50 pozycji zostało „zdjęte z półki”

Po niedawnym zamieszczeniu kolejnego wpisu pod zakładką „z półki zdjęte”, zorientowałem się, że był to już 50-ty wpis. Ponieważ każda okazja jest dobra do …. zrobienia czegoś szczególnego, to właśnie z okazji otwarcia drugiej 50-tki, dzisiaj zamieszczam pięć nowych wpisów.

Jeżeli zainteresowały Was któreś z dotychczas przedstawionych przeze mnie komiksów, to jest szansa, że i te teksty zainteresują Was na tyle, by sięgnąć po więcej informacji lub po same komiksy.

Miłego czytania.

Zaszufladkowano do kategorii Newsy

Dudi Superptak

Dudi Superptak jest bohaterem serii rysunków satyrycznych autorstwa Andrzeja Dudzińskiego. Były one publikowane w tygodniku satyrycznym „Szpilki” w latach 70-tych XX wieku. Wydawcą „Szpilek” w tamtym czasie było Krajowe Wydawnictwo Czasopism RSW „Prasa-Książka-Ruch”.

To, co w pierwszej kolejności przyciągnęło mnie do tych rysunków, to był ich komiksowy charakter wyrażony dymkami z tekstem, które wtedy uznawałem za atrybut komiksu. Ale, to dowcip jest tym, co spowodowało, iż do dnia dzisiejszego je uwielbiam. Najczęściej jest on abstrakcyjny i pomimo tego, że często odnosi się do aktualnych wydarzeń politycznych, kulturalnych oraz obserwacji zachowań społecznych poczynionych przez autora, jest przekazem ponadczasowym. Sentencje wygłaszane są przez samego Dudiego oraz przez towarzyszącą mu menażerię postaci, często tak dziwnych jak on sam.

Rysunek Dudzińskiego jest charakterystyczny i rozpoznawalny. W przypadku Superptaka, są to prace o różnym stopniu szczegółowości. Wśród nich znajdują się rysunki wycyzelowane, które stanowią graficzne cudeńka, do których powracam dla samej grafiki.

Dla mnie, Dudi Superptak był super w czasie, gdy pojawiał się w „Szpilkach”, a z powodów, które podałem wyżej jest super nadal.

Oprócz archiwalnych egzemplarzy magazynu „Szpilki”, rysunki z Dudim możecie znaleźć w książce „Dudi Superptak”, która ukazała się w roku 1976 nakładem Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe. W latach 70-tych trafił on również na pocztówki w serii „Szpilki” wydanej przez Krajową Agencję Wydawniczą.

Jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej o bogatej twórczości Andrzeja Dudzińskiego, której ptak Dudi jest jedynie częścią, to najlepszym miejscem jest jego autorska strona internetowa pod adresem http://andrzejdudzinski.com/menu.php

Oor Wullie

„D’ye ken yon gille? Naw…?” = „Czy znasz tego chłopca? Nie…?”

Bohaterem prasowych pasków komiksowych, którego olbrzymia popularność jest w dużej mierze ograniczona do jednego regionu jest Oor Wullie [po angielsku „Our Willie”]. Jego przygody drukowane są od roku 1937 w publikowanej w Dundee gazecie The Sunday Post, której wydawcą jest D.C.Thompson Co., Ltd. Gazeta dystrybuowana jest w Szkocji i Irlandii Północnej, ale dociera też do północnych regionów Anglii.

Wullie jest chłopcem w wieku około dziesięciu lub jedenastu lat. Mieszka on w fikcyjnym mieście Auchenshoogle, według czytelników zlokalizowanym gdzieś na północy Szkocji w okolicach Inverness. Jest łobuziakiem samozwańczo przewodzącym grupie rówieśników. Podobnie, jak w przypadku wydawanych przez D.C.Thompson Co., Ltd. wielu magazynów komiksowych dla dzieci i młodzieży, takich jak, np. The Beano, podstawą przygód Wulliego i jego gangu są „naughtiness” (psotliwość, niegrzeczność, nieposłuszeństwo) oraz „mischievousness”(złośliwość, złe zachowanie). Częstym motywem jest „szybka kasa”, dla zdobycia której bohaterzy komiksu posuwają się do nierozsądnych i niewykonalnych działań. Wiele z nieudanych akcji czy psot kończy się narzekaniem Wulliego „I nivver get ony fun roond here!”.
Każdy z jednostronicowych epizodów rozpoczyna się i kończy obrazem Wulliego siedzącego na jego ulubionym wiaderku. W ostatnim kadrze, Wullie podsumowuje/pointuje przedstawioną historię.

Postać Naszego Williego (Oor Wullie) wymyślił Robert Duncan Low wzorując ją na swoim synu Ronie. Przez ponad trzydzieści lat, aż do roku 1969, rysownikiem serii był Dudley D.Watkins, który ustalił harakterystyczny dla niej styl rysunku i wygląd bohaterów, których jego następcy starali się nie zmieniać. Po jego śmierci, ołówek przejmowali kolejno Tom Lavery, Peter Davidson, Robert Nixon, Ken H.Harrison. Scenariusze pisali również Dave Donaldson, Tom Morton i Morris Heggie.

Każdego roku, w okolicach Bożego Narodzenia, w formie wielostronicowego Annual’a ukazuje się zbiorcze wydanie przygód Wullie’go.

Komiksy z Oor Wullie zacząłem doceniać dopiero po moich kilku wizytach w Szkocji. Po tym, jak poznałem i polubiłem ten kraj oraz jego mieszkańców i po tym, jak wsłuchałem się w melodię szkockiej odmiany języka angielskiego i polubiłem ją. Czytając komiksy z Wulliem „słyszę” szkocką wymowę, akcentowanie angielskich słów i melodię zdań. Niezmiernie podobają mi się charakterystyczne dla Szkotów słowa i powiedzonka z wieloma zapożyczeniami z języków scots oraz gaelic. W poniższej galerii z przykładowymi kadrami z komiksu znajdziecie mały szkocko-angielski słowniczek dla turystów.

„See ye efter” = „Do zobaczenia”

Zorro

W roku 1919, Johnston Mc Culley wymyślił postać Zorro. Opowiadania z jego przygodami były publikowane w popularnych w początku XX wieku, tanich, wydawanych na gorszej jakości papierze magazynach (tzw. pulp magazines). Postać stała się bardzo popularna wśród czytelników, co przyczyniło się do powstania kilku adaptacji filmowych oraz komiksowych.

Do Polski, Zorro trafił w drugiej połowie lat 60-tych XX wieku, jako bohater serialu telewizyjnego wyprodukowanego przez The Walt Disney Studios. Nie wiem ile z 78 odcinków wyprodukowanych w latach 1957-1959 zostało pokazane w polskiej telewizji w tamtym czasie. Pamiętam tylko to, że raz w tygodniu zasiadaliśmy przed telewizorami i z niecierpliwością czekaliśmy na pojawienie się oświetlanego błyskawicami czarnego jeźdźca na czarnym koniu. Do dzisiaj, ten serial oraz aktorzy, Guy Williams wcielający się w postać Zorro, Gene Sheldon jako jego niemy służący Bernardo oraz Henry Calvin odgrywający rolę sierżanta Garcia, stanowią dla mnie szczyt, którego nic nie przewyższyło. To samo dotyczy serii komiksów opublikowanych przez Dell Comics. Hm…sentyment?

Wydawca Dell Comics zamieścił pierwszy odcinek komiksowych przygód Disney’owskiego Zorro w 882 numerze serii Four Color Comics. Było to w lutym 1958 roku. Jeżeli się nie mylę, to wydanych zostało 15 numerów z przygodami tego bohatera. Tak, jak to było w zwyczaju tego wydawcy, wszystkie zeszyty zostały oprawione w okładki ze zdjęciem głównego bohatera pochodzącymi z telewizyjnego serialu The Walt Disney Studios. Podobnie, rysunki przedstawiające głównych bohaterów wzorowane były na aktorach odgrywających główne role w serialu. Autorem tych rysunków był Alex Toth. W 1966 roku Gold Key Comics rozpoczęło publikację serii o Zorro, ale były to jedynie reprinty wydań Dell Comics.

W kilku zdaniach. Akcja toczy się w Kalifornii, w latch 20-tych XIX wieku, podczas panowania Hiszpanów. Młody arystokrata Don Diego de la Vega powraca ze stiudiów w Hiszpani do swojego rodzinnego domu na przedmieściach El Pueblo de Nuestra Señora Reina de los Ángeles sobre El Rio Porciuncula (obecnie Los Angeles). Tam, znany jest jako miłujący książki fajtłapa. Natomiast jego alter ego, Zorro, staje się z jednej strony postrachem dla bezdusznych i często okrutnych urzędników rządowych oraz dla różnego rodzaju bandziorów, a z drugiej strony nadzieją dla gnębionych mieszkańców Kalifornii. Jest on przebiegły tak, jak lis [po hiszpańsku “zorro”], sprawny fizycznie, świetnie jeżdżący konno oraz świetnie władający szpadą i batem. Poza jego służącym Bernardo, nikt nie zna sekretu Zorro.

„THE DANDY”, „THE BEANO”, etc.

W latach mojego dzieciństwa, poza postaciami wymyślonymi przez Bohdana Butenkę, czyli Gapiszonem (od roku 1958 w tygodniku „Miś”), którego przygody adresowane są do najmłodszych czytelników, oraz Kwapiszonem (osiem książeczek wydanych w latach 1975-1980) dla nieco starszych odbiorców, a także poza bohaterami serii Papcia Chmiela „Tytus, Romek i A’tomek” (od roku 1957 w magazynie „Świat Młodych” oraz w zbiorczych księgach) oraz Jonką, Jonkiem i Kleksem stworzonymi przez Szarlotę Pawel (pierwsza przygoda ukazała się w „Świecie Młodych” w roku 1973), w szerokiej, ogólnopolskiej dystrybucji nie znajdowało się więcej komiksów z historyjkami o dzieciach dla dzieci i o młodzieży dla młodzieży. Darzę te komiksy dużym sentymentem. Dotyczy to w szczególności mojego rówieśnika Gapiszona, którego przygody były pierwszymi, polskimi historyjkami komiksowymi jakie „czytałem”.

Ten wstęp był mi potrzebny do napisania kilku słów o innych, podobnych komiksach, których egzemplarze, po raz pierwszy, trafiły w moje ręce w latach 70-tych ubiegłego stulecia, do których również odczuwam duży sentyment.

Były to brytyjskie tygodniki „The Beano”, „The Beezer”, „The Topper” oraz „The Dandy”. Sporą ich stertę miał mój kolega z klasy w liceum i wypożyczał mi je. Jak się później dowiedziałem, była to tylko mała próba cotygodniowej porcji magazynów komiksowych adresowanych do brytyjskiej młodzieży. Ależ zazdrościłem moim brytyjskim rówieśnikom tej mnogości wydań i różnorodności bohaterów. To na przygodach, między innymi, takich postaci jak Denis the Menace, The Numskulls, Bash Street Kids, Roger the Dodger, Beryl the Peril, Little Plum, Minnie Minx, Calamity James, Gnasher, Colonel Blink i wielu innych sprawdzałem moją znajomość języka angielskiego. Do kilkunastoletniego chłopaka szczególnie przemawiało to, co Anglicy określają jako „naughtiness” (psotliwość, niegrzeczność, nieposłuszeństwo) oraz „mischievousness”(złośliwość, złe zachowanie), które stanowiły podstawę przygód bohaterów angielskich magazynów, a które trudno było znaleźć w polskich komiksach.

Dopiero kilka lat później udało mi się zdobyć kilka tak zwanych Annuals, to jest specjalnych, twardo okładkowych publikacji wydawanych zazwyczaj pod koniec roku jako potencjalne prezenty pod choinkę. A jeszcze kilka lat później zaczęły trafiać do mojej kolekcji tygodniki oraz wydania kieszonkowe i inne zbiorcze.

Wydawcą The Dandy (od roku 1937), The Beano (od roku 1938), The Topper (od roku 1953) oraz Beezer (od roku 1956) jest D.C.Thomson & Company, Limited. Przez ponad 75 lat z wydawcą współpracowało wielu twórców. Trudno jest tu wymienić ich wszystkich. Dlatego zainteresowanych odsyłam do przyjaciela Google’a. W sieci znajduje się wiele stron poświęconych tym komiksom i ich autorom.

Pochwalę się natomiast faktem spotkania i długiej rozmowy z jednym z nich, z Henry Davies’em. Miałem taką okazję i szczęście w tym roku, w marcu, podczas trzeciej edycji The London Super Comic Convention. Nie ukrywam, że to spotkanie stało się głównym impulsem do „odkurzenia” egzemplarzy The Beano i całej reszty oraz do napisania tego tekstu.

Henry Davies (http://henrydavie3.wix.com/henrydavies#!) jest rysownikiem, który ma na swoim koncie narysowanie wielu stron z przygodami niemal wszystkich głównych postaci magazynów The Beano i The Dandy. Chętnie uczestniczy on w różnych imprezach komiksowych i, jak tego doświadczyłem, uwielbia gawędzić o komiksach. Zdaje się być kopalnią wiedzy o komiksach The Dandy i The Beano oraz o ich wielu twórcach. Ma też ciekawe spostrzeżenia odnośnie rynku komiksowego, fanów komiksu, itp., itd. Rozmawialiśmy bardzo długo. A to, w jaki sposób doszło do jego wrysowania się do mojego zeszytu z autografami, obaj będziemy przedstawiali swoim znajomym jako anegdotę samą w sobie.

Shakara!

Aby nikomu nie odebrać przyjemności z przeczytania tego komiksu, nie napiszę o nim wiele. W ten sposób uniknę spojlerowania, które w przypadku tej opowieści zabije cały suspense.

Historia rozpoczyna się zagładą współczesnej Ziemi (już na pierwszej stronie) oraz śmiercią ostatniego ziemianina (na trzeciej). To tyle, by zasugerować fakt, iż dzieje się ona współcześnie. W sumie, jest to nieistotne dla całości opowieści. Był to przejaw swoistego czarnego humoru, charakterystycznego dla wielu twórców współpracujących z brytyjskim magazynem „2000AD”. Pomijając ten epizod, opowieść toczy się w bliżej nieokreślonych przestrzeniach kosmosu zamieszkiwanych przez różnorodne, inteligentne rasy wykorzystujące wysoce zaawansowaną technologię. Główną postacią jest osobnik, który pojawia się w różnych miejscach kosmosu i dokonuje masakr określonych, najczęściej przedstawionych w negatywnym świetle ras. Nic o nim nie wiadomo, poza tym, że praktycznie jest niezniszczalny, włada technologią o olbrzymiej mocy bojowej i dla tylko sobie znanych powodów pała nienawiścią do zaatakowanych ras oraz do Hierarchii sprawującej władzę pośród niezliczonych, stowarzyszonych światów. Jedynym (do chwili, gdy autorzy ujawnią więcej) wytłumaczeniem motywów jego działania jest okrzyk „Shakara!”.

Robby Morrison (sc.) oraz Henry Flint (rys.) opowiedzieli tę historię na łamach brytyjskiego magazynu „2000AD”. Pierwszy epizod ukazał się w numerze 1273 w roku 2001. Następne, składające się na pięć części, były publikowane z przerwami w latach 2001-2002, 2005, 2008, 2009 i 2011. Ostatni wydrukowano w numerze 1727. Później, całość została zebrana w dwóch tomach opublikowanych przez wydawnictwo Rebellion.

Niech powyższe oraz przykładowe rysunki wystarczą za wytłumaczenie mojego zainteresowania tym komiksem.