Philippe Druillet

Pierwotnie opublikowano na stronie 03 sierpnia 2013

Tym razem przedstawię nie komiks, czy serię komiksową, ale twórcę, którego niemal wszystkie dzieła przemówiły do mnie tak bardzo, że umieściłem je w kolekcji.

Ponieważ nie znam języka francuskiego, w komiksach z tego obszaru językowego interesuje mnie głównie ich strona graficzna. Oczywiście dotyczy to tych komiksów, których przetłumaczone wersje nie ukazały się w językach polskim lub angielskim, z którymi to radzę sobie najlepiej.

Autorem komiksów, w którego pracach strona graficzna odgrywa dominującą rolę, co przejawia się cyzelowaniem szczegółów oraz wysoce artystycznym podejściem do kompozycji strony, jest Philippe Druillet.

Z grafiką Druillet’a po raz pierwszy zetknąłem się w roku 1982 kupując grę fantasy „Labirynt śmierci” opublikowaną w Polsce przez firmę Encore. Szczerze mówiąc, okładka zainteresowała mnie bardziej niż sama gra. Wkrótce dowiedziałem się, że autorem wykorzystanego rysunku był Philippe Druillet, a kadr pochodził z jego albumu komiksowego „Yragael”. Nie mam tylko pewności, czy Encore wykorzystała oryginalny rysunek Druilleta, czy też ich grafik jedynie go odwzorował. Dzisiaj nie mogę tego sprawdzić, gdyż nie posiadam już tej gry. Tak czy owak, od tamtej pory, nazwisko tego twórcy znajdowało się na mojej „muszę-to-mieć” liście. Ponieważ w tamtym okresie nie miałem możliwości skorzystania z zakupu u źródeł (krajów Beneluksu nie miałem okazji odwiedzić, a na internet taki, jakim go znamy dzisiaj, trzeba było czekać jeszcze przez wiele lat), moje poszukiwania trwały długo. Moja cierpliwość została nagrodzona niemal dekadę później podczas jednego z targów komiksowych w Londynie, gdzie z pudła ze starymi albumami udało mi się wygrzebać dwie pozycje w … yes! … języku angielskim. Były to dwa albumy zawierające po dwie opowieści „Lone Sloane” i „Delirius” oraz „Yragael” i „Urm”.

Kilka lat później, korzystając z uprzejmości warszawskiej księgarni Marianna, która specjalizuje się w literaturze francuskiej, zamówiłem kilka kolejnych albumów. Tym sposobem, jedna z pozycji na mojej „muszę-to-mieć” liście została zrealizowana.

Zainteresowanych twórczością Druillet’a odsyłam do opublikowanego w internetowym magazynie KZ obszernego tekstu Tomka Brzozowskiego. Materiał, który polecam, znajduje się tutaj.