Czarno na białym

Latem roku 1995 przeprowadzałem remont domu. Pomagał mi w tym jeden z sąsiadów – mieszkający o przysłowiowy rzut kamieniem starszy pan będący prawdziwą „złotą rączką”. Gdy poszedłem do niego, aby mu podziękować za wykonaną pracę, zastałem go w ogrodzie. Chwilę rozmawialiśmy i wtedy spojrzałem w otwarte okno pokoju. Tam zauważyłem sztalugę ze stroną komiksową formatu A2. Przed sztalugą siedział mężczyzna i kładł tusz na rysunki wykonane ołówkiem.
– Dzień dobry, nazywam się Andrzej Baron. Interesuję się komiksem. Czy mogę chwilę popatrzeć?
– Dzień dobry, Piotr Drzewiecki. Proszę bardzo.

Obserwowałem jak powstawała jedna ze stron komiksu „Popularne”. Potem rozmawialiśmy chwilę. Już miałem się żegnać, gdy w kąciku obok sztalugi zauważyłem otwarty karton a tam okładkę z tytułem „Czarno na białym” i logo „Nowa fala polskiego komiksu”. Był to autorski album komiksowy Piotra Drzewieckiego, który został rok wcześniej wydany przez samego autora. Autor-wydawca zawiózł cały plecak tej publikacji na Festiwal Komiksu w Łodzi ’94 i sprzedał go na pniu. Jeżeli na chwilę zapomnimy o kserowanych lub drukowanych na powielaczu zbiorkach Andrzeja Mleczki „Porno dla ubogich” oraz fanzinach, np. „AQQ”, to w tamtym czasie, publikacja tego rodzaju stanowiła totalne novum i zaskoczenie. Po pierwsze, profesjonalny skład i druk. Po drugie, format A4. Po trzecie, własna inicjatywa autora. Po czwarte, jakość zawartości.

„Czarno na białym” jest zbiorem żartów rysunkowych i, przede wszystkim, krótkich form komiksowych. Piotr Drzewiecki specjalizuje się w czarnym humorze i karykaturze. Po mistrzowsku stopniuje i zaskakuje pointą. W swojej pracy, czuje się on dobrze w każdym stylu rysowania, od karykatury do rysunku realistycznego. Sprawnie wykorzystuje te style, w zależności od tego, jaki efekt chce uzyskać w konkretnym przypadku. Jednak na wszystkich stronach jego albumu odciśnięte jest to coś, co pozwala na jednoznaczne rozpoznanie jego ręki.

Album „Czarno na białym” zajmuje w mojej kolekcji specjalne miejsce z kilku powodów, tj.: sytuacji, w jakiej został nabyty, zawartej w nim dedykacji oraz rozpoczęcia znajomości, która doprowadziła do wspólnego opracowania i wydania albumów „Czarno na białym II”, „Bayki”, „Prima Aprilis” oraz pierwszych numerów magazynu „Znakomiks”.

Fosdyke Saga

„Saga rodu Fosdyke” to seria pasków komiksowych stworzona przez angielskiego rysownika satyrycznego Billa Tidy. Pojawiały się one w dzienniku The Daily Mirror w latach 1971-1985. Komiks ten stanowi parodię „Sagi rodu Forsyte” John’a Galsworth’a.

Akcja komiksu toczy się w latach 30-tych XX wieku. Opowiada ona historię rodziny Fosdyke, która odziedziczyła bogactwo imperium Bena Ditchley’a. Spadek ten był fanaberią starego Ditchley’a, który postanowił wydziedziczyć swego marnotrawnego syna Rogera. Poniżony i wydziedziczony Roger Ditchley pała ślepą nienawiścią do całej, licznej, rodziny Fosdyke’ów. Na wszelkie możliwe, sposoby stara się on zdyskredytować Fosdyke’ów, zniweczyć ich przedsięwzięcia, pozbawić ich życia i, przede wszystkim, odzyskać spuściznę po ojcu. Jego niecne plany nie powodzą się, pomimo podejmowania najbardziej wyszukanych metod i zatrudniania najbardziej wrednych, a jednocześnie niekompetentnych, pomocników.

Siedzibą rodu Fosdyke jest angielskie, przemysłowe miasto Salford z jego dymiącymi kominami i wszechobecną sadzą. Głowa rodu, Jos Fosdyke, kontynuuje dzieło starego Ditchley’a zarządzając i powiększając imperium, którego bogactwo opiera się o produkcję i sprzedaż … flaczków.

Uwielbiam angielskie poczucie humoru. To, co dzieje się na stronach tego komiksu jest zachwycająco ekstrawaganckie. Akcja toczy się nie tylko w samym Salford, ale, za sprawą Josa Fosdyke i jego pomysłów na promocję flaczków, przenosi się również do odległych i zadziwiających miejsc na Ziemi. Oto kilka z wątków:
… zawody i konkurencje przeprowadzone na stadionie Salford w celu wyłonienia spośród tysięcy aplikantów męża dla córki Fosdyke’a …
… poszukiwanie i utrwalanie rynków zbytu flaczków, np. w Drakulandii, w rodzącej się Trzeciej Rzeszy, w Hong-Kongu …
… podejmowane przez Ditchley’a próby zabójstwa Fosdyke’ów, np. poprzez zrzucenie im na głowy fortepianu, stołu bilardowego czy w końcu lokomotywy, albo poprzez poszczucie morderczymi pekińczykami …
… marketingowe umieszczanie porcji flaczków, np. na biegunie północnym, w najgłębszym rowie oceanicznym, na legendarnym cmentarzysku słoni, w aktywnym wulkanie …
… ekstrawagancje pani Fosdyke, np. sklepowe kradzieże, promocja frontu wyzwolenia kobiet nagim marszem w Salford …
… kryzys społeczny wywołany brakiem flaczków …

Saga była systematycznie zbierana w tomy publikowane przez Mirror Books. Pierwszy z czternastu tomów wydano w roku 1972. Następne ukazywały się z częstotliwością jednego na rok.

Z półki zdjęte

Możemy już oficjalnie zaprosić do odwiedzania działu znajdującego się pod zakładką „Z półki zdjęte”.
To miejsce przeznaczyliśmy do przedstawiania komiksów, które na przestrzeni lat zaciekawiły naczelnego redaktora magazynu „Znakomiks”.
Nie jest to dział z recenzjami, ale raczej wspominkowa podróż w czasie, która rozpoczęła się na łamach magazynu komiksowego „Znakomiks”.
Obecnie znajduje się tam kilkanaście pozycji i wygląda na to, że można spodziewać się kolejnych z częstotliwością minimum jednego wpisu w miesiącu.
Zapraszamy do lektury.

Zaszufladkowano do kategorii Newsy

Cinco por infinito

Gdy w roku 1984 kupiłem pierwszy numer komiksu „Zero Patrol” opublikowanego przez wydawnictwo Continuity Comics, którego założycielem i właścicielem był Neal Adams, przeżyłem déjà vu.

Zaraz, zaraz…Przecież ja już widziałem ten komiks daaaaawno temu. Uczęszczałem jeszcze wtedy do szkoły podstawowej. Ale tamten komiks był czarno-biały. Sprawdziłem więc stopkę, a tam: „oryginalna historia i grafika Esteban Maroto, teksty i dodatkowe rysunki Neal Adams, kolor Polly Law”. Nie dało mi to spokoju. W wolnej chwili dałem nura do mojej biblioteczki i … bingo!

W roku 1970, w 4-tym numerze szwedzkiej serii „Kilroy” zamieszczono reprint pierwszego, czarno-białego odcinka komiksu „Cinco por infinito” autorstwa hiszpańskiego rysownika Estebana Maroto. Tworzył on tę historię na przestrzeni lat 60-tych XX wieku. Jej reprinty zostały opublikowane w Szwecji, Włoszech, Portugalii, Argentynie, Brazylii.

„Zero Patrol” został oficjalnie opracowany i wydany w oparciu o komiks Maroto. Rzeczywiście były to rysunki Maroto, ale w wielu miejscach Neal Adams dokonał zmian: a to wyrazu twarzy, a to ubrania, a to dodał lub ujął coś z kadru. Wszystko po to, by zaadoptować komiks do zaprezentowania go nieco młodszym odbiorcom.
Numery „Zero Patrol” pojawiały się sporadycznie na przestrzeni lat 1984-1989. Seria zakończyła się wraz z numerem 5 (średnio jeden zeszyt rocznie !).

Minęło prawie trzydzieści kolejnych lat i proszę … Hiszpańskie wydawnictwo Ediciones Glénat zebrało wszystkie epizody komiksu narysowanego przez Maroto w jednym, wielkim, ponad 500-stronicowym, oprawionym w twardą okładkę woluminie.
Gratka dla osób lubiących tematykę space opera oraz grafiki doprawione nutką erotyki.

Hiszpański znam na tyle, na ile słowa kojarzą mi się z ich włoskimi (łacińskimi) odpowiednikami oraz na ile udało mi się cokolwiek zapamiętać z obejrzanych hiszpańskich filmów lub krótkich wizyt w tym kraju. Wystarcza mi to jednak do tego, by od czasu do czasu zdjąć z półki i z przyjemnością obejrzeć ten album. Głównie ze względu na jego warstwę graficzną.

Piątka ludzi pochodzących z różnych miejsc na Ziemi została „porwana” przez UFO i zorganizowana w grupę interwencyjną. Ich zadaniem stało się zapobieganie konfliktom lub ich łagodzenie w różnych zakątkach kosmosu. Oczywiście zaczęło się od zapobieżenia zagładzie rodzaju ludzkiego na Ziemi.

Book of Night

„Ten ląd nie ma nazwy. Nie potrzebuje jej. On po prostu istnieje!
Ten ląd ma bogatą historię mitów i magii. Bogowie nadal żyją w leśnych żlebach! Smoki przyciemniają niebo! Wiedza magiczna dzierży władzę nad umysłami ludzi.

Jak we wszystkich światach i tutaj trwa konflikt! Nieustająca wojna toczy się pomiędzy siłami ciemności i siłami światła. Dobro i zło zwarły się w ich nierozłącznym dążeniu do dominacji! Jednakowe części jednej elementarnej siły, która łączy wszystkie światy ze sobą!

Ale w tym świecie, teraz ciemność powstaje w jej całej sile, dążąc do pogrążenia lądu w czarnym chaosie, w którym mogłaby wszechwładnie rządzić.

Dwójka dzieci stoi jej na drodze!
Dzieci Gwiazd.”

Charakterystyczny, przywodzący na myśl okres art nouveau rysunek oraz baśniowo-fantastyczna tematyka przyciągają do komiksów, których autorem jest Charles Vess.

Opublikowana w roku 1987 przez Dark HorseKsięga nocy” zawiera jedną długą opowieść „Dzieci Gwiazd” autorstwa Vess’a oraz kilka krótkich nowel ze scenariuszami Vess’a, L.Sutton’a i Elanie Lee.

Skizz

Większość komiksów znalazło się w mojej bibliotece z przysłowiowej – parafrazując – „lubości od pierwszego widzenia”. Bierzesz komiks do ręki. Przewracasz kilka stron i już wiesz, że jest to rzecz, którą chcesz przeczytać, którą chcesz mieć w kolekcji. Nie jest istotne nazwisko scenarzysty ani rysownika. Nie są istotne opinie (recenzje) innych. Po prostu …

„Jestem Zhcchz, tłumacz z Imperium Tau-Ceti i nie boję się …” To zdanie powtarza obcy kierujący pojazdem kosmicznym, który awaryjnie ląduje na Ziemi. Aby nie wpaść w niepowołane ręce, pojazd ulega samodestrukcji. Zhcchz pozostaje sam w obcym świecie, którym okazują się targane kryzysem gospodarczym przedmieścia Birmingham.
Druga bohaterka komiksu, buntownicza 15-latka Roxy O’Rourke staje się przewodnikiem i obrońcą obcego, którego nazwała Skizz – tak zrozumiała, gdy się jej przedstawił. Tylko ona wie, że obcy się zagubił, i że po prostu chce wrócić do swoich. Przypuszczenia prześladujących tę dwójkę wojskowych są zupełnie inne. W historię pościgu i ucieczki wplątane zostały wątki buntu okresu dojrzewania oraz odniesienia do problemów społecznych.

Podobne do, a jednak inne od „ET” Stevena Spielberg’a z 1982 roku.

Najwyższy czas wymienić nazwiska autorów komiksu. Scenariusz napisał Alan Moore a rysunki wykonał Jim Baikie. Opowieść ukazała się w roku 1983 w numerach 308-330 brytyjskiego tygodnika „2000 AD”.
Sequele napisał i narysował już sam Baikie. Były to „Obce kultury” (2000 AD #767-775, 1992) i „Skizz: Księga 3” (2000 AD #912-927, 1994-1995).

The Adventures of Augusta Wind – Tom I: Dziewczyna z parasolką

Podczas tegorocznego London Super Comic Convention (patrz zakładka newsy) zatrzymałem się na dłużej przy stoliku greckiego rysownika Vassilisa Gogtzilasa. Zainteresowała mnie psychodeliczna kreska rysunków w jego portfolio, którego egzemplarz „wciągnałem” na-tamten-tychmiast. Na stoliku wyłożone były również okazowe egzemplarze komiksu “The Adventures of Augusta Wind”. Po obejrzeniu kilku stron, stwierdziłem, że nie ma sensu zaglądać dalej, ponieważ natychmiast umieściłem ten komiks na mojej „chcę-to-mieć liście”.

Po pewnych staraniach, miesiąc później, miałem w rękach wszystkie pięć odcinków pierwszej mini-serii opublikowanej przez IDW Publishing na przełomie lat 2012-2013.

Twórcami komiksu są J.M. DeMatteis (sc.) i Vassilis Gogtzilas (rys.).

Historia, którą opowiada komiks jest w dużej mierze Carrollianska. Podobnie jak w powieści Lewisa Carroll’a, nic i nikt nie jest taki, na jakiego wygląda. Za każdym zakrętem kryje się nowa zagadka lub nowe zaskoczenie, a pojawiające się rozwiązanie niczego nie rozwiązuje do końca. Także tytułowa bohaterka Augusta oraz towarzyszący jej Snabbit (Wążając) nasuwają kolejne skojarzenia z Alicją w krainie czarów.

Surrealistyczny scenariusz i psychodeliczne rysunki wspaniale się uzupełniają.

Pierwsze pięć zeszytów wprowadza Augustę (i czytelnika) we wszechświat, o którym ona nie miała pojęcia, a tak naprawdę, o którym zapomniała w momencie pojawienia się na Ziemi. Ten wszechświat nazywany Storyverse (Wszechopowieść) składa się z wielu sąsiadujących ze sobą światów-opowieści. Zamieszkują je przeróżne, fantastyczne istoty. Temu wszechświatowi zagraża istota nazywana The Terrible Something (Coś Strasznego) a Augusta jest kluczem do uratowania go przed zagładą.
Mimo tego, że mini-seria stanowi zamkniętą całość, to misja Augusty dopiero się zaczyna.

Warlock 5

W latach 80-tych, na kontynent północno-amerykański zaczęły docierać komiksy europejskie i japońskie. Coraz większa grupa czytelników w USA i Kanadzie zaczęła poszukiwać komiksów innych od tych prezentowanych przez największe wydawnictwa DC, Marvel czy Archie. To znalazło odzew w powstaniu szeregu nowych firm wydawniczych, zwanych niezależnymi, które prezentowały nowe talenty i świeże pomysły.

Jednym z takich wydawnictw było, założone w 1985 roku, kanadyjskie Aircel Comics.

W roku 1987 opublikowało ono pierwszy numer serii „Warlock 5” autorstwa Gordona Derry (sc.) i Denisa Beauvais (rys.).
Szaleńcza narracja, bogaty rysunek oraz mieszanka współczesnych przenośni, ikon, trendów, cyber-punkowych wizji, odniesień do popularnych filmów, rocka i punk-rocka a nawet gier fabularnych przyciągnęły do niej wielu fanów.

Wieki temu wszechświat rozpadł się na wiele odmiennych rzeczywistości i linii czasowych, które przenikają się i nakładają nawzajem na siebie, i które obecnie zbiegają się na Ziemi w jednym z północno-amerykańskich miast. Tam zlokalizowane są wrota do nich. Każda z tych rzeczywistości ma swojego przewodnika i strażnika wrót zwanego Czarownikiem. Seria przedstawia konflikt pomiędzy kilkoma z nich. Kosmos stale próbuje powrócić do stanu przed rozpadem. Dlatego każdy z Czarowników próbuje zdominować pozostałe rzeczywistości i ich strażników, ponieważ w momencie, gdy wszechświat ostatecznie się naprawi powracając do stanu jednej rzeczywistości, pozostać będzie mógł tylko jeden Czarownik. Ze względu na miejsce konwergencji różnych rzeczywistości, miejsce konfliktu Czarowników znajduje się na Ziemi.

Twórcy serii – Derry i Beauvais – poprowadzili tą szaloną, brutalną i przemawiającą do wyobraźni opowieść do numeru 13.

Kontynuacji „Warlock 5” podjął się Barry Blair (założyciel Aircel Comics), który scenariuszowo i graficznie, z odcinka na odcinek, pociągnął serię w odmiennym i dla większości fanów niekoniecznie słusznym kierunku, coraz luźniej nawiązując do oryginalnego pomysłu. Pod jego kierownictwem ukazały się odcinki 14-22 „Warlock 5” (scenarzyści: Charles deLint, Barry Blair i artyści: Patric McEown, Jim Somerville, Dale Keown, Barry Blair), następnie odcinki 1-7 „Warlock 5” vol. II (sc. & rys. Barry Blair) i odcinki 1-10 „Warlocks” (sc. & rys. Barry Blair). W roku 1991 pod szyldem Eternity Comics, Lowell Cunningham (sc.) i John Ross (rys.) przedstawili cztero-odcinkową mini serię „Pentacle: The Sign of the Five” stanowiącą ciekawe nawiązanie do Warlock 5. Scenariusz i rysunki miały wiele wspólnego z oryginalnym komiksem Derry’ego i Beauvaisa.

Z kronikarskiego obowiązku wspomnę jeszcze, że w roku 1998 firma Sirius wydała 4-zeszytową mini-serię “Warlock 5”, której scenarzystą i rysownikiem był Barry Blair.