Silver Surfer: Judgment Day

Pierwotnie opublikowano 02 marca 2013.

Od dawna, większość komiksów otwierają tzw. „splash pages” (tj. kadry całostronicowe). Mają one za zadanie wprowadzenie czytelnika w rozpoczynaną lub kontynuowaną historię. Były one też (np. w komiksach DC, szczególnie tych z lat 60-tych i 70-tych) swego rodzaju przynętą na czytelnika. Przedstawiały kluczową dla opowiadanej historii sytuację wraz ze znakiem zapytania w rodzaju „jak do tego doszło?” lub „jak bohater wybrnie z tej trudnej sytuacji?”

Za sprawą takich rysowników jak Jack Kirby, Sal Buscema czy Neal Adams, od początku lat 70-tych coraz częstszym zabiegiem mającym na celu podbicie dynamiki opowiadanych historii było stosowanie „splash pages” w trakcie prowadzenia opowieści. Z jednej strony, pozwalały one rysownikom na przekazanie większej ilości szczegółów. Z drugiej strony, swoim rozmiarem uderzały one w czytelnika dobitnie akcentując akcję w wymagającym tego momencie.

W roku 1988 Marvel Comics Group opublikował album komiksowy „Silver Surfer: Judgment Day”. Każda z jego 64-ch stron stanowi „splash page”. Był to pomysł Johna Buscema, który marzył o narysowaniu takiego komiksu. Wraz z Tomem deFalco stworzył zarys historii wikłającej Silver Surfera w konflikt pomiędzy Galactusem a Mefisto. Do pomysłu dał się przekonać Stan Lee, który wsparł go scenariuszem i dialogami. Grafikę na obwolutę tego oprawionego w twardą okładkę komiksu stworzył Joe Jusko. W ten sposób powstał, jak na tamte czasy, nowatorski album.

Co ważne, pomimo tego, że każda strona sama w sobie stanowi wyjątkową grafikę, którą można podziwiać oddzielnie, to czytając ten komiks nie ma się wrażenia przeglądania książki z obrazkami lub czytania krótkiego, 60-ciokilku kadrowego opowiadania. Po odwróceniu i przeczytaniu ostatniej strony czułem się tak samo jak po przeczytaniu długiej i wciągającej opowieści graficznej.

Zacytuję jeszcze dwa zdania ze wstępu, jakim Stan Lee opatrzył ten komiks:
„Stwierdzenie, że ten wolumin jest „pierwszym w swoim rodzaju” nie odda w pełni jego wartości. To naprawdę jest punkt zwrotny w historii wydawniczej. Wizualnie, stylistycznie, dramatycznie oraz artystycznie, John Buscema oraz Marvel Comics wnieśli całkowicie wyjątkowy wkład do gatunku ilustrowanej epoki.”