„Psychopoland”

Z autorami serii komiksowej „Dogmat” – „Chmielem” i Piotrem Białczakiem – którzy aktualnie kończą pracę nad swoim kolejnym projektem pt. „Psychopoland”, rozmawiał Andrzej Baron.

(AB) Współpracę scenarzysta-rysownik rozpoczęliście od albumu „Dogmat: Prolog”. Było to 10 lat temu i zaowocowało dwoma albumami serii. Teraz współtworzycie „Psychopoland”. Jak układa się Wasza współpraca?
(Chmielu) Z mojego punktu widzenia rewelacyjnie. Zasadniczo odbieramy na tych samych falach, tak więc to co w scenariuszu jest lekko zasygnalizowane, Piotr rozbudowuje tak jak mu pasuje. Dla mnie ważne jest jedynie aby artystyczna wizja nie miała negatywnego wpływu na opowieść.
(Piotr Białczak) Jest dokładnie tak jak mówi Chmielu. Dodam tylko, że ciekawy jest fakt, że z Chmielem widzieliśmy się fizycznie tylko trzy razy. Mieszkamy w kompletnie różnych miejscach Polski. Trzy spotkania przełożyły się na trzy albumy. Kto wie co się wydarzy przy czwartym spotkaniu…

(AB) Czy scenariusz jest wyłącznym dziełem Chmiela, czy też Piotr ma w nim swój udział?
(Chmielu) Pomysł historii narodził się na spacerze z moją żoną Luizą, kiedy przebijaliśmy się absurdalnymi pomysłami na thriller. Luiza twierdziła, że thriller o urzędnikach byłby totalnie nudny. Podjąłem rękawicę i szybko wymyśliłem intrygę. O dziwo to co zaczęło się jako żart utkwiło mi w głowie – zacząłem kombinować, rozbudowywać historię i po jakimś czasie wiedziałem, że muszę przekonać Piotra do zrobienia tego komiksu. Potem były prace nad scenariuszem, do którego Piotr dopisał kilka niezłych scen od siebie i wykombinował nielinearną strukturę opowieści.
(Piotr Białczak) Tekst pierwszego „Dogmatu” był wyłącznym dziełem Chmiela. Przy kontynuacji, coś tam lekko zasugerowałem. „Psychopoland” to już inna bajka. Wtrącałem się w ten tekst ile tylko mogłem – patroszyłem, wyrzucałem, dodawałem. Zależało mi by tło historii, czyli współczesne polskie miasto miało bardziej zarysowaną tkankę. Zmieniłem też konstrukcję całości. Cały ten proces trwał dosyć długo. Jego zwieńczeniem było rozesłanie gotowego scenariusza do kilku osób kompletnie nie związanych z komiksem. Byliśmy ciekawi opinii, a że ta okazała się nadzwyczaj pozytywna, więc zacząłem „wizualizować” temat.

(AB) Ile swobody scenarzysta daje rysownikowi?
(Chmielu) Z doświadczenia wiem, że polscy rysownicy są bardzo samodzielni, czasem nawet za bardzo. Alan Moore drobiazgowo opisujący to co ma znaleźć się w kadrze dostałby furii. Ja na szczęście nie mam takich zapędów i dlatego konstruując scenariusz skupiam się przede wszystkim na dialogach, aby brzmiały jak najbardziej naturalnie. To co ma być zawarte w kadrze dookreślam drobiazgowo tylko wtedy, kiedy jest to niezbędne dla opowieści. Piotr to rysownik, na którym mogę polegać – wiem, że to co narysuje doda opowieści dodatkowego smaczku.
(Piotr Białczak) Swobody miałem sporo. Od początku wiedziałem jaki klimat ma mieć ten album. Dla mnie największym problemem była umiejętność wbicia się w tą atmosferę. Kontrolowanie by za bardzo nie odlecieć stylistycznie i panować nad tym by całość trzymała się kupy.

(AB) Świetny projekt okładki. Bardzo intrygujący. Czy możecie zdradzić o czym opowiada „Psychopoland”?
(Chmielu) „Psychopoland” to emocjonalnie skondensowana historia krwawej rozgrywki dwóch osób: Mirosława Grodzińskiego (byłego biznesmana, właściciela firmy budowlanej) i Piotra Lewickiego (urzędnika miejskiego zatrudnionego w dziale inwestycji i zamówień publicznych), którzy na skutek pewnego wydarzenia z przeszłości znaleźli się na kursie kolizyjnym. Opowieść rozgrywa się w latach 2005-2009, w bliżej niesprecyzowanym polskim mieście położonym na wybrzeżu. To opowieść o próbie życia w zgodzie z zasadami oraz o ostatecznej zdradzie tychże zasad.
(Piotr Białczak) To też historia o frustracji, która stopniowo zmienia się w szaleństwo. To bardziej dramat niż typowo sensacyjna opowiastka.

(AB) Czy podobnie jak „Dogmat”, adresujecie ten komiks do wszystkich lubiących komiks sensacyjny?
(Chmielu) Jak najbardziej. Mamy jednak nadzieję, że komiks dotrze także do czytelników nie stroniących od jeszcze bardziej ponurych historii, mniej akcyjnych a za to bardziej skomplikowanych psychologicznie.

(AB) Chmielu, sparafrazowałeś kiedyś wypowiedź Ice-T mówiąc, że robicie taki komiks, jaki sami lubicie czytać. Czy tworząc „Psychopoland” nadal kierujecie się tym samym?
(Chmielu) Bezapelacyjnie.

(AB) Piotrze, wiem jak szczegółowo przygotowujesz się do pracy. Mam tu na myśli zbieranie materiałów dotyczących lokalizacji akcji, sprzętów, pojazdów, itp. Gdzie przebiega akcja „Psychopoland”? Jakie znane miejsca zobaczymy?
(Piotr Białczak) Nie zobaczymy żadnych znanych miejsc. Jak już wspomnieliśmy, akcja dzieje się w Polsce ale nie interesowało mnie „odtwarzanie z pocztówek” jakiegokolwiek polskiego miasta. Miejsce akcji to duża, przestylizowana aglomeracja. Mnóstwo tutaj rur i wiszących kabli, taki trochę odrapany cyberpunk. Irytuje mnie tendencja, szczególnie występująca w polskim filmie do robienia np. z Warszawy polskiego Nowego Jorku. Szczecin to też nie Miami. Miasto w „Psychopoland” to zupełnie inny biegun. To raczej nie jest miejsce w którym chcielibyśmy żyć – jest dosyć ponure, ludzie na ulicach są nieco pokraczni, starzy, popękani. To nie są do końca wydumane miejsca. One występują obok nas, w każdym mieście. Wystarczy tylko zmienić kąt widzenia.

(AB) Powiedz, czy zmieniłeś coś w technice pracy? Lub może inaczej, czy wypracowałeś taką, która najbardziej Ci odpowiada?
(Piotr Białczak) Cały czas się uczę. W przypadku tego projektu zdecydowałem się na surową czarną kreskę. W świecie „Psychopoland” nie ma koloru, jest tylko czerń i biel.

(AB) To będzie album dłuższy niż zwyczajowe 48 stron. Czy zawrzecie w nim całą historię?
(Chmielu) Tak. To typowy one-shot. Albo jak mawiają znawcy powieść graficzna.
(Piotr Białczak) Nielinearna struktura narracji nas do tego zmusiła. Gdybyśmy podzielili to na osobne tomy, mógłby być problem ze zrozumieniem historii. „Psychopoland” ma 81 stron i jest zamkniętą całością – w tym przypadku nie ma sensu bawić się w kontynuacje.

(AB) W jakim stopniu jest zaawansowana praca nad tym komiksem?
(Piotr Białczak) Całość jest już narysowana. jeszcze kilka stron wymaga zabawy z tuszem.

(AB) Dwa albumy „Dogmatu” w nakładach, co tu kryć „kolekcjonerskich” (jak większość komiksowych publikacji w Polsce), nie są w stanie zarobić na wydanie tomów następnych. Jako ich wydawca mogę powiedzieć, że cieszę się, iż istnieją szanse na zwrot pieniędzy wyłożonych na druk i dystrybucję oraz na wypłacenie liczonej od sprzedanych egzemplarzy prowizji dla twórców. Prowizja ta, nawet przy sprzedaży pełnego nakładu, nie stanowi ekonomicznego uzasadnienia dla Waszej pracy. Po tym wstępie, spróbuję zadać jeszcze jedno pytanie. Chmielu, wiem, że scenariusz do dalszych tomów „Dogmatu”, a ma ich być cztery do pięciu, masz gotowy (nawet, jeżeli jeszcze nie spisany). Czy po zakończeniu pracy nad „Psychopoland” powrócisz do tej historii? To samo pytanie do Piotra, czy widzisz możliwość dokończenia serii jako jej rysownik?
(Chmielu) W 1999 roku, kiedy powstał scenariusz pierwszego Dogmatu na rynku było fatalnie, ale za sprawą Egmontu, a następnie Śledzia i jego „Produktu” zaczęło się coś zmieniać. W 2002 r. było na tyle dobrze, że kiedy Piotr zaczął rysować pierwszy „Dogmat” planowałem siedem albumów. Zmieniające się – w latach 2004-2010 – realia polskiego rynku komiksowego sprowadziły mnie do parteru i z siedmiu albumów zszedłem do pięciu. Recenzje były przychylne, dochodziły mnie głosy ludzi, którym podobało się to co robiliśmy, niestety „Dogmat” nie uzyskał właściwego „feedbacku”, nie przyniósł nam – heh – upragnionej sławy, ani pieniędzy. Nie mamy nawet groupies. A poważnie: w Polsce, bo to w każdej dziedzinie dziwny kraj, komiks mainstreamowy znajduje się na peryferiach. Będą tacy, którzy uznają go po prostu za słaby projekt nie mogący konkurować z zachodnimi produkcjami. Osobiście jestem jednak z tej serii dumny. Wiem, że zaskoczyłaby niejednego z tych, którzy lubią tego typu historie. Jeśli znalazłby się dobry rysownik, który podjąłby się zrobienia kontynuacji, człowiek, który nie zrezygnuje po narysowaniu kilku plansz, to ja oczywiście jestem na tak.
(Piotr Białczak) Nie sądzę bym kiedykolwiek wrócił do świata „Dogmatu”… no chyba,
że spotkałbym się z jakimś ciekawym argumentem w tej sprawie.

(AB) Przyjmuję aluzję i obiecuję nad tym popracować. Dziękuję Wam za wypowiedzi.

Poniżej przedstawiamy okładkę oraz przykładowe plansze tego komiksu.

Zaszufladkowano do kategorii Newsy

Przebudzone Legendy 4 – Oczy dla kruka

Wszystkim, którym spodobała się seria „Przebudzone legendy” autorstwa Adama Święckiego, spodoba się również kolejny komiks Adama pt. „Oczy dla kruka”. Ukaże się on 11 lutego 2013 nakładem Timof Comics.

„Oczy dla kruka, czyli czwarta część „Przebudzonych legend” nie jest powiązana z poprzednimi, które choć opowiadały osobne historie, spojone były pewnymi wątkami i postaciami. Najnowsza część jest zupełnie autonomiczna. Także klimat, wydaje mi się, będzie troszkę inny. To już nie będą legendy przełożone do czasów współczesnych. To współczesna historia, w której przebudzają się stare legendy, zaadoptowane i twórczo przemienione przeze mnie. Akcja także zmieniła miejsce. Początek historii to czasy pogańskie i ziemie Słowian. Współcześnie akcja dziać będzie się w górach. Pustych, zamglonych, skrywających własne tajemnice. (…) Historia przedstawiona będzie inaczej niż w poprzednich częściach. Będzie liniowa, łatwa do odczytania. Ale elementy charakterystyczne dla serii będą niezmienne, czyli: mrok, erotyka, życie, śmierć i emocje.” [opis wydawcy]

Zaszufladkowano do kategorii Newsy