiązujących zasad, Tor samotnie przemierza świat i przeżywa przygody, w których dinozaury odgrywają pierwszorzędną rolę.

Pierwsze przygody zostały opublikowane przez St. John Publications w magazynie „1.000.000 lat temu!” („1,000,000 Years Ago!”) we wrześniu 1953roku. Po tym debiucie, Tor został (począwszy od zeszytu 2) jednym z pierwszych bohaterów komiksowych, których przygody przedstawiono w technice 3D. Technikę tę opracowali Joe Kubert oraz bracia Norman i Leonard Maurer. Nazwali ją „illustereo”. Natychmiast stała się ona hitem na rynku komiksu w USA co zaowocowało 3D-manią. Wielu wydawców poszło w ślady St. John Publications publikując trójwymiarowe wersje swoich serii komiksowych. Nie trwało to jednak długo. Już po publikacji trzeciego w serii a drugiego w technice 3D zeszytu „1.000.000 lat temu!”, zainteresowanie czytelników drukiem 3D zmalało i wydawca powrócił do tradycyjnego druku. Ostatnim numerem pierwszej serii Tora był numer 5 z października 1954 roku.

W roku 2001 DC Comics opublikowała serię twardo okładkowych albumów zawierającą wszystkie zeszyty serii. Cała zawartość została wydrukowana w kolorze i w 2D.

Requiem Chevalier Vampire (aka Requiem Vampire Knight)

W roku 2000, Pat Mills , Jacques Collin i Olivier Ledroit założyli we Francji firmę wydawniczą Nickel Editions. Jej pierwszym tytułem był “Requiem Chevalier Vampire”. Jest to seria, do której scenariusz napisał Pat Mills, i którą zilustrował Olivier Ledroit.

Seria została dobrze przyjęta na rynku francuskim. Mniej więcej raz w roku ukazywał się jeden tom. Do roku 2012 opublikowano ich jedenaście.

Seria została przetłumaczona na język angielski i wydana w Heavy Metal Magazine. Obecnie, jej angielską, twardo okładkową reedycją zajmuje się Panini.

Komiks opowiada o świecie zwanym Zmartwychwstanie (Resurrection). Jest on podobny do Ziemi, jednak na opak: w miejscu oceanów i mórz znajdują się kontynenty, w miejscu kontynentów znajdują się morza ognia, czas płynie wstecz, mieszkańcy młodnieją aż do stadium zarodka by ostatecznie zniknąć. Mieszkańcami tego trochę piekła i trochę czyśćca są wszyscy zmarli naszego Świata. Trafiają tam po śmierci na Ziemi. Na Zmartwychwstaniu inkarnują się jako monstra. Przy czym, im ich życie na Ziemi było przepełnione większą liczbą grzechów, tym bardziej uprzywilejowaną inkarnację przyjmują w nowym miejscu. Na szczycie drabiny reinkarnacyjnej stoją Wampiry, którzy będąc rycerzami stanowią elitę rządzącą. Najniżej znajdują się zombie i chochliki. Są tam jeszcze demony, upiory, centaury, harpie, smoki, berserkowie, mutanci, aniołowie i serafini (ci używani są jako bomby i pociski), żywe drzewa, wilkołaki, archeolodzy (w poprzednim życiu twórcy broni masowej zagłady, jako jedyni mogą korzystać z technologii świata ludzi). Podobnie, jak na Ziemi występują tutaj żądza władzy, polityczne intrygi i wojny. Jedynymi sposobami opuszczenia Zmartwychwstania są odnalezienie i „wykończenie” swojego dręczyciela z poprzedniego życia lub samoistne „wygaśnięcie”.

Tytułowym bohaterem serii jest Heinrich Augsburg, który będąc niemieckim żołnierzem zginął na froncie wschodnim podczas Drugiej Wojny Światowej. Jego głównym, w zasadzie jedynym, celem w świecie Zmartwychwstania jest odnalezienie Rebeki, dziewczyny, którą kochał w swoim poprzednim życiu na Ziemi.

Komiks przepełniony jest brutalnością, która w przenicowanym świecie Zmartwychwstania stanowi największą cnotę, oraz erotyką. W scenariuszu pojawia się, charakterystyczny dla Mills’a czarny humor zaprawiony dużą dozą cynizmu.

Współpracując z innym rysownikiem, z Franck’iem Tacito, Pat Mills tworzy opowieść o żeńskim rycerzu wampirze. Seria „Claudia Chevalier Vampire” opowiada inną historię, której akcja toczy się na Zmartwychwstaniu. Rozszerza ona wiedzę czytelników o tym świecie i dodaje nowe postaci.
Na przestrzeni lat 2004-2007 we Francji ukazały się trzy tomy serii. Zostały one opublikowane również w języku angielskim na łamach Heavy Metal Magazine.

London Super Comic Convention II

Fragment wpisu, który pierwotnie został zamieszczony na stronie w dniu 03 marca 2013
Fragment dlatego, że wiele informacji odnośnie tego konwentu już się zestarzało.
Ale…
Luźne informacje i spostrzeżenia:
• Zostałem zatrzymany przez dwóch Judges. Zarekwirowali mi jeden z egzemplarzy magazynu „Znakomiks” argumentując, że zawarte w nim treści emitują „too much thrill power” co powoduje uzależnienie.


Uff…udało mi się ujść z życiem i udało mi się zachować jeszcze kilka numerów „Znakomiksu” :). Dzięki temu miałem okazję przedstawić magazyn, między innymi, J. Scott Campbell’owi, który na rynku amerykańskim uważany jest za najlepiej rysującego superbohaterskie postaci kobiece. Poprosiłem go o opinię na temat komiksu „Jen” Karoliny Klein, która również wspaniale rysuje postaci kobiece i męskie. Pan Campbell powiedział „She’s very talented, indeed. She’s got potential and I wish her lots of success”.

Diadem Tamary


Ponieważ seria o kapitanie Żbiku, a w tym również odcinek zatytułowany „Diadem Tamary” znana jest chyba każdemu miłośnikowi komiksu w Polsce, nie zamierzam zanudzać nikogo ich opisem.

Dlaczego więc w moim cyklu „z półki zdjęte” wspominam o tym właśnie zeszycie?

Kiedy miałem czternaście lat, mogłem pochwalić się kolekcją około trzech setek zeszytów komiksowych. Wśród nich znajdowały się tak zwane „klasikery” (Bonanza, Tarzan, Ilustrowani Klasycy, Magnus, Turok), kilka z DC, wiele z Marvel’a, komiksy z DDR’u, ze Szwecji i oczywiście serie z Tytusem, Kapitanem Żbikiem, Hansem Klossem, Podziemny Front i inne.

Komiksy nie były wtedy (i nadal nie są) moją jedyną pasją. Od piątej klasy podstawówki uczęszczałem do klasy sportowej. Ze względu na obecnie ogólną dostępność w sprzedaży i relatywnie niską cenę, dzisiejszej młodzieży może się to wydać nie prawdopodobne. Jednak, na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego wieku posiadanie własnej, prawdziwej, skórzanej piłki do nogi było marzeniem niejednego chłopaka. Na mojej ulicy, przy której mieszkało nas kilkunastu, tylko jeden (a może dwóch…?) miał taką piłkę. Chciałem taką mieć i ja. Jedna pasja przezwyciężyła drugą. Sprzedałem niemal wszystkie moje komiksy, w tym całą serię o kapitanie Żbiku, i kupiłem piłkę. Cieszyłem się nią może tydzień, a potem nastąpiła refleksja. Rozpocząłem mozolne negocjacje z kolegami, którym wcześniej odsprzedałem moją kolekcję. Zajęło mi to trochę czasu. Udało mi się odkupić około połowy komiksów, z których więcej niż połowa zdążyła przejść ze stanu dobrego w stan makulaturowy. Następnie, w trakcie kolejnych lat kolekcjonowania udawało mi się dokupić kolejne egzemplarze, do których miałem sentyment. Niektóre z nich zdobyłem po wielu latach, kiedy to ich cena antykwaryczna stała się bardzo „kolekcjonerska”. Patrząc z perspektywy czasu, była to bardzo droga piłka.

Wracając do „Diademu Tamary”. Był to jeden z nielicznych zeszytów, których nie udało mi się odkupić lub kupić ponownie. Pierwotnie dlatego, że nikt z moich znajomych go nie miał (nawet tego wcześniej mojego egzemplarza). Następnie dlatego, że jest pewna granica dla ceny „kolekcjonerskiej”, którą gotowy jestem zapłacić.

Wtedy przyszedł Leszek z Wydawnictwa Ongrys i rozpoczął starania zmierzające do wznowienia cyklu komiksowego o kapitanie Żbiku. Najnowszym ze wznowionych przez niego zeszytów jest właśnie „Diadem Tamary”. Jego zakup stanowi dla mnie klamrę zamykającą sprawę konsekwencji decyzji o sposobie „sfinansowania zakupu piłki do nogi”.

Dziękuję Ci Leszku.
————-
„Diadem Tamary”
scenariusz Zbigniew Bryczkowski; rysunki Grzegorz Rosiński
wydanie II
Wydawnictwo Ongrys, 2018

Prison Ship

O komiksach rysowanych przez Estebana Maroto pisałem już wcześniej. Podobnie, wcześniej pisałem już o komiksach, w których główne role odgrywają bohaterki mające tendencje do częstego występowania w częściowym lub pełnym negliżu.

Taką bohaterką jest Faye, strażniczka na międzygwiezdnym statku więziennym. Stanowi ona jednoosobową załogę statku i ma za zadanie przetransportowanie siedmioro więźniów znajdujących się w stanie hibernacji. To, wydawałoby się, proste zadanie komplikuje się w momencie eksplozji na statku doprowadzającej do wybudzenia więźniów i do ich ucieczki. Uciekinierzy udają się każdy w innym kierunku. Faye musi przemierzyć bezmiar kosmosu w pogoni za zbiegami. Ma ich zatrzymać żywych lub martwych. Nie zdradzę niczego, gdy napiszę, iż to się jej udaje. Przygody związane z pościgiem prowadzą do pointy historii, której jednak nawet nie zainsynuuję.

Jeżeli uda Wam się zdobyć ten komiks to przeczytajcie … i pooglądajcie … sami.

Ta space opera została stworzona na początku lat 80-tych dwudziestego wieku przez Bruce Jones’a (scenariusz) i Estebana Maroto (rysunki) dla wydawcy włoskiego magazynu komiksowego „1984”. Mi udało się zdobyć jej reedycję opublikowaną w tym roku przez IDW Publishing.

Dwaj z Galaktyki Gryfa, czyli kłopoty z ziemskim ruchem drogowym

W 1987 roku w Polsce wylądowali kosmici z galaktyki Gryfa. Dwaj osobnicy o niesamowitych imionach Alfa i Beta pilotowali kosmiczny statek typu RV 15, który rozbił się na terenie PRL.

Kosmici, wyposażeni w wypromiennik do eliminowania zużytych kawałków osobistej powłoki i wyprasowania nowych, chronopress z dźwignią do zmiany czasu i przestrzeni wraz z odtwarzaczem niezbędnych informacji oraz videofix – odbiorczo-nadawcze urządzenie video w kształcie zegarka, na którego ekranie za przyciśnięciem guzika ukazuje się wywołany obraz, wyruszają w podróż w czasie i przestrzeni odwiedzając różne epoki i miejsca na Ziemi. Wszędzie, czy to w starożytnym Egipcie, Grecji, Rzymie lub Chinach, na Dzikim Zachodzie, w kolonialnej Afryce, Francji Ludwika XIV, Wiktoriańskiej Anglii, czy we współczesnych Stanach Zjednoczonych Ameryki doświadczają konieczności poznania, nauczenia się i stosowania zasad ruchu drogowego. To właśnie brak znajomości środków komunikacji ziemskiej oraz zasad ruchu drogowego doprowadził do rozbicia ich statku RV 15.

Odbywszy pouczającą podróż w czasie i przestrzeni wracają do PRL, skąd zabiera ich statek ratowniczy wysłany z Galaktyki Gryfa.
Autorami tej opowieści, przedstawionej w formie diariusza spisanego przez kosmitów oraz bogato uzupełniających go historyjek komiksowych, które w przystępny sposób obrazują stosowanie obowiązujących znaków drogowych, są Krystyna Boglar i Miroslaw Tokarczyk. Wydawcą tej publikacji była Młodzieżowa Agencja Wydawnicza. Nakład … 90.000 egzemplarzy 😉 , z czego 30.000 w twardej oprawie.

Jon Anderson „Olias of Sunhillow”

Wprawdzie nie komiks, ale jakoś tak mi się zdjęła z półki ta trochę dziwna, trochę alegoryczna, fantastyczna opowieść muzyczno-graficzna.

Planetę Sunhillow zamieszkują cztery plemiona, które w magicznej harmonii z naturą żyją muzyką, taktami i rytmami.
Przewidując nieuniknioną katastrofę mającą zniszczyć planetę, trzech mistyków Olias, Ranyart i Qoquaq za pomocą śpiewu przekonują faunę i florę planety by te oddały swe życia i ciała jako budulec dla ogromnego statku kosmicznego Moorglade Mover. Przywołane śpiewem mędrców plemiona wsiadają na statek, który odlatuje w przestrzeń kosmiczną tuż przed erupcją planety, która ku rozpaczy pasażerów rozpada się „na miliony cichych łez”.
Tak rozpoczyna się długa podróż na Asgard.

+++

Będąc jeszcze uczniem liceum, codziennie słuchałem Programu III Polskiego Radia, głównie audycji muzycznych i satyrycznych.
Było to w roku 1976. Jeden z muzycznych prezenterów Trójki przedstawił jeszcze ciepłą, wydaną przez wytwórnię Atlantic, pierwszą, solową płytę Jona Andersona (znanego z zespołu Yes) „Olias of Sunhillow”. Polegało to nie tylko na odegraniu samej płyty w całości. Prezenter (wow, on ją miał wtedy w rękach) opisał graficznie ciekawą, 6-stronicową okładkę tego „concept albumu” oraz streścił historię muzycznie opowiadaną przez Andersona, który śpiewał i sam grał na wszystkich instrumentach.

Okładkę płyty zaprojektował David Fairbrother Roe.

Po takim zanęceniu, jakże wtedy chciałem posiadać tę płytę. Nie miałem jednak ani środków (zagraniczna waluta była bardzo droga i praktycznie nielegalna), ani możliwości sprowadzenia płyty z zagranicy (żadnego marynarza w rodzinie).
Dopiero po wielu latach udało mi się znaleźć i kupić ten longplay i … no… i go mam, i od czasu do czasu słucham 😉

Kája Saudek

„Psychiatra wskazałby mi na to, że moje całe życie kręci się wokół komiksów. Jednak ja, dzięki tej literaturze dla niepiśmiennych, nauczyłem się czytać w wieku pięciu lat.
Kája Saudek”

Jest to bardzo mi bliskie motto publikacji, którą właśnie zdjąłem z półki.

Jako miłośnik twórczości Káji Saudka, musiałem nabyć to grube tomiszcze. To nic, że jest to wydanie w języku czeskim. Z racji oczywistej znajomości języka polskiego jestem w stanie co nieco zrozumieć z tego co o Káji Saudku i o jego twórczości napisali autorzy Helena Diesingova i Tomáš Prokůpek. Najistotniejszym dla mnie jest fakt, iż na stronach tej obszernej publikacji znajduje się mnóstwo reprodukcji rysunków, stron komiksowych i obrazów tego najbardziej znanego i cenionego czeskiego rysownika komiksów. Zajmują one (900 reprodukcji) ponad trzy czwarte zawartości tej mającej 530 stron monografii.

Całość podzielona jest na rozdziały obejmujące: dojrzewanie i poszukiwania; rysunki i plakaty do filmów kinowych i telewizyjnych; komiksy i rysunki; reklamy i grafika użytkowa; dekoracje; rysunki erotyczne; następcy, uczniowie i naśladowcy.
Wydawcą tego tomu jest Arbor Vitae. Data publikacji 2013.

O komiksie Saudka „Lips Tullian, nejobávanější náčelník lupičů” napisałem w tej rubryce wcześniej.

Kolejne pozycje z twórczości Saudka zdejmę z półki przy innej okazji.

Krucjata dziecięca

Krucjata dziecięca – łączna nazwa nadana dwóm wyprawom krzyżowym, które prawdopodobnie miały miejsce w roku 1212. Ich uczestnikami były głównie dzieci francuskie i niemieckie, które, zgodnie z planem organizatorów, przez samą niewinność i czystość serca miały oswobodzić Ziemię Świętą z rąk muzułmanów. Wyprawy te zakończyły się klęską. Żadna z nich nie dotarła do Ziemi Świętej, a ich uczestnicy w większości zginęli lub stali się niewolnikami.

Według współczesnych badań historycznych (między innymi holenderskiego historyka Petera Raedtsa) uczestnikami tych wydarzeń nie były wyłącznie dzieci. Były to liczne grupy biedaków, które wałęsały się na terenach Francji i Niemiec. Tylko nieliczne z nich próbowały dostać się do Ziemi Świętej. Pozostałe w ogóle nie miały takiego zamiaru.

Rolf Gohs, szwedzki rysownik komiksów urodzony w Estonii, znany głównie jako autor grafik na okładki do szwedzkiej serii „Fantomen” oraz twórca autorskiej serii „Mystiska 2:an”, zinterpretował legendę o krucjacie dzieci francuskich. Jego komiks „Dom Oskyldiga” (Niewinne) został opublikowany w numerach 21-23/2002 serii „Fantomen”.

Krucjata dzieci francuskich (według Wikipedia) https://pl.wikipedia.org/wiki/Krucjata_dzieci%C4%99ca

W maju 1212 roku król Francji Filip II August odprawiał sądy w Saint-Denis. Wtedy to zjawił się przed nim dwunastoletni pastuszek Stefan (Etienne) z Cloyes. Poinformował on króla, że objawił mu się Jezus Chrystus, który wręczył mu list upoważniający go do zorganizowania krucjaty do Ziemi Świętej. Król nie potraktował chłopca poważnie i kazał mu wracać do domu. Nie zrażony tym Stefan zaczął wygłaszać kazania przed opactwem Saint-Denis. Głosił w nich, że na czele gromady niewinnych dzieci wyruszy do Jerozolimy i wyzwoli ją z rąk muzułmanów. Stefan okazał się być dobrym mówcą, a tłumy dzieci zaczęły ściągać na jego wezwanie. Ośmielony tym sukcesem, rozpoczął wędrówkę po Francji, apelując do dzieci o udział w wyprawie. Wyznaczył termin wyruszenia i miejscowość Vendôme, jako miejsce zbiórki. Zapowiadał, że morza będą rozstępowały się przed nimi, tak że suchą nogą dojdą do Palestyny.

Pod koniec czerwca 1212 roku, w wyznaczonym przez niego terminie, gromady dzieci zebrały się w Vendôme, skąd miała wyruszyć krucjata. Było ich około trzydziestu tysięcy (niektóre współczesne źródła mówią, że pół miliona). Ich średnia wieku – 12 lat. Dzieci przybyły z różnych regionów Francji. Większość z nich stanowili chłopcy z rodzin chłopskich, trafiali się też z rodów rycerskich. Niektórzy uciekli z domu, inni wyruszali z błogosławieństwem rodziców. Oprócz chłopców stawiła się też grupa dziewczynek i pewna liczba młodych księży oraz dorosłych pielgrzymów. Stefan przyjął za godło krucjaty Oriflamme – bojowe godło królów francuskich.

Po udzieleniu błogosławieństwa przez garstkę przychylnych krucjacie księży, gromady dzieci wyruszyły na południe. Uczestnicy krucjaty traktowali Stefana jak świętego proroka, a pukle jego włosów i strzępy jego ubrania jak relikwie. Podczas marszu krzyżowcy żywili się tym, co dostarczała im miejscowa ludność. Jeśli jedzenia brakowało – głodowali. Wiele dzieci zmarło po drodze wskutek głodu oraz dużych o tej porze roku upałów. Kiedy doszli do Marsylii, zostali tam przyjęci serdecznie. Marsylczycy nakarmili ich i dali im noclegi.

Następnego dnia morze jednak nie chciało się rozstąpić, jak obiecywał Stefan na początku krucjaty. W tej sytuacji część dzieci oskarżyła go o oszustwo, opuściła krucjatę i wróciła do domów. Reszta zdecydowała się czekać, aż morze się rozstąpi. Po kilku dniach dwóch marsylskich kupców Hugon Ferrus (Żelazny) i Wilhelm Porcus (Świnia) zaoferowali, że przewiozą dzieci za darmo do Palestyny. Stefan przyjął tę propozycję. Dzieci wsiadły na siedem wynajętych przez kupców okrętów i wyruszyły w morze.

W 1230 roku przybył ze Wschodu do Francji duchowny, który twierdził, że był uczestnikiem dziecięcej krucjaty. Był jednym z księży, którzy towarzyszyli dzieciom i razem z nimi wsiedli na statki. Według jego relacji kilka dni po wypłynięciu dwa z siedmiu okrętów zatonęły podczas burzy w okolicach wyspy San Pietro, zaś pasażerowie pozostałych pięciu zostali sprzedani Saracenom jako niewolnicy, zgodnie z umową, jaką zawarli wcześniej dwaj marsylscy kupcy z odbiorcami egipskimi. Część dzieci trafiła do Egiptu, reszta została sprzedana na rynku niewolników w Bagdadzie. Ten, który powrócił, zawdzięczał swoje ocalenie umiejętności pisania i znajomości łaciny. Dzięki temu dostał pracę w kancelarii al-Kamila zarządcy Egiptu, syna al-Adila, a z czasem został wyzwolony.