Huckleberry Hound

Pierwotnie opublikowano 25 czerwca 2013

„I kudłate i łaciate, pręgowane i skrzydlate. Te, co skaczą i fruwają na nasz program zapraszają”. Tymi słowami piosenki, których autorem była Maria Terlikowska, w poniedziałkowe popołudnia lat 70-tych, przed ekrany telewizorów zwoływano młodocianych miłośników przyrody. Tak rozpoczynał się skierowany do dzieci i młodzieży telewizyjny program przyrodniczy „Zwierzyniec”.

Pamiętam gawędy pana Michała Sumińskiego – myśliwego i miłośnika zwierząt (jeżeli te dwie rzeczy mogą iść w parze). Pamiętam je, dlatego że dla mnie stanowiły one denerwujący wstęp do głównego punktu programu – do kreskówek wytwórni Hanna-Barbera. Filmy przyrodnicze wolałem oglądać w innych programach: „Z kamerą wśród zwierząt” państwa Gucwińskich oraz „W świecie przyrody” (chyba taki miał tytuł). Natomiast, w przypadku „Zwierzyńca”, z niecierpliwością czekałem na to, aż pan Michał skończy skradać się, chrząkać, chrumkać, pirlać, tirlać, bzyczeć, ćwierkać, świstać, kwilić, pitpilitać i pimpilić … Pomijając ten szczegół, „Zwierzyniec” kojarzy mi się, przede wszystkim, z psem Huckleberry, myszkami Pixie i Dixie oraz kotem Jinksem, misiem Yogi, gorylem Magilla, Augie Doggie…

To była chyba szósta klasa podstawówki. Okazało się, że istnieją komiksy z bohaterami filmów Hanna-Barbera. Jedna z moich koleżanek z klasy przyniosła do szkoły amerykański zeszyt „Huckleberry Hound”. Dzisiaj nie pamiętam już tego, co dałem jej w zamian, aby zdobyć ten komiks. Na pewno, nie było to byle co, gdyż w tamtych czasach gotów byłem dać wiele za interesujący mnie egzemplarz. Najprawdopodobniej, był to wtedy jedyny taki zeszyt w Szczecinie. Obecnie posiadam kilka zeszytów i darzę je sentymentem. Myślę, że mój sentyment jest większy od tego, jaki moje dzieci będą miały (jeżeli w ogóle) w stosunku do komiksów „Kaczor Donald”.

Wydawcami komiksów z bohaterami kreskówek Hanna-Barberra były: firma Dell, następnie Gold Key i Charlton.