Little Nemo in Slumberland

Odkąd pamiętam, to znaczy od pojawienia się w roku 70-którymś w jednej z gazet (to była chyba „Polityka”) artykułu na temat tego i innych komiksów amerykańskich, chciałem przeczytać jakieś większe jego fragmenty, a zdobycie choćby jednego z papierowych wydań stało się moim marzeniem. Artykuł został zilustrowany czarno-białą reprodukcją jednej ze stron tego komiksu. Do dzisiaj pamiętam jak niezwykłe wrażenie wywarła na mnie ta strona. Była zupełnie inna od stron w komiksach, które do tamtej pory widziałem. Prezentowała nowatorskie ułożenie kadrów na planszy, ich wzajemne (a raczej akcji na nich) przenikanie się oraz pięknie rozrysowane w idealnej perspektywie i proporcjach detale tła (w tym architektury) i postaci. No, i sama opowiadana historia … jej senny surrealizm. Emocje wzbudził dodatkowo fakt, że strona ta powstała u zarania wieku dwudziestego.

Chęć zapoznania się z tym komiksem, ba … posiadania choćby kilku odcinków, pomimo tego, że nie natrętna, stale pozostawała w mojej głowie. Czekała ona na odpowiedni moment. Ten nadszedł w roku 1998, kiedy to na półce mojego ulubionego sklepu komiksowego w Londynie dostrzegłem okładkę wydanego przez Titan Books Ltd. albumu „The Complete Little Nemo in Slumberland vol. 1: 1905-1907” Windsor’a McCay. Klik … i bez chwili namysłu rozstałem się z jednym z banknotów z wizerunkiem królowej Elżbiety.

Rozpoczęta przez Titan Books Ltd. seria albumów zawiera wszystkie odcinki komiksu Windsor’a McCay „Little Nemo In Slumberland”, które co tydzień były publikowane w „New York Herald” (lata 1905-1911), w „New York American” pod zmienionym tytułem „In the Land of Wonderful Dreams” (lata 1911-1914) i pod przywróconym pierwszym tytułem ponownie w „New York Herald” (lata 1924-1926). Prezentowane w albumach strony komiksu, w ich oryginalnym rozmiarze i odrestaurowanych kolorach, głaszczą poczucie estetyki czytelnika. Uhmm … do tego opowiadane historie … .

Każdy z jednostronicowych odcinków komiksu przedstawia sen małego Nemo (po łacinie „Nikt”), który zawsze kończy się w ostatnim kadrze w momencie, gdy chłopiec budzi się sam (najczęściej spadając z łóżka), lub jest budzony przez któregoś z członków jego rodziny, którzy łajają go za to, że hałasując w nocy nie daje im spać. Pierwsze sny stanowią podróż Nemo do krainy snów rządzonej przez króla Morfeusza. To on stara się ściągnąć tam Nemo, aby ten stał się kolegą zabaw jego córki Kamili. Pierwotnie, przyczyną przebudzeń chłopca były sytuacje grożące mu śmiercią, kalectwem lub innym nieszczęściem. Gdy w swoich snach dotarł już do królestwa Morfeusza i rozpoczął nowe senne przygody, także w innych wyimaginowanych światach, najczęściej był budzony przez pojawiającego się w ostatnim kadrze osobnika o imieniu Flip, który przez wiele odcinków nosił kapelusz z napisem „Zbudź się!”.

Wydawać by się mogło, że ten kolorowy, pełen bajecznych wizji i postaci, opowiadający o przygodach małego chłopca komiks jest fantazją dla dzieci. Senne marzenia Nemo zaczynają się niewinnie i często bajkowo przyjemnie. Jednak, wkradający się do nich mroczny surrealizm przeradza bajkowe wizje w niesamowite zagrożenia. To sprawia, że „Mały Nemo w krainie snów” nie jest bajką.

Dla mnie jest on natomiast jednym z niezaprzeczalnych arcydzieł w dotychczasowej historii komiksu.

„Studio Domino” Sp. z o.o. na Szczecińskiej Giełdzie Komiksu 3

Na trzecią edycję Szczecińskiej Giełdy Komiksu, która odbędzie się w dniu 26 października 2013, „Studio Domino” Sp. z o.o. przygotowało, oprócz specjalnej oferty cenowej na wszystkie swoje publikacje, dodatkową niespodziankę.

W czasie trwania Giełdy, w godzinach 14:30-15:30 obecni będą współpracujący z nami twórcy komiksów.

Karolina Klein (Tadych) – seria „Jen” (status – potwierdzony)
Tomasz Biniek – „Tomuś”, „Hard” (status – potwierdzony)
Arkadiusz Lorenc – „Insekt” (status – potwierdzony)
Piotr Drzewiecki – „Czarno na białym”, „Bayki”, „Zemsta rodu”, „Prima Aprilis” (status – do potwierdzenia)
Andrzej Baron -scenariusze. „Czart”, „Kołysanka”, współpraca „Jen”; redakcja „Znakomiks” (status – potwierdzony).

Fani komiksu będą mogli porozmawiać z twórcami, zdobyć ich autografy oraz kupić oryginalne rysunki.
Przynieście ze sobą posiadane egzemplarze wydawnictw, których autorami są wyżej wymienieni twórcy. Jeżeli jeszcze ich nie macie, to będziecie mogli zakupić je na miejscu w atrakcyjnych cenach.

Zaszufladkowano do kategorii Newsy

Akiko

Ta seria komiksowa jest ciekawym połączeniem rysunku japońskiego i klasycznego amerykańskiego z jednej strony oraz mieszanką klimatów „Czarodzieja z Oz” i „Gwiezdnych wojen” z drugiej. Amerykański twórca Mark Crilley stworzył ją z myślą o dorosłych, ale wspaniale nadaje się ona do czytania również przez dzieci.

Główną bohaterką komiksu jest 10-letnia japońsko-amerykańska dziewczynka Akiko, która zostaje zaproszona na planetę Smoo przez jej króla Froptoppitt’a pod pozorem potrzeby uratowania jego syna, Księcia planety Smoo. Jedynie Akiko może go odnaleźć i uratować przed niebezpieczeństwem. Towarzyszami jej wyprawy zostają: oczytany profesor Mr. Beeba, odważny ale impulsywny były pirat Spuckler, zużyty ale miły robot Gax oraz będący lewitującą purpurową głową Tooglianin o imieniu Poog. Wyprawa okazuje się być dla Akiko pozytywnie zdanym testem na przyszłą żonę Księcia Froptoppitt’a, który jest w niej bardzo zakochany. Autor komiksu nie wyjaśnia jak i dlaczego właśnie Akiko doznała zaszczytu bycia wybranką młodziutkiego księcia z odległej planety. Ale tak, jak w każdej bajce przyjmujemy to za fakt i czytamy dalej. Przekonawszy króla Smoo do tego, że przed podjęciem decyzji o ślubie chciałaby ukończyć naukę w szkole, Akiko powraca na Ziemię. Już wkrótce ponownie wyrusza na Smoo, aby wraz ze swoimi towarzyszami podjąć się, tym razem rzeczywistych, wyzwań. Ich długie i przepełnione przeszkodami podróże wiodą przez egzotyczne, obce miejsca zamieszkiwane przez przedziwne stworzenia. Często sprzeczającym się między sobą podróżnikom, przydarzają się liczne niebezpieczne sytuacje. Jednak zawsze wspólnie, udaje się im z nich wybrnąć.

Syrius Entertainment rozpoczął publikację komiksu w grudniu 1995 od „one-shot’u” zatytułowanego „Akiko na planecie Smoo” (w roku 2000 wznowiony w kolorze). Następnie, do marca 2002 ukazały się 52 odcinki regularnej serii. Zostały one później zebrane w siedmiu TPB.

Pomimo tego, że nie zawierała zbyt wiele typowego dla amerykańskiego komiksu łubu-dubu, seria odniosła sukces wśród amerykańskich czytelników oraz została doceniona przez krytykę. Wielokrotnie nominowano ją do nagrody Will’a Eisner’a.

White Indian

Przygody „Białego Indianina” (White Indian) stanowiły dodatek do serii komiksowej „Durango Kid”. Od listopada 1949 do końca roku 1952, pojawiły się w szesnastu zeszytach tej serii.

Akcja komiksu toczy się w połowie osiemnastego wieku w kolonizowanej przez Anglików Ameryce Północnej. Tytułowym Białym Indianinem jest Dan Brand, mieszkający w Filadelfii kolonista angielskiego pochodzenia. W dniu jego ślubu z Lucy Wharton został on zaatakowany przez Petera Bradforda, konkurenta do ręki Lucy. Wystrzelona przez Bradforda kula uśmierciła pannę młodą. Bradford uciekł na Zachód, jak wówczas jeszcze nazywano ziemie leżące na wschód od rzeki Mississippi. Wiedziony żądzą zemsty, zaraz po pogrzebie swojej niedoszłej żony, Brand udał się za mordercą. Błądząc po dzikich terenach został zaatakowany przez niedźwiedzia, którego zdołał zabić nożem myśliwskim. Rannego i bliskiego śmierci znaleźli Indianie Catawbas, wódz Wielki Jeleń i jego syn Tipi. Indianie zaopiekowali się nim i namówili, aby pozostał z nimi do czasu aż wyleczy rany oraz pozna ich sposoby walki i przeżycia w dziczy. Gdy mijał rok jego życia wśród Catawbas, w okolicy pojawił się handlarz broni i wódki. Był nim Bradford. Akcja potoczyła się szybko. Bradford podstępnie zabił Wielkiego Jelenia, a ścigający go Brand i Tipi dokonali podwójnej zemsty. Zaprzysięgli sobie braterstwo krwi. Od tej pory wspólnie przemierzają Dziki Zachód dokonując bohaterskich czynów i wspierając dążenia kolonistów amerykańskich do uniezależnienia się od Korony Brytyjskiej.

Tak kończy się pierwszy odcinek serii. Nie jestem zbyt mocny w historii powstania Stanów Zjednoczonych Ameryki, ale jestem przekonany, że każdy kolejny epizod komiksu został oparty o rzeczywiste wydarzenia historyczne (bitwa pod Fort Necessity, powstanie Fort Pitt – obecnie Pitsburg, zniszczenie transportu herbaty w Bostonie, Wielka Masakra na Osadnikach), a pojawiający się w nich główni aktorzy (porucznik a potem generał George Washington, Haym Solomon, Generał Edward Bradock, Generał John Burgoyne) rzeczywiście odegrali istotne role w historii Ameryki Północnej. Postaciami spinającymi te wydarzenia są Biały Indianin i jego brat krwi Tipi. Myślę, że intencją stworzenia tego komiksu, mimo wszystko, nie był aspekt edukacyjny, ale raczej powszechna w pierwszej połowie dwudziestego wieku fascynacja „dzikim zachodem” oraz pionierskim okresem w historii Ameryki.

Głównym powodem zakupu wydanego w roku 2011 przez Vanguard Productions zbioru wszystkich epizodów „Białego Indianina” było dla mnie to, że jego rysownikiem był Frank Frazetta.

Frazetta jest i pozostanie dla mnie synonimem mistrza ilustracji heroic fantasy. Po raz pierwszy, reprodukcje jego obrazów zobaczyłem w roku1979, kiedy to kupiłem kilka tomów opowiadań o Conanie autorstwa Roberta E. Howarda. Kilka lat później udało mi się zdobyć mój pierwszy album z malarstwem Frazetty. Potem następny i następny, i następny, i … .

Z jednego z albumów dowiedziałem się o tym, że, zanim stał się powszechnie znany dzięki swoim obrazom, Frank Frazetta rysował komiksy oraz okładki i ilustracje do książek. Były to komiksy i książki każdego gatunku, od humoresek dla dzieci i młodzieży, poprzez komiksy edukacyjno-moralizatorskie, komiksy wojenne i historyczne, S-F i fantasy do westernów. „Biały Indianin” jest najdłuższą z serii narysowanych przez Frazettę.

Wywodzę się z pokolenia, które fascynowało się światami Dzikiego Zachodu i dzikiej Afryki na równi z podróżami w kosmos. Pomijając tematykę, dla mnie, seria ta jest ciekawa również, dlatego że widać w niej charakterystyczne dla malarskiej twórczości Frazetty dynamizm przedstawianych zdarzeń oraz witalność ich „dzikich” bohaterów.