Planet of The Damned

W maju roku 1978, w pierwszym numerze brytyjskiego magazynu komiksowego “Starlord” rozpoczęto publikację opowieści „Planeta Przeklętych”.

Tytułowa planeta jest miejscem, do którego z Ziemi, w różnych momentach w historii, poprzez występujący w Trójkącie Bermudzkim strumień energii łączący dwa światy, wciągnięte zostają statki lub samoloty wraz z ich załogami i pasażerami. Czytelnik trafia na tę planetę wraz z załogą i pasażerami transatlantyckiego liniowego Tri-Star Jeta. Szybko okazuje się, że planeta jest śmiertelną pułapką, w której wszystko jest agresywne. Rodzimi mieszkańcy, posiadający zdolność plucia silnym kwasem, nieustannie atakują ludzi. Jedne rośliny atakują by zabić, inne posiadają zdolność rozpoznawania potrzeb ludzi i naturalne dążenie do ich zaspokajania. Często jednak kończy się to śmiercią uszczęśliwianych ponad miarę ludzi. Z chmur pada deszcz w postaci żrących kwasów. Wyglądające na czyste zbiorniki wodne okazują się być magazynami trucizn lub kwasów. Agresywnie wyglądające zwierzęta są agresywne. Takimi są również te śliczniutkie i niewinnie wyglądające. A ludzie? No cóż, ludzie są ludźmi. Agresję mają wpisaną w swoją naturę. Wydaje się też, że ulegają oni wpływowi planety. W pobliżu łączącego dwa światy strumienia energii koczuje załoga niemieckiego U-bota, którego dowódca oszalał. Jest tam grupa amerykańskich pilotów wojskowych, którzy zwrócili się ku kanibalizmowi i uwielbiają torturować swoje ofiary. Jest też grupa ludzi, która znalazła schronienie w otoczeniu przyjaznych roślin, których wytresowanie wielu z nich przypłaciło życiem. Jedynym rozsądnym człowiekiem na planecie wydaje się być Flint, bosman angielskiego (oczywiście, przecież to angielski komiks dla angielskiej młodzieży) brygu, który został przez strumień energii wciągnięty do tego świata 150 lat przed pasażerami Tri-Star Jeta. To on samorzutnie podejmuje się opieki nad nowo przybyłymi.

Nie zdradzę nic więcej z fabuły tej krótkiej serii. Jej opowiedzenie zajęło autorom około 50 stron na łamach dziesięciu kolejnych numerów magazynu „Starlord”. Wydaje się, że z jakiegoś powodu zakończyli oni swoją opowieść wcześniej niż zamierzali. Wskazują na to jej trzy ostatnie strony z numeru 10-tego, gdzie historia galopuje ku finałowi.

Scenariusz tego komiksu napisał Pat Mills ukrywający się pod pseudonimem R.E.Wright. Stronę graficzną wspaniale zrealizowali Horacio Lalia, Jesus Suso Pena Rego i Alfonso Azpiri. Przy dającej się zauważyć w scenariuszu (przypadkowej?) wtórności ze wcześniejszymi pomysłami innych pisarzy (trylogia S-F „Planeta śmierci” Harrego Harrisona ?), to właśnie czarno-białe rysunki wykonane w stylu charakterystycznym dla tamtego czasu są tym, dla czego zdecydowałem się przypomnieć ten komiks.

„Poza horyzontem” – wystawa prac Wojciecha Siudmaka w Szczecinie

W czternastym numerze magazynu „Znakomiks” przedstawiliśmy obszerną informację o Światowym Projekcie Pokoju „Wieczna Miłość” pana Wojciecha Siudmaka, tj. o sekwencji działań artystycznych, kulturalnych i społecznych z udziałem przedstawicieli sztuki i nauki z wielu krajów świata, którego celem jest promowanie idei tolerancji, porozumienia, współpracy, solidarności i harmonii.

12 października 2016r. w Filharmonii im. Mieczysława Karłowicza w Szczecinie pan Siudmak osobiście wręczy ufundowaną przez siebie Nagrodę Pokoju, która od czterech lat jest istotną częścią jego Projektu.

W nawiązaniu do tego przyszłego wydarzenia, w Szczecinie zorganizowano plenerową wystawę pt. „Poza Horyzontem”. Można ja oglądać od 29 września 2016.

Więcej informacji na ten temat znajdziecie pod tym adresem: http://szczecinbiznes.pl/po-godzinach/Wystawa-prac-Wojciecha-Siudmaka-rozpoczela-sie-w-Szczecinie_4495

Zaszufladkowano do kategorii Newsy