Prime

Ten wpis jest pokłosiem poprzedniego. Zdejmując z półki serię Miracle Man przypomniałem sobie o innych komiksach, w których głównymi bohaterami są nastolatkowie oraz ich dorosłe alter ega.

Mali chłopcy marzą o tym, że są superbohaterami. Niektórym z nich marzenia te spełniają się. Inni nie marzą a mimo to bywają obdarzeni zdolnością do przeistaczania się w dorosłych, a w tym także do przenoszenia się w czasie i przestrzeni.

Przykładem takiego chłopca jest trzynastoletni Kevin Green, który posiada zdolność przybierania postaci dorosłego superczłowieka Prime. Aby zmienić się w Prime’a, Kevin wydziela ze swojego torsu płynny materiał organiczy, który przybiera kształt ciała muskularnego mężczyzny. Kevin znajduje się wewnątrz tej postaci. Przy tym zachowuje on pamięć i myśli trzynastolatka co bywa powodem problemów, gdyż bohater często znajduje się w „dorosłych sytuacjach”, do rozwiązania których nie jest on wystarczająco dojrzały. Postać Prime jest kształtowana głównie przez podświadomość chłopca w oparciu o jego fascynacje bohaterami komiksów lub gwiazdami kina akcji. Dlatego, w różnych przygodach, Prime może wyglądać nieco inaczej oraz może posiadać zróżnicowane supermoce – praktycznie nieograniczoną siłę, wysoką odporność na fizyczne uszkodzenia ciała, zdolność latania z super predkością, itd. Aby powrócić do postaci trzynastolatka, Prime destabilizuje swoją zewnętrzną powłokę do formy proteinowej papki. Kevin musi wtedy szybko się z niej wydostać aby nie udusić się. Niestety nie byłem wytrwały na tyle, by dowiedzieć się w jaki sposób Kevin posiadł swoje zdolności.

Twórcami serii Prime, wydawanej przez Malibu Comics, są scenarzyści Gerard Jones i Len Strazewski oraz rysownik Norm Breyfogle.

Posiadam tylko jeden zeszyt serii, 1994 Annual, który kupiłem głównie ze względu na jego okładkę. Będąc kolekcjonerem albumów z malarstwem Borisa Vallejo oraz jego żony Julie Bell (pobrali się w roku 1994), nie mogłem ominąć takiej okazji. Obraz umieszczony na okładce namalował Valejo. Jego modelem był syn Julie, David.

Miracle Man

Pierwszym komiksowym superbohaterem, którego przygody „czytałem” (pod koniec lat 60-tych angielski dopiero lizałem, niemieckie słowa znałem z filmów o wojnie, a o duńskim czy holenderskim wiedziałem, że istnieją takie języki) był Miracle Man wykreowany przez Micka Anglo.

Historia powstania tej serii jest nieco zakręcona. W roku 1958, specjalnie na rynek hiszpański Mick Anglo stworzył postać Super Hombre. Uważa się, iż tak naprawdę, były to na nowo narysowane przygody jego wcześniejszej kreacji Marvelmana. Chociaż, znalazłem również opinię, iż przygody Super Hombre nie były wprost przerysowanymi komiksami z Marvelmanem, ale w rzeczywistości zostały narysowane przez Emilio Giralt Ferrando do scenariuszy Juana Llarcha. W Hiszpanii wydano 68 zeszytów. Wkrótce, twórca postaci sprzedał nieco zmodyfikowane historie na rynek brytyjski. W latch 1965-1968, w Wielkiej Brytanii ukazało się (według mojej wiedzy) 13 numerów tej serii. Natomiast wydania niemieckie (Der Wunder Man), duńskie (Mirakelmanden) i holenderskie (Mirakel Man) liczyły po ponad dwadzieścia zeszytów i większość z nich była drukowana w Polsce.

W rzeczywistości niepozornej postury młody John Chapman pracujący jako pomocnik w biurze inspektora policji Stewarta, po dotknięciu tajemniczego dysku na swojej piersi przy jednoczesnym wypowiedzeniu słowa „sundisc” stawał się muskularnym super-człowiekiem (kuloodpornym, super silnym i super szybkim, potrafiącym latać, również w przestrzeni kosmicznej, posiadającym super słuch i super wzrok). W tej super postaci Miracle Mana walczył on z super łotrami, wrogo nastawionymi przybyszami z kosmosu oraz ze zwykłymi rzezimieszkami. Miracle Man miał również młodszego od siebie pomocnika, Supercoat’a, który super moce pozyskiwał w momencie założenia specjalnej marynarki.

Proponuję, aby odrzuciwszy całą wiedzę o wszelkich superbohaterach, na komiks ten spojrzeć oczami dziesięciolatka, który szczyci się posiadaniem pudełka z kilkudziesięcioma głównie obcojęzycznymi (bo polskich jeszcze wtedy nie było zbyt wiele) komiksami. Zdobywając pierwszy egzemplarz tej serii dziesięciolatek ten wykrzyknął „ale gites!”.

Hi no tori ( 火の鳥 )

Osamu Tezuka manga no kami des (Osamu Tezuka jest bogiem mangi)– ponad dwadzieścia lat temu powiedziała Eriko, japońska koleżanka mojej żony, wręczjąc mi prezent w postaci pięknie wydanego pierwszego tomu sagi „Hi no Tori” (Ognisty ptak).

Był to pierwszy oryginalny komiks japoński jaki trafił do mojej kolekcji. Nie potrafię czytać po japońsku, więc Eriko dokonała dla mnie krótkiego streszczenia. „Ognisty ptak” jest jednym z najbardziej znanych dzieł Tezuki. On sam uważał je za dzieło swojego życia. Obejmuje ono dwanaście tomów, które powstawały od roku 1967 (tom pierwszy „Świt”) aż do śmierci artysty w roku 1989. Każdy z nich stanowi zamkniętą całość. Za każdym razem opowiadana jest zupełnie nowa historia nie mająca nic wspólnego z pozostałymi. Historie toczą się w różnych okresach historycznych, od początków naszej ery do dalekiej przyszłości. Jedyne co je łączy to Ognisty ptak Feniks oraz związana z nim wiara w reinkarnację. Dążenie do nieśmiertelności, którą może zapenić krew Feniksa, dla głównych bohaterów mangi okazuje się być albo nieosiągalna albo przekleństwem. Historia pierwszego tomu toczy się w latach 240-270 naszej ery, kiedy to królowa Himiko wraz ze swoją armią najeżdża Japonię jednocześnie poszukując Feniksa oraz wiecznej młodości, jaką może dzięki niemu uzyskać.

Pomimo tego, że rysunki Tezuki mogą kojarzyć się z wczesnymi animacjami Disney’a, oraz że w jego mandze pojawiają się elementy komiczne, nie jest to opowieść adresowana do dzieci. Autor przedstawia w niej wszystkie przymioty gatunku ludzkiego – przyjaźń, miłość, nienawiść, podłość a także okrucieństwo wojny i nieszczęścia powodowane przez żywioły.

Mój rocznik może pamiętać pokazywany w naszej TV radziecki film animowany „Konik Garbusek” (z roku 1947), w którym pojawia się ognisty ptak. Uderzyło mnie podobieństwo Feniksa narysowanego przez Tezukę do tamtej filmowej wersji. Teraz, dzięki „mojemu przyjacielowi Google’owi” wiem, że do stworzenia mangi „Hi no tori” Tezukę zainspirowała muzyka Igora Strawińskiego, oraz że obejrzał on radzieckiego „Konika Garbuska”, w którym duże wrażenie wywarła na nim postać Ognistego Ptaka.

Wszystkie tomy „Hi no tori” doczekały się tłumaczenia na wiele języków. Ja mam nadzieję na to, że doczekam się polskiego wydania tego dzieła.

„Jestem Bogiem” – crowdfunding’owa akcja Huberta Ronka

Hubert Ronek należy do grupy współpracowników magazynu komiksowego „Znakomiks”. Jego prace pojawiły się w numerach: 6 (O dwóch górnikach), 10 (Kraina Herzoga: Tajemnica), 11 (Kraina Herzoga: Potwór; Galeria: Dinozaury rządzą). Wydaliśmy również album komiksowy „Kraina Herzoga” (sc. Dominik Szcześniak , sc./rys. Hubert Ronek). Współpracował z nami przy stworzeniu komiksowej broszury „System wspomagania nauczania podstaw przedsiębiorczości: studium przypadku”.

Hubert jest bardzo aktywnym twórcą komiksów oraz publicystą. Prowadzi bloga Mundialman, publikuje fanzin „KGB”, współpracuje z innymi fanzinami i magazynami, rysuje komiksy dla dzieci (seria w magazynie „Kumpel”), wydaje autorskie albumy.

W zeszłym tygodniu, na portalu PolakPotrafi.pl ruszyła zbiórka na wydanie pierwszego tomu kolejnego autorskiego projektu Huberta. Jest nim komiks „Jestem Bogiem. Oprócz wydrukowanego komiksu, autor oferuje również oryginalne plansze, swoje wcześniejsze publikacje oraz ręcznie wykonane figurki głównego bohatera.

Więcej na temat projektu oraz możliwości jego wsparcia znajdziecie pod adresem:
https://polakpotrafi.pl/projekt/jestem-bogiem
Jestem Bogiem T. 1

Zaszufladkowano do kategorii Newsy