Mickey Mouse „Cafe Zombo” par Regis Loisel

Mając na uwadze liczbę posiadanych woluminów, już od pewnego czasu staram się nie kupować komiksów w językach, których nie znam.
Zdarza mi się to jednak. Rzadko, ale jednak.

Nie znam języka francuskiego, ale nie przeszkodziło mi to w dokonaniu zakupu tego wydawnictwa. Usprawiedliwiając sam siebie znalazłem cztery powody:
• nazwisko twórcy – Regis Loisel
• bohaterowie opowieści – Mickey Mouse i plejada jego wczesnych towarzyszy przygód Minnie Mouse, Donald Duck, Pluto, Clarabelle Cow, Goofy, Horace Horsecollar oraz antagonistów Peg-Leg Pete czy Sylvester Shyster.
• rysunki, scenografie – nawiązujące do tych oryginalnych Floyda Gottfredsona z lat 30-tych poprzedniego wieku
• sposób prowadzenia opowieści umożliwiający zrozumienie niemal wszystkiego, poza zasadniczą częścią dialogów – powrót do czasów dzieciństwa, gdy zbieraliśmy i „czytaliśmy” komiksy nie znając żadnego obcego języka.

Za tę sentymentalną przygodę odpowiedzialna jest firma Éditions Glénat, która opublikowała ten album w roku 2016.

Ps. Dla zainteresowanych komiksami z bohaterami Disneya.
Napisałem o nich tutaj _ Mickey Mouse, Donald Duck and Co.

Tex

Wśród wielu postaci wykreowanych przez Giovanniego Luigi Bonelli (1908-2001; nazywanego Patriarchą Komiksu Włoskiego), Tex Willer jest dla włoskich czytelników jednym z najbardziej znanych i lubianych bohaterów komiksu. Postać Texa powstała przy współpracy z rysownikiem Aurelio Galleppini. Pierwszy odcinek w formie pasków został opublikowany we wrześniu 1948 roku. O tamtej daty opublikowano kilkaset numerów tego miesięcznika. W październiku 2010, przy okazji opublikowania 600-setnego numeru serii głównej, zliczona został liczba wydrukowanych do tego czasu stron opowieści. Wyniosła ona 80.000.

Poza Włochami, seria wydawana jest w Argentynie, Brazylii, Finlandii, Grecji, Indiach, Izraelu, Norwegii, Turcji, Jugosławii (następnie, po rozpadzie państwa, od lat 90-tych w Chorwacji, Serbii i Słowenii).

Przy kreowaniu postaci Texa Willera, jego twórcy wzorowali się na klasycznych bohaterach oraz tematach amerykańskich westernów. Na początku Tex był człowiekiem niesłusznie wyjętym spod prawa. Wkrótce jednak został policjantem konnym (ranger). Jest bystry, twardy, wytrzymały, świetnie obchodzi się z bronią. Jest lojalny, jednak nie uznaje ustalonych zasad. Nie ma litości dla kryminalistów każdej rasy czy statusu społecznego. Nie uznaje ich praw, jeżeli ci nie respektują prawa. Z drugiej strony, posiada silne poczucie honoru – zabija wyłącznie w obronie własnej. W jego przygodach towarzyszą mu liczni przyjaciele. Jest też kilku „powracających” antagonistów. W scenariusz komiksu bywają wplatane wątki magiczne czy okultystyczne. Rodowici Amerykanie przedstawiani są w sposób złożony, wskazujący ich pozytywne i negatywne strony. To samo dotyczy nowo przybyłych: imigrantów, farmerów, traperów, poszukiwaczy złota, businessmanów, polityków, szeryfów, przedstawicieli władz, armii czy Biura do Spraw Indian.

Tex publikowany jest we Włoszech przez Sergio Bonelli Editore jako miesięcznik. Na przestrzeni lat współtworzyło go wielu scenarzystów i rysowników. Przez cały czas Gianni Luigi Bonelli nadzorował serię. Pałeczkę po ojcu przejął syn Sergio Bonelli (1932–2011), który również pisał scenariusze.

Trudno jest podjąć się próby streszczenia tego “komiksu rzeki”. Opowiadane wydarzenia płynnie przechodzą z numeru do numeru. Oczywiście można wydzielić epizody zawierające się w kilku następujących po sobie zeszytach, ale nie to jest moim zamiarem w tym momencie.

Do napisania tego tekstu skłonił mnie jeden z moich ostatnich nabytków. Jest to wolumin zawierający zamkniętą historię narysowaną przez Joe Kuberta do scenariusza Claudio Nizzi.

Oprócz regularnego miesięcznika, Tex pojawia się w wydaniach specjalnych nazywanych „Tex Albo Speciale” (a wśród włoskich miłośników „Texone” = „Duży Tex” ze względu na większy wymiar i liczbę stron). Każdorazowo, na około 240 stronach, opowiadane są zamknięte historie pozostające poza głównym nurtem opowieści prowadzonej w regularnej serii. Do ich tworzenia zapraszani bywają znani rysownicy spoza tych na stałe współpracujących z wydawcą serii. Wśród nich pojawiają się wielkie nazwiska zagraniczne. Takim nazwiskiem jest, niewątpliwie, Joe Kubert.

Pod koniec lat 90-tych Sergio Bonnelli zatrudnił Ervina Rustemagića jako międzynarodowego agenta wydawnictwa. W odniesieniu do rynku amerykańskiego postawił mu dwa zadania. Pierwsze, to znalezienie w USA wydawcy dla komiksów Sergio Bonelli Editore. Przez wiele lat bez skutku. Ostatecznie jednak Dark Horse Comics zainteresowało się seriami „Dylan Dog”, „Nathan Ever” i „Martin Mystere”. Drugie, to przekonanie legendarnego Joe Kuberta (1926 – 2012) do narysowania komiksu do serii „Tex”. Było to marzeniem Bonellego. Przez wiele lat próbował on namówić Kuberta, ale ten stale odmawiał. Dopiero starania i wstawiennictwo Rustemagića, który był bliskim znajomym Kuberta doprowadziły do zawarcia umowy. Scenarzystą komiksu zatytułowanego „Il cavaliere solitario” („Samotny jeździec”) został Claudio Nizzi.

Ponieważ komiks miał być wydany również na rynku amerykańskim, jego scenarzysta musiał zapoznać się z ówczesnym komiksem amerykańskim. Przeanalizował także wiele komiksów stworzonych lub współtworzonych przez Kuberta. Wpłynęło to na scenariusz i na przedstawienie głównego bohatera, którego postawa odbiega tu nieco od tej prezentowanej we włoskiej serii. Ponieważ pierwotnie planowano, iż w USA komiks ukarze się w czterech zeszytach, scenarzysta uwzględnił to w swojej pracy. Tak powstały cztery rozdziały, cztery stanowiące całość ale oddzielne historie, z których każda ma swoje zakończenie.

Czterech bandziorów zamordowało rodzinę Colterów, do której w odwiedziny właśnie udawał się Tex. Po pochowaniu zabitych, Tex śledził morderców. Ci zorientowali się i zastawili na niego pułapkę. Pobitego do nieprzytomności Texa i jego konia zrzucili z urwiska. To miało upozorować wypadek. Uznając go za martwego, bandyci odjechali każdy w swoją stronę. Tex miał szczęście i przeżył. W ten sposób rozpoczęła się jego vendetta. Każdy kolejny rozdział opowiada o dokonaniu zemsty na kolejnym z czterech złoczyńców.

Komiks został wydany w USA przez Dark Horse Comics pod tytułem “The Four Killers” (“Czterech zabójców”). Reedycja SAF Comics.

Ps.
W roku 2002 Sergio Bonelli Editore opublikowało książkę poświęconą założycielowi wydawnictwa Casa Audace Editrice (1940, później znanego jako Sergio Bonelli Editore) Giovanniemu Luigi Bonelli. Publikacja „G.L.Bonelli: Sotto il Segno dell’Avventura” („G.L.Bonelli: pod znakiem przygody”) ma format komiksów wydawanych przez Sergio Bonelli Editore. Przedstawiono w niej osobę Patriarchy Komiksu Włoskiego, historię powstania wydawnictwa oraz postaci wykreowane przez Bonellego. Tex stanowi jeden z głównych wątków tej książki.
W tym samym roku SBE opublikowało „Tex: Almanacco”, z której to publikacji można dowiedzieć się jeszcze więcej na temat źródeł inspiracji przy tworzeniu opowieści do serii.

Melting Pot

Uszkodzony myśliwiec ląduje awaryjnie na nieznanej planecie. Jego pilot – kobieta, zostaje zaatakowana przez dzikie bestie. Pomimo mężnej walki o życie i odparciu bestii zostaje po chwili, w piętnaście minut po wylądowaniu, zabita przez żołnierzy Lorda Tylera, którzy na chwilę odłączyli się od głównej, wielomilionowej armii zmierzającej w kierunku twierdzy Shantarr. Lord Tyler spodziewa się przekazania mu dorocznej daniny. Naprzeciw udają się emisariusze Shantarr, którzy próbują przekonać Tylera by ten, tym razem, odstąpił od pobrania daniny aby w ten sposób dać odpocząć głodującym mieszkańcom. W odpowiedzi, Tyler zabija emisariuszy i wysyła swoją armię w ataku na Shantarr. Po upadku twierdzy i rzezi jej obrońców, Tylera odwiedza tajemnicza Sadé. Oddając się mu zaraża go śmiertelną chorobą. Czyni to również z wieloma jego żołnierzami. Oszalały Tyler opuszcza swoją armię i udaje się na pustynię, gdzie po pokonaniu potwornej bestii odzyskuje wiarę w swoją nieśmiertelność. Ukrywając pod ubraniem toczone chorobą, gnijące ciało powraca do swojej armii i rozpoczyna atak na Ziemię Świętą. Podczas bitwy, w której po obu stronach uczestniczą i giną miliony, spełnia się przepowiednia o powrocie Wszechmogącego. Przybywa on w swoim statku kosmicznym i … .

Wydarzenia na planecie komentuje Odin, który wraz ze swoim obrońcą Zeek obserwuje je z oddali. On i Zeek są jednymi z nielicznych ocalałych z Wielkiego Zrzutu – populacji przymusowo zasiedlonej na planecie 300 lat wcześniej. Zostało przepowiedziane, że będący tego sprawcą Wszechmogący powróci.

Tytuł komiksu “The Melting Pot” (“Tygiel” lub “Tygiel narodów”) jest metaforą dla społeczeństwa zróżnicowanego, które w procesie mieszania się i scalania w jedną zharmonizowaną całość staje się społeczeństwem jednorodnym, albo odwrotnie dla społeczeństwa jednorodnego stającego się społeczeństwem zróżnicowanym poprzez napływanie elementów obcych, innych kulturowo. W Stanach Zjednoczonych Ameryki termin ten jest często używany dla opisania asymilacji przybywających imigrantów.

Autorem pomysłu i wiodącym scenarzystą komiksu jest Kevin Eastman. Myślę, że pomysł najlepiej opisują słowa samego Eastmana, napisane do wstępu do numeru Fall 2007 magazynu „Heavy Metal”. Cytuję: „Historia zawsze wydaje się powtarzać i zawsze wydaje się jakby to „Bogowie i religia” znajdowały się na pierwszej linii. Tak więc, naszła mnie prosta myśl, „Co jeżeli oni wszyscy (i mam tu na myśli wszystkich) mylą się? Chrześcijanie, Żydzi, Katolicy, Muzułmanie, Buddyści – wybierz któregoś, któregokolwiek – mylili się? A co jeżeli „ktokolwiek”, kto jest rzeczywiście odpowiedzialny za umieszczenie nas tutaj na Ziemi, powróciłby i udowodnił, że wszyscy są w błędzie? Czy to zmieniłoby sprawy? Uczyniłoby wszystko innym? Czy przestalibyśmy ranić innych ludzi z powodu tego, w co „my” lub „oni” wierzymy?

Pierwsza wersja powstającego przez siedem lat komiksu została ostatecznie opublikowana w czterech zeszytach przez Kitchen Sink Comics w roku 1994. Scenarzystami 144 stronicowej opowieści byli Kevin Eastman i Eric Talbot a rysunki wykonali Kevin Eastman i Simon Bisley.

Estman nie był do końca usatysfakcjonowany powstałym dziełem i nadal pracował nad swoim pomysłem. W listopadzie 2007, na łamach magazynu „Heavy Metal” (wydanie specjalne z okazji 30-lecia pisma) opublikowana została nowa, obejmująca 170 stron, wersja „Melting Pot”. Jest ona znacząco różna od oryginalnej, zeszytowej serii. Wiele stron zostało namalowanych na nowo. Dodane zostały nowe strony. Narracja i dialogi są bardziej spójne. Zmienione zostały ostatnie wydarzenia prowadzące do finału. Ta wersja powstała przy współpracy Eastmana z Bisleyem oraz Robem Prior.

Ps. 1
W zeszycie „Monster Massacre” wydanym w roku 1993 przez Blackball Comics ukazał się epizod Melting Pot zatytułowany „In The Beginning”. Autorami są Kevin Eastman i Simon Bisley. Wubudubu!

Ps. 2
W 1998 Heavy Metal opublikował album „F.A.K.K. 2” sygnowany imieniem i nazwiskiem Simona Bisleya. Album zawiera streszczenie przyszłego filmu, prezentacje jego głównych postaci, mnóstwo grafik autorstwa Bisleya oraz rozdział ze zdjęciami z sesji zdjęciowej Julie Strain, która do tej sesji wcieliła się w Kerrie (Little Bean), jedną z głównych bohaterek filmu.

Ps. 3
Główni bohaterowie oraz główne elementy komiksu „Melting Pot” stanowiły podstawę dla animowanego filmu „Heavy Metal 2000” (znanego też jako „F.A.K.K. ²”) z roku 2000. Nakręcony przez CinéGroupe film jest kontynuacją filmu „Heavy Metal” z roku 1981.

Ps. 4
We wrześniu 1999 ukazał się “Heavy Metal – F.A.K.K. 2 Illustrated Movie Special”. Zawiera on adaptację mającego ukazać się wspomnianego wyżej filmu animowanego, której podjęli się Kevin Eastman i Simon Bisley.

The Amazing Spider-Man: HOOKY

18 marca 2017 zmarł Bernie Wrightson. RIP.

Zbytnio nie przepadam za horrorem, makabrą i gore w komiksie. Wiele zależy od tego, w jaki sposób są one przedstawiane oraz z jaką intencją. Artystą, który potrafił wyśmienicie łączyć te elementy z tematyką super bohaterską był Bernie Wrightson.

Poruszony smutną informacją o jego śmierci postanowiłem zdjąć z półki któryś z ilustrowanych przez niego komiksów. Nie zdecydowałem się na oczywistą oczywistość, ale na coś, co może być mniej znane fanom w Polsce. Jest to wydany przez The Marvel Comics Group w sierpniu 1986 roku 22-gi numer Marvel Graphic Novel zatytułowany „The Amazing Spider-Man: Hooky”.

Spider-Man spotyka dziewczynkę Marandi Sjorokker, aka Spindrifter (krążący tułacz), która zna jego sekret. Ta z wyglądu dwunastolatka okazuje się być wiekową czarodziejką z innego wymiaru, która przestała rosnąć oraz dojrzewać mentalnie z powodu zaklęcia rzuconego na nią przez jej ojca, złego czarnoksiężnika. Uczynił to w chwili, gdy inni, dobrzy czarnoksiężnicy pokonali go. Nie byli oni pewni, czy powinni również unicestwić jego córkę zanim i ona prawdopodobnie wyrośnie na złą czarownicę. Tuż przed swoją śmiercią, ojciec otoczył ją zaklęciem. To powstrzymało tych, którzy go pokonali przed uśmierceniem dziewczynki.
Od tamtej pory Marandi zmieniała miejsce pobytu przemieszczając się między różnymi wymiarami, w tym również mieszkając na Ziemi, między innymi w sąsiedztwie Petera Parkera, gdy ten był jeszcze chłopcem oraz w Norwegii. Tą ciągłą wędrówką uniemożliwiała otaczającym ją osobom dostrzeżenie tego, iż ona w ogóle nie rośnie i nie starzeje się.

Dziewczynka czasami odwiedza swój wymiar by walczyć z prześladującą ją tam zmorą. Nazywa ją tordenkakerlakk, czyli po norwesku „karaluch z pioruna zrodzony” (w wolnym tłumaczeniu). Stworzenie to nie daje się w pełni pokonać. Za każdym razem, gdy powraca, jest ono uodpornione na to, co pokonało je poprzednio, w tym na najpotężniejsze zaklęcia, jakie jest w stanie wypowiedzieć czarodziejka. Tym razem zamierza ona ostatecznie pokonać tordenkakerlakka. Zaprasza do swojego wymiaru Spider-Mana, który nie tyle ma jej pomóc w pokonaniu stwora, co być świadkiem na wypadek, gdyby się jej nie powiodło. Nie mniej zostaje on uwikłany w walkę ze stworem, którego kilkakrotnie pokonuje. Ten jednak odradza się, coraz większy i coraz silniejszy. Ostatecznie Spider-Man dochodzi do wniosku, iż stwór został pozostawiony przez ojca dziewczynki po to, by mogła ona zwalczyć rzucony na nią czar, by mogła dorosnąć, gdy nadejdzie na to czas. Marandi musi sama stawić czoła tordenkakerlakkowi.

Scenariusz tego komiksu napisała Susan K.Putney. Ta fantastyczna opowieść z elementami nadnaturalnymi pozwoliła Wrightsonowi na przedstawienie serii groteskowych straszydeł, które namalował w charakterystycznym dla siebie, rozpoznawalnym stylu.

Nieuchwytni mściciele

W październiku 1917 roku, pod przewodnictwem Komunistów-Leninistów, masy pracujące Rosji osiągnęły wielkie zwycięstwo rewolucyjne. Obaliły klasy wyzyskiwaczy i ustanowiły pierwszy na świecie kraj rządzony przez robotników i chłopów, gdzie wszyscy ludzie są równi a wszystkie fabryki, firmy i ziemia należą do tych, którzy tam pracują. To był ponury i ciężki okres, podczas którego formowało się państwo, które dzisiaj znane jest jako potężny i miłujący pokój Związek Radziecki.
Nie mogąc zaakceptować siły narodu, która pozbawiła ich zagrabionych bogactw, poprzedni właściciele ziemscy i kapitaliści wzniecili wojnę domową. Tworząc tak zwaną Białą Gwardię przeciwnicy rewolucji wystąpili o pomoc zagranicznych interwencjonistów. Aby obronić osiągnięcia rewolucji, naród stworzył własną Armię Czerwoną.
Liczne bandy pustoszyły południowe stepy pozostawiając za sobą wypalone zgliszcza. Terroryzowały one pokojowo nastawioną ludność i okrutnie mściły się na Komunistach i ich sympatykach. W końcu, cierpliwość narodu wyczerpała się i powstał on przeciwko bandytom. Do walki włączyli się zarówno dorośli jak i dzieci.
Grupa nastolatków – Danko, jego siostra Ksania, Walery naukowiec i Cygan Jaszko – znana jako „nieuchwytni mściciele” utrzymywała w ciągłym strachu bandytów zgromadzonych wokół kozackiego atamana Burnasza. Sama wzmianka o „nieuchwytnych mścicielach” wzbudzała panikę w ich szeregach. W czasie walki, która rozpoczęła się po tym, jak jeden z ludzi Burnasza zamordował ojca Danki i Ksany, który był inicjatorem nowych praw w ich rodzimej wiosce, czworo młodych ludzi dokonywało wspaniałych czynów odwagi.

Zacytowany wyżej tekst pochodzi ze wstępu do komiksu pod tytułem „Nieuchwytni Mściciele” wydanego w 1986 roku przez Novosti Press Agency Publishing House. W roku 1988 została opublikowana druga część pod tytułem „Nieuchwytni Mściciele na tyłach wroga”.

Komiksy są adaptacją filmów kinowych o grupie młodych ludzi walczących z kontrrewolucjonistami. Ich akcja rozgrywa się na początku 1920 roku, w czasie wojny domowej, na obszarach południowej Ukrainy.
Po radzieckim kinowym sukcesie westernu „Siedmiu wspaniałych” z 1960 roku, który zaraz został wycofany z dystrybucji, władze zdecydowały się na przeciwstawienie zachodniej twórczości, własnych „poprawnych” dzieł o podobnym charakterze i oddziaływaniu na publiczność. Odpowiednie dyrektywy zostały skierowane do twórców. Swego czasu, sowiecką odpowiedzią na amerykańskie westerny był film „Czerwone diablęta” z 1924 roku. Zdecydowano się na ponowne jego nakręcenie. Reżyserem nowej wersji, pod zmienionym tytułem „Nieuchwytni Mściciele”, był Edmond Keosajan. Film powstał w 1966 roku i stał się dużym sukcesem w Związku Radzieckim. Dlatego Keosajan nakręcił jeszcze dwa filmy z tymi samymi bohaterami – „Nowe przygody nieuchwytnych mścicieli” (1968) i „Korona carów rosyjskich” (1971).

Filmy zostały wyeksportowane do wszystkich krajów bloku komunistycznego. W latach 70-tych i 80-tych XX wieku, filmy te były kilkakrotnie emitowane w polskiej telewizji. Pomijając kwestie ideologiczne i propagandowe, pamiętam je jako wciągające filmy przygodowe – bystrzy i przebiegli młodzi ludzie, podli i w wielu przypadkach głupi „biali”, sceny walk, strzelaniny, pościgi konne.

Wracając do komiksu. Jest to radziecki produkt eksportowy. Został wydany w języku angielskim. Autorem scenariusza i tekstów jest Sofia Iliniczna Ilina a rysunki wykonał Borys Fedjuszkin. Jest to zgrabna adaptacja filmów. Jednak to, co najbardziej skłoniło mnie do nabycia tych woluminów to rysunki Fedjuszkina. Zobaczcie sami.


Ps. Prawdopodobnie wydano adaptacje wszystkich trzech filmów. Ja zdołałem zdobyć jedynie pierwsze dwie.

Barbarella

Miałem naście lat (koniec podstawówki/początek liceum), kiedy na początku lat siedemdziesiątych XX wieku w polskiej telewizji wyemitowano film „Barbarella – królowa galaktyki” w reżyserii Rogera Vadima, z Jane Fonda w roli głównej.

W roku 40.000, przebywająca w podróży międzyplanetarnej astronawigator Barbarella otrzymuje polecenie od prezydenta Ziemi, by powstrzymać działania naukowca Duranda Duranda, który skonstruował broń pozytronową, za pomocą której zamierza sterroryzować Wszechświat. Poszukując naukowca, Barbarella trafia do systemu Tau Ceti, na planetę, na której przeżywa wiele przygód: spotkanie z sadystycznymi dziećmi i ich krwiożerczymi lalkami; spotkanie z łowcą, dzięki któremu poznaje naturalny, w przeciwieństwie do futurystycznego (patrz załączony kadr z filmu) sposób uprawiania seksu; pobyt w mieście rozpusty i dekadencji rządzonym przez despotyczną Czarną Królową; nieskuteczne seks-tortury za pomocą maszyny generującej impulsy rozkoszy, kiedy to zamiast umrzeć z rozkoszy doprowadza do przepalenia się maszyny; sprzymierzenie się z buntownikami toczącymi walkę przeciwko Czarnej Królowej i jej konsjerżowi, który okazuje się być Durandem Durandem; happy end.

Film powstał w roku 1968. Opinie o nim reprezentują całe spektrum od „dna”, kiczu, poprzez „oglądadło”, do filmu kultowego. Wszystko zależy od perspektywy (w tym perspektywy czasu), z jakiej jest on oceniany. Nie zamierzam polemizować z żadną z opinii, ani też wystawiać własnej.

Kostiumy i scenografia oraz efekty specjalne były, jak na czas ich powstania, zdecydowanie sci-fi i zdecydowanie przemawiały do wyobraźni oraz, jak później przekonałem się, dobrze transponowały do filmu zawartość komiksu. Przy czym, dialogi oraz kilka humorystycznych scen zdecydowanie podkreśliły komiksowość filmu. W latach 60-tych i pierwszej połowie 70-tych XX wieku filmy sci-fi lub fantasy nie pojawiały się w polskich kinach lub TV zbyt często. Stąd, w tamtym czasie, film ten zdecydowanie podobał się miłośnikom sci-fi i nie tylko im (hmm…Jane Fonda w otwierającej film scenie de facto będącej striptizem).

Fabuła filmu została oparta o komiks Jean-Claude’a Foresta. W 1962 roku stworzył on postać Barbarelli na potrzeby francuskiego magazynu „V Magazine”. Pojawiająca się tam w odcinkach historia została później wydana w albumie zbierającym wszystkie opublikowane części. Pomimo tego, że pojawiające się w komiksie nagość głównej bohaterki oraz sceny erotyczne przedstawione zostały w sposób daleki od dosadności (pornografii), komiks wywołał skandal. W USA został on uznany za pierwszy (chociaż niesłusznie za pierwszy) komiks „dla dorosłych”.

Film Rogera Vadima nie stanowi pełnej ekranizacji komiksu. Wykorzystuje główny wątek pierwszego epizodu zatytułowanego „Barbarella” oraz przedstawia kilka z zawartych w nim scen. Drugi epizod zatytułowany „The Wrath of The Minute Eater” opublikowany został jedynie w formie komiksu.

Wiele lat po obejrzeniu filmu udało mi się zdobyć francuskojęzyczne wydanie tego kultowego komiksu (Les Humanoides Associes_1994), a nieco później jego amerykańską wersję (Humanoids, Inc._2015). Nie wiem czy to upływ czasu, czy liczba przeczytanych w międzyczasie rozmaitych komiksów spowodowały to, iż ta długo oczekiwana lektura skończyła się tym, że uznając komiks za kultowy, to mimo wszystko w chwilach nostalgii z półki chętniej będę zdejmował film niż komiks. Wydaje się, że filmowa Barbarella (hmm…Jane Fonda) wywarła większe wrażenie na nastolatku, niż komiks na dorosłym fanie komiksu.

Battle For A Three Dimensional World

Będąc fanem komiksów tworzonych przez Jack’a Kirby nie mogłem przejść obok tego komiksu obojętnie. Oczywiście znalazł się w mojej kolekcji.

„Battle For A Three Dimensional World” jest komiksem 3D. Został on wydany w roku 1982 przez 3D Video Corporation. Scenariusz napisał Ray Zone a graficznie zrealizował go Jack „King” Kirby. Konwersji na komiks 3D dokonali Tony Alderson, Timothy Cardinale i Steve Aubrey.

W konwencji komiksu super bohaterskiego opowiedziana została historia tworzenia obrazów trójwymiarowych. Od malarstwa, rysunku, poprzez fotografię, przeźrocza, slajdy, film kinowy do telewizji.

Wieki temu, na planecie Stereops rodzi się chłopiec, któremu rodzice nadają imię Stereon. Wyposażony w kosmiczne okulary wytworzone z wykorzystaniem czerwonego i niebieskiego światła bliźniaczych słońc Stereopsa, dorosły Stereon staje się panem czasu i przestrzeni. Przemierza czas i przestrzeń niwecząc działania czarownicy Circe władczyni Planety 2D. Jej celem jest zniszczenie wszelkich form 3D, w tym tych powstających na planecie Ziemia. Wysyła ona oddziały „plaskaczy” (ang. – flatties) w te miejsca czasu i przestrzeni, gdzie Ziemianie tworzą wynalazki w zakresie obrazu trójwymiarowego. Plaskacze mają za zadanie zniweczyć prace Ziemian. Na szczęście, ich wszystkie ataki zostają przewidziane przez telepatkę z planety Stereops, która informuje Streona o tym, gdzie i kiedy musi się on pojawić by powstrzymać plaskaczy.

W ten sposób czytelnik dowiaduje się o pomysłach Leonarda da Vinci, o skonstruowaniu stereoskopu przez Charlesa Wheatstone (1838), o dwukolorowych okularach i anaglifach Ducosa du Haurona, o stereo widokówkach (1851), o filtrach polaryzujących Edwina Landa (pierwszy kolorowy film pokazany na Światowych Targach w Nowym Yorku 1939), o dwusoczewkowych kamerach filmowych Billego Bitzera, o aparacie fotograficznym 3D Setona Rochwite, o producencie filmowym Arch’u Oboler, który nakręcił pierwszy kinowy film 3D „Bwana Devil” (1952) tym samym rozpoczynając kinowy boom 3D (1953-1954), o wynalazku telewizji 3D (1980) Jamesa Butterfielda, Stantona Algera i Daniela Symmesa.

Jednym słowem, komiks edukacyjny o walorach artystycznych docenianych głównie przez fanów twórczości Jack’a Kirby.

Ivan Bilibin

Świat sztuki jest przepastnie wielki. Dotyczy to pojęcia sztuki jako takiej, ale również każdego z jej przejawów z osobna, od rysunku, malarstwa, przez rzeźbę, architekturę, przez fotografikę, film, przez muzykę, słowo pisane do tańca, teatru, do … .

W naszych zainteresowaniach sztuką często ograniczamy się do penetrowania wąskiego obszaru, którego granice wyznaczają nam media (w tym prezentowane w nich reklamy) oraz wszelkiej maści recenzenci i krytycy. Zdarza się tak, że jedynym kryterium naszego wyboru są zazwyczaj subiektywne opinie i „polecanki” oraz powielane przekazy, np. marnej jakości piosenka do znudzenia „puszczana” w radio, która staje się naszym ulubionym przebojem.

Dobrze jest wyjrzeć dalej, poza wspomniany wyżej, ograniczony obszar. Dzięki temu na pewno poznamy więcej ciekawych i wspaniałych rzeczy. Przy tym możemy mieć pewność tego, że nawet wtedy nigdy nie dowiemy się o jeszcze wielu innych, podobnie ciekawych i wspaniałych rzeczach.

Sztuki plastyczne, a wśród nich rysunek, malarstwo oraz kaligrafia, stanowią podstawowe elementy składowe komiksu. Bez nich komiks pozostałby książką. Wychodząc poza wspomniany wyżej, ograniczony obszar i poznając nowe rzeczy, zdarza mi się zastanawiać, co by było, gdyby dany malarz lub ilustrator zainteresował się tworzeniem komiksu.

Jednym z artystów, wobec którego wystosowałem takie pytanie jest Ivan Bilibin (1876-1942).

Ten rosyjski artysta urodził się w Sankt Petersburgu. Od dziecka inspirowały go rosyjskie baśnie i opowieści ludowe. Zakochał się też w bezkresnych pejzażach rosyjskich, które odtwarzał w swoich obrazach i rysunkach. Nie kopiował ich jednak wprost, ale modyfikował je tak, by odpowiadały aktualnym trendom artystycznym, ale również i jego własnej osobowości. Jego styl zainspirowały secesja i art nouveau, które w wielu krajach zdobyły olbrzymią popularność, a które wyrosły z potrzeby przedstawiania romantycznych i fantastycznych obrazów, czego wcześniejsze, artystyczne środki wyrazu nie umożliwiały w pełni. Na przełomie wieków XIX i XX, akwarele Bilibina zwróciły uwagę rosyjskiego Departamentu Produkcji Dokumentów Narodowych, który zlecił mu wykonanie ilustracji do serii książek z baśniami. Były to, między innymi: „Ognisty ptak i szary wilk” (1899), „Maria Morewna” (1900), „Piękna Wasylisa” (1900), „Siostra Aljonuszka i brat Iwanuszka” (1901), „Biała kaczka” (1902). Później, w latach 30-tych XX wieku ilustrował rosyjskie oraz dalekowschodnie baśnie wydawane przez paryskie wydawnictwo. Były to, na przykład, „Dziadek Mróz” (1932) oraz „Pieśń o carze Iwanie Wasylewiczu, jego młodym opryczniku i dzielnym kupcu Kałasznikowie” (1938).

Wykonując te zlecenia, Bilibin przedstawiał bohaterów opowieści w otoczeniu lasów, gór i rzek Starej Rosji, wykorzystywał tradycyjne, ludowe wzornictwo architektury i ubioru. Poprzez geograficzne i historyczne odniesienia nadawał swoim rysunkom cień rzeczywistości, co sprawiało wrażenie tego, że niektóre ze scen (w tym tych baśniowych) mogły rzeczywiście się wydarzyć. Dzięki temu, jego prace stały się rozpoznawalne a lektura baśni przez niego ilustrowanych rozbudzała wyobraźnię.

Do zadania sobie pytania „co by było, gdyby Ivan Bilibin zainteresował się tworzeniem komiksu” skłoniły mnie: postrzeganie przez niego strony książki jako jedności; dążenie do stworzenia serii ilustracji, które wraz tekstem i okładką stanowiły jedną, artystyczna całość (np. „Opowieść o złotym kogucie” z 1906 roku); wykorzystywanie czystych, wyraźnych konturów z myślą o druku.

W tym miejscu koncentruję się na wykonanych przez Bilibina ilustracjach do książek, ale muszę też wspomnieć o tym, że wykonywał on wiele grafik do magazynów i na okładki książek. Był również cenionym scenografem i projektantem kostiumów operowych, które realizował podczas pobytu w Paryżu. Malował pejzaże jego ukochanej Rosji oraz krajów, w których przebywał – Egipt, Syria, Francja.

Bilibin zmarł w roku 1942 podczas niemieckiego oblężenia Leningradu (Sankt Petersburga).

Przedstawione przeze mnie informacje oraz grafiki zostały zaczerpnięte z albumu „Ivan Bilibin”, w opracowaniu i z tekstem Sergieja Golynetsa, wydanego w roku 1981 przez Aurora Art Publishers, Leningrad, a także z polskojęzycznego wydania “Piórko Finista Jasnego, cud-sokoła”, Raduga, Moskwa 1983.

The Awesome Slapstick!

Od urodzenia Steve Harmon był dowcipnisiem robiącym żarty wszystkim i ze wszystkiego. Przez lata wyrobił sobie dosyć osobliwe poczucie humoru.

Gdy pewnego wieczoru, przebrany za klauna wybrał się do przyjezdnego wesołego miasteczka, oczywiście z zamiarem robienia żartów kolegom ze szkoły, jego życie uległo zmianie. Wesołe miasteczko okazało się przykrywką dla inwazji na Ziemię podobnych klaunom mieszkańców innego wymiaru (Wymiaru X). Porywali oni Ziemian w celu „wyprania ich mózgów”, indoktrynacji i wysłania z powrotem na Ziemię w celu przygotowania inwazji. Chcąc ratować porywanych kolegów, Steve rzuca się za porywaczami do portalu między wymiarowego. Niestety (stety?) staje się to w ostatniej chwili i na Steve’a oddziałują energie zamykającego się portalu.

Chłopak budzi się w po drugiej stronie zamknięty w lochu razem z Najwyższym Naukowcem Wymiaru X. Jest on tam przetrzymywany przez aktualnego władcę tego wymiaru, który do sprawowania władzy wykorzystuje wynalazek Najwyższego Naukowca – psycho-radio-atomowy mediakrytyzator (uwielbiamy takie „naukowe” terminy, a przecież można prościej – „media publiczne”), który – cytuję – „umożliwia mu kontrolę nad samą rzeczywistością, ponieważ, gdy możesz kontrolować to, w co wierzą ludzie, to właśnie to stanie się rzeczywistością”.

Okazuje się, że wskutek oddziaływania energii zamykającego się portalu ciało Steve’a uległo przemianie. Przyjęło ono formę niezniszczalnej elektro plazmy. Każde jej uszkodzenie zostaje natychmiast samo naprawione. Ciało stało się super wytrzymałe i super plastyczne. Porażone prądem elektrycznym staje się jeszcze silniejsze, przy czym przyrost siły zależy od wielkości napięcia oraz czasu jego oddziaływania. W komplecie Steve otrzymał również super zwinność i super refleks. Na dodatek, Najwyższy Naukowiec wyposaża Steve’a w dwie rękawice. Jedna służy do zmiany postaci, w jakiej występuje Steve, to jest z postaci elektro plazmy w ludzką i na odwrót. Druga stanowi materializator, który zawiera extra-wymiarową, podprzestrzenną kieszeń, w której może być przechowywane i z niej wydobywane w potrzebie praktycznie wszystko. Wykonując niedostrzegalny ruch ręką Steve może w mgnieniu oka zmaterializować potrzebną mu rzecz. Najczęściej jest to ogromny młot, który wykorzystuje on do walki ze swoimi adwersarzami.

Obdarzony super mocami i wyposażony w technologię Wymiaru X Steve niszczy psycho-radio-atomowy mediakrytyzator kończąc tym samym panowanie władcy nad mieszkańcami Wymiaru X, uwalnia porwanych Ziemian i uciekając z nimi na Ziemię niszczy portal między wymiarowy.

Tylko jedna osoba, kolega z klasy – Mike Peterson zna sekret Steve’a. To on zasugerował by Steve przybrał wyróżniające go, super bohaterskie imię. Tak powstał Slapstick.

W swojej slapstickowej postaci chłopak ma powodzenie u dziewczyn większe niż jako prawdziwy nastolatek. Ma z tym jednak jeden problem, na który zwrócił mu uwagę jego kolega. Jako Slapstick, Steve nie posiada genitaliów.

Walcząc z jeszcze dwoma złoczyńcami, Slapstick poznaje (daje się im poznać) wielu marvelowskich super bohaterów.

Wszystko to zdarzyło się w cztero-odcinkowej mini serii „The Awesome Slapstick!”, którą w roku 1992 opublikowało Marvel Comics Group. Jej twórcami byli Len Kaminsky (scenariusz), James W.Fry III (rysunek) i Terry Austin (tusz).

Uwaga, ciekawostka – na okładce czwartego zeszytu serii pojawiło się nawiązanie do wielkiego wydarzenia w świecie DC Comics, tj. do śmierci Supermana, które nastąpiło w trakcie publikacji mini serii „The Awesome Slapstick!”

Pomimo wielkich próśb wyartykułowanych na ostatniej stronie czwartego, ostatniego numeru mini serii, przez wiele lat Slapstick nie występował w swojej własnej, regularnej serii. Pojawiał się jednak u boku The Avengers, She-Hulk, The New Warriors, Deadpool’a. Dopiero w drugiej połowie roku 2016, w ramach Marvel Infinite Comics rozpoczęto publikację nowej serii „Slapsick!”.

The Deadly Hands of Kung Fu

07 lipca 2013 przedstawiłem w tym miejscu serię komiksową „The Hands of Shang-Chi, The Master of Kung Fu”.

Mój tekst zakończyłem wtedy informacją, iż przygody Shang-Chi, inne od tych z serii zeszytowej, stanowiły również istotny element zawartości czarno-białego miesięcznika “The Deadly Hands of Kung Fu” (33 zeszyty w latach 1974-1977) wydawanego przez Magazine Management Company należącą do Marvel Comics Group. Tym razem chciałbym zdjąć z półki właśnie ten magazyn. Okazją ku temu jest jeszcze ciepła publikacja „The Deadly Hands of Kung Fu Omnibus” vol. 1 zawierająca przedruk numerów 1-18 plus Deadly Hands of Kung Fu Special Album Edition oraz Deadliest Heroes of Kung Fu. Ten gruby wolumen (ca 2,5 kg, 1110 stron) został wydany w listopadzie 2016 przez Marvel Comics Group.

Zanim opiszę tę publikację, przypomnę kilka faktów, o których napisałem w lipcu 2013.

W połowie lat 70-tych XX wieku świat zachodni przeżywał fascynację kulturą Dalekiego Wschodu, w tym sztukami walki wywodzącymi się z Chin, Japonii, Filipin czy Tajlandii. Fascynacja ta dotarła również do Polski. Zaczęliśmy poznawać coś więcej niż popularne judo. Pierwszym filmem karate, jaki trafił do polskich kin był japoński „Cobra” z 1976 roku. Opowiadał on o japońskim inspektorze policji, ekspercie karate, walczącym z japońską mafią. O Bruce Lee usłyszałem rok wcześniej, kiedy to wpadło mi w ręce kilka numerów brytyjskiego magazynu „Kung-Fu Monthly”, od roku 1974 wydawanego przez Dennis Publishing w Londynie. Film „Wejście smoka” (1973) sprowadzono do polskich kin dopiero w roku 1982. Fabułę tego filmu zna już chyba każdy.

Tak połknąłem bakcyla sztuk walki. Rozwijające się zainteresowanie spowodowało, iż w roku 1979 bez większego namysłu skorzystałem z okazji i kupiłem kilkanaście numerów komiksu „The Hands of Shang-Chi, The Master of Kung Fu” wydawanego przez Marvel Comics Group. Do zakupu przekonały mnie tematyka, główna postać komiksu wzorowana na Bruce Lee oraz rysunki Paul’a Gulacy. Natomiast scenariusze Dough Moench’a spowodowały to, że na przestrzeni kilkunastu kolejnych lat skompletowałem całą serię wraz z Annual’em i zeszytami Gigant-Size.

Shang-Chi pojawił się w roku 1973, na fali wspomnianego wyżej zainteresowania kulturą Dalekiego Wschodu, w 15 i 16 numerze „Special Marvel Edition”. Autorem scenariusza był Steve Englehard a rysunki wykonał Jim Starlin. Od numeru 17 seria zmieniła tytuł na „The Hands of Shang-Chi, The Master of Kung Fu” i stała się sukcesem komercyjnym Marvel’a. Wspomniani przeze mnie Moench i Gulacy przejęli serię od numeru 22. Moench napisał scenariusze aż do zeszytu numer 122 włącznie. Wkrótce potem, numerem 125 zakończono serię (rok 1983). Rysownikami serii, oprócz Starlina i Gulacy’ego, byli Jim Craig, Keith Pollard, Mike Zek, William Johnson oraz Gene Day.

W tamtym czasie „łykaliśmy” każdą dostępną publikację na temat sztuk walki. Kto miał takie możliwości, to sprowadzał książki i magazyny z zagranicy. W wielu chłopięcych pokojach, i nie tylko, pojawiły się plakaty z Bruce Lee. W okresie bumu odtwarzaczy video, zaczęliśmy wymieniać się kopiami filmów „made in Hong Kong”. W klubach studenckich organizowane były pokazy takich filmów – mała salka wypełniona tłumem pasjonatów z oczami wlepionymi w mały ekran telewizora 🙂 . Zaczęły mnożyć się kluby karate i aikido, potem kung-fu, tai-chi i inne. Trenowaliśmy. Nawiązywaliśmy znajomości i przyjaźnie. Niezmiernie cenię sobie spotkanie z Danem Inosanto – mistrzem formy Karate z Okinawy, Judo, Jujutsu, Jeet Kune Do, brazylijskiego Jiu Jitsu, Muay Thai, Silat, filipińskich sztuk walki, w tym Eskrima, który był przyjacielem Bruce Lee i jest propagatorem jego formy Jeet Kune Do, i który w filmie „Game of Death” zagrał jednego z jego przeciwników.

Dokładnie nie pamiętam kiedy, ale na przełomie lat 80-tych i 90-tych XX wieku zdobyłem kilka numerów „The Deadly Hands of Kung Fu”. Zawierały one czarno-białe komiksy o tytułowej tematyce, ale również… No właśnie. Około połowy zawartości magazynu wypełniały artykuły na temat sztuk walki – opisy form i technik walki, informacje o mistrzach i instruktorach, wywiady z nimi, opisy i recenzje filmów, informacje o aktorach i wywiady z nimi. Z tego względu, w tamtym czasie – prawdziwe cudeńko. Teraz wiem to, że taka zawartość magazynu wynikała z faktu, iż wydawca nie miał zbyt wiele gotowego materiału komiksowego, którym mógłby zapełnić cały magazyn. Jednak głód wiedzy o szeroko pojętych sztukach walki był tak duży, że czytelnikom taka formuła magazynu w pełni odpowiadała.

Serie komiksowe, które były publikowane w magazynie to: Shang Chi Master of Kung Fu, Iron Fist, The White Tiger, The Sons of the Tiger, Daughters of the Dragon.

Ich twórcami byli … Ułatwię sobie zadanie. Ponieważ wszyscy z autorów zasługują na wymienienie, i ponieważ byli to jedni z najlepszych twórców (scenarzyści i rysownicy) komiksu amerykańskiego tamtych lat przedstawiam ich na załączonym zdjęciu ze spisem autorów DHKF Omnibus vol. 1.

W „The Deadly Hands of Kung Fu Omnibus” vol. 1 reprodukowane są pełne wydania magazynu, tj. ich kolorowe okładki oraz cała czarno-biała zawartość (komiksy, publicystyka, reklamy). Biorąc pod uwagę trudność w zdobywaniu oryginalnych egzemplarzy tego magazynu oraz ich obecne, nie małe aukcyjne ceny, ten, wydawałoby się drogi wolumin jest bardzo dobrą opcją dla pragnących skolekcjonować całą serię. Drugi wolumin jest w przygotowaniu. Ja już odkładam oszczędności na jego zakup.