Huckleberry Hound

„I kudłate i łaciate, pręgowane i skrzydlate. Te, co skaczą i fruwają na nasz program zapraszają”. Tymi słowami piosenki, których autorem była Maria Terlikowska, w poniedziałkowe popołudnia lat 70-tych, przed ekrany telewizorów zwoływano młodocianych miłośników przyrody. Tak rozpoczynał się skierowany do dzieci i młodzieży telewizyjny program przyrodniczy „Zwierzyniec”.

Pamiętam gawędy pana Michała Sumińskiego – myśliwego i miłośnika zwierząt (jeżeli te dwie rzeczy mogą iść w parze). Pamiętam je, dlatego że dla mnie stanowiły one denerwujący wstęp do głównego punktu programu – do kreskówek wytwórni Hanna-Barbera. Filmy przyrodnicze wolałem oglądać w innych programach: „Z kamerą wśród zwierząt” państwa Gucwińskich oraz „W świecie przyrody” (chyba taki miał tytuł). Natomiast, w przypadku „Zwierzyńca”, z niecierpliwością czekałem na to, aż pan Michał skończy skradać się, chrząkać, chrumkać, pirlać, tirlać, bzyczeć, ćwierkać, świstać, kwilić, pitpilitać i pimpilić … Pomijając ten szczegół, „Zwierzyniec” kojarzy mi się, przede wszystkim, z psem Huckleberry, myszkami Pixie i Dixie oraz kotem Jinksem, misiem Yogi, gorylem Magilla, Augie Doggie…

To była chyba szósta klasa podstawówki. Okazało się, że istnieją komiksy z bohaterami filmów Hanna-Barbera. Jedna z moich koleżanek z klasy przyniosła do szkoły amerykański zeszyt „Huckleberry Hound”. Dzisiaj nie pamiętam już tego, co dałem jej w zamian, aby zdobyć ten komiks. Na pewno, nie było to byle co, gdyż w tamtych czasach gotów byłem dać wiele za interesujący mnie egzemplarz. Najprawdopodobniej, był to wtedy jedyny taki zeszyt w Szczecinie. Obecnie posiadam kilka zeszytów i darzę je sentymentem. Myślę, że mój sentyment jest większy od tego, jaki moje dzieci będą miały (jeżeli w ogóle) w stosunku do komiksów „Kaczor Donald”.

Wydawcami komiksów z bohaterami kreskówek Hanna-Barberra były: firma Dell, następnie Gold Key i Charlton.

Toaletnicy – czyli politycy na wakacjach

Ten wpis jest efektem przypadkowego zajrzenia do „archiwum rzeczy dziwnych”.
Myślę, że każdy ma takie archiwum w domu, nawet, jeżeli świadomie go nie utworzył. Znajdują się tam rzeczy zakupione lub otrzymane, co do których możemy mieć tylko jedno pytanie: „a na co mi to?”.

Tym razem, znalazłem, mogący uchodzić za komiks a umieszczony jako powtarzalny wzór na rolce papieru toaletowego, zestaw opatrzonych dymkami z tekstem karykatur kilkoro znanych i rozpoznawalnych (w momencie publikacji – rok 2005) polskich polityków.
Wydawca napisał o swoim produkcie, między innymi to: „w ten żartobliwy sposób chcemy wyrazić nasz stosunek do polskiej elity. Naszym zdaniem odpowiada on oczekiwaniom społeczeństwa wobec znacznej części polityków”.
No taaak…nawet, jeżeli mój stosunek do polityków ówcześnie dominujących w mediach i niestety również w polityce, mógł być zbliżony do tego sugerowanego przez wydawcę, to z punktu widzenia mojego hobby muszę teraz zapytać sam siebie: Po co ja to kupiłem? Tak naprawdę, to jest to produkt do d#@*y.
Z drugiej strony, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Może przyda się to jako droga rezerwa na wypadek braku…? Oby mi się tylko udało ponownie to odnaleźć w momencie nadejścia „potrzeby”.

Little Annie Fanny

Nie pamiętam dokładnie roku, ale było to w pierwszej połowie lat 70-tych, jakoś tak między siódmą a ósmą klasą podstawówki. Mój wujek wyjeżdżał w delegację do USA i zapytał mnie o to, co chciałbym dostać w prezencie. Bez namysłu odpowiedziałem, że jakiś komiks.

Był to czas, gdy podobnie jak cała reszta moich rówieśników, coraz większym zainteresowaniem darzyłem płeć przeciwną. Myślę, że mój wujek też kiedyś był dojrzewającym chłopakiem, bo to, co mi przywiózł zupełnie mnie zaskoczyło. Otrzymałem numer miesięcznika Playboy, a w nim … dwa w jednym!

Nie wiem, co ucieszyło mnie bardziej, więc wymienię w przypadkowej kolejności: trzy strony komiksu Little Annie Fanny oraz galeria fotografii i „rozkładówka” z dziewczyną miesiąca. Hm … a może jednak bardziej przypadkowa kolejność to: galeria fotografii i „rozkładówka” z dziewczyną miesiąca oraz trzy strony komiksu Little Annie Fanny.

Serię o Little Annie Fanny stworzyli Harvey Kurtzman i Will Elder. Pierwszy odcinek ukazał się w roku 1962 w październikowym numerze Playboy’a. Na przestrzeni lat, współautorami serii byli Jack Davis, Sarah Downs, Russ Heath, Larry Siegel, William Stout, Paul Coker Jr., Frank Frazetta, Al. Jaffee, Bob Price i Arnold Roth.

Komiks opisuje przypadki Annie Fanny, która jest wysoką, kształtną, naiwną blondynką. W każdym epizodzie znajduje się ona w sytuacjach doprowadzających ją do negliżu, podczas gdy napaleni faceci próbują wykorzystać te nadarzające się sytuacje, często sami będąc ich prowodyrami. Ujęty w takie ramy komiks, w satyryczny sposób odnosił się do aktualnych wydarzeń z news’ów, do wydarzeń kulturalnych (Beatlemania, Gwiezdne Wojny, Rambo, Poszukiwacze zaginionej arki, tp.), do tematów społecznych (hippisi, plaże nudystów, streaking, front wyzwolenia gejów i lesbijek, narkomania), sportu (olimpiada). Na jego stronach pojawiali się znani muzycy, piosenkarze, aktorzy, sportowcy, biznesmeni i politycy.

Nie wiem jak to się stało, ale mój pierwszy egzemplarz Playboya nie zachował się w mojej kolekcji. Dlatego ucieszyła mnie inicjatywa wydawnictwa Dark Horse. W roku 2001 wydało ono pierwszy, a rok później drugi tom, w których zebrano wszystkie, opublikowane na przestrzeni lat 1962-1988, odcinki komiksu o Annie Fanny. Jednym z bonusów tego wydania jest swego rodzaju dzienniczek, w którym przedstawiono tło powstania niemal każdego epizodu komiksu. To pomaga, szczególnie młodszym czytelnikom, w poznaniu/zrozumieniu sytuacji, wydarzeń lub tematów stanowiących kanwę danego odcinka. Satyryczne odniesienia do rzeczywistych wydarzeń powodują, że komiks o Annie Fanny jest dobrą rozrywką. Nie tylko ze względu na jego występującą głównie w negliżu bohaterkę.