The Deadly Hands of Kung Fu

07 lipca 2013 przedstawiłem w tym miejscu serię komiksową „The Hands of Shang-Chi, The Master of Kung Fu”.

Mój tekst zakończyłem wtedy informacją, iż przygody Shang-Chi, inne od tych z serii zeszytowej, stanowiły również istotny element zawartości czarno-białego miesięcznika “The Deadly Hands of Kung Fu” (33 zeszyty w latach 1974-1977) wydawanego przez Magazine Management Company należącą do Marvel Comics Group. Tym razem chciałbym zdjąć z półki właśnie ten magazyn. Okazją ku temu jest jeszcze ciepła publikacja „The Deadly Hands of Kung Fu Omnibus” vol. 1 zawierająca przedruk numerów 1-18 plus Deadly Hands of Kung Fu Special Album Edition oraz Deadliest Heroes of Kung Fu. Ten gruby wolumen (ca 2,5 kg, 1110 stron) został wydany w listopadzie 2016 przez Marvel Comics Group.

Zanim opiszę tę publikację, przypomnę kilka faktów, o których napisałem w lipcu 2013.

W połowie lat 70-tych XX wieku świat zachodni przeżywał fascynację kulturą Dalekiego Wschodu, w tym sztukami walki wywodzącymi się z Chin, Japonii, Filipin czy Tajlandii. Fascynacja ta dotarła również do Polski. Zaczęliśmy poznawać coś więcej niż popularne judo. Pierwszym filmem karate, jaki trafił do polskich kin był japoński „Cobra” z 1976 roku. Opowiadał on o japońskim inspektorze policji, ekspercie karate, walczącym z japońską mafią. O Bruce Lee usłyszałem rok wcześniej, kiedy to wpadło mi w ręce kilka numerów brytyjskiego magazynu „Kung-Fu Monthly”, od roku 1974 wydawanego przez Dennis Publishing w Londynie. Film „Wejście smoka” (1973) sprowadzono do polskich kin dopiero w roku 1982. Fabułę tego filmu zna już chyba każdy.

Tak połknąłem bakcyla sztuk walki. Rozwijające się zainteresowanie spowodowało, iż w roku 1979 bez większego namysłu skorzystałem z okazji i kupiłem kilkanaście numerów komiksu „The Hands of Shang-Chi, The Master of Kung Fu” wydawanego przez Marvel Comics Group. Do zakupu przekonały mnie tematyka, główna postać komiksu wzorowana na Bruce Lee oraz rysunki Paul’a Gulacy. Natomiast scenariusze Dough Moench’a spowodowały to, że na przestrzeni kilkunastu kolejnych lat skompletowałem całą serię wraz z Annual’em i zeszytami Gigant-Size.

Shang-Chi pojawił się w roku 1973, na fali wspomnianego wyżej zainteresowania kulturą Dalekiego Wschodu, w 15 i 16 numerze „Special Marvel Edition”. Autorem scenariusza był Steve Englehard a rysunki wykonał Jim Starlin. Od numeru 17 seria zmieniła tytuł na „The Hands of Shang-Chi, The Master of Kung Fu” i stała się sukcesem komercyjnym Marvel’a. Wspomniani przeze mnie Moench i Gulacy przejęli serię od numeru 22. Moench napisał scenariusze aż do zeszytu numer 122 włącznie. Wkrótce potem, numerem 125 zakończono serię (rok 1983). Rysownikami serii, oprócz Starlina i Gulacy’ego, byli Jim Craig, Keith Pollard, Mike Zek, William Johnson oraz Gene Day.

W tamtym czasie „łykaliśmy” każdą dostępną publikację na temat sztuk walki. Kto miał takie możliwości, to sprowadzał książki i magazyny z zagranicy. W wielu chłopięcych pokojach, i nie tylko, pojawiły się plakaty z Bruce Lee. W okresie bumu odtwarzaczy video, zaczęliśmy wymieniać się kopiami filmów „made in Hong Kong”. W klubach studenckich organizowane były pokazy takich filmów – mała salka wypełniona tłumem pasjonatów z oczami wlepionymi w mały ekran telewizora 🙂 . Zaczęły mnożyć się kluby karate i aikido, potem kung-fu, tai-chi i inne. Trenowaliśmy. Nawiązywaliśmy znajomości i przyjaźnie. Niezmiernie cenię sobie spotkanie z Danem Inosanto – mistrzem formy Karate z Okinawy, Judo, Jujutsu, Jeet Kune Do, brazylijskiego Jiu Jitsu, Muay Thai, Silat, filipińskich sztuk walki, w tym Eskrima, który był przyjacielem Bruce Lee i jest propagatorem jego formy Jeet Kune Do, i który w filmie „Game of Death” zagrał jednego z jego przeciwników.

Dokładnie nie pamiętam kiedy, ale na przełomie lat 80-tych i 90-tych XX wieku zdobyłem kilka numerów „The Deadly Hands of Kung Fu”. Zawierały one czarno-białe komiksy o tytułowej tematyce, ale również… No właśnie. Około połowy zawartości magazynu wypełniały artykuły na temat sztuk walki – opisy form i technik walki, informacje o mistrzach i instruktorach, wywiady z nimi, opisy i recenzje filmów, informacje o aktorach i wywiady z nimi. Z tego względu, w tamtym czasie – prawdziwe cudeńko. Teraz wiem to, że taka zawartość magazynu wynikała z faktu, iż wydawca nie miał zbyt wiele gotowego materiału komiksowego, którym mógłby zapełnić cały magazyn. Jednak głód wiedzy o szeroko pojętych sztukach walki był tak duży, że czytelnikom taka formuła magazynu w pełni odpowiadała.

Serie komiksowe, które były publikowane w magazynie to: Shang Chi Master of Kung Fu, Iron Fist, The White Tiger, The Sons of the Tiger, Daughters of the Dragon.

Ich twórcami byli … Ułatwię sobie zadanie. Ponieważ wszyscy z autorów zasługują na wymienienie, i ponieważ byli to jedni z najlepszych twórców (scenarzyści i rysownicy) komiksu amerykańskiego tamtych lat przedstawiam ich na załączonym zdjęciu ze spisem autorów DHKF Omnibus vol. 1.

W „The Deadly Hands of Kung Fu Omnibus” vol. 1 reprodukowane są pełne wydania magazynu, tj. ich kolorowe okładki oraz cała czarno-biała zawartość (komiksy, publicystyka, reklamy). Biorąc pod uwagę trudność w zdobywaniu oryginalnych egzemplarzy tego magazynu oraz ich obecne, nie małe aukcyjne ceny, ten, wydawałoby się drogi wolumin jest bardzo dobrą opcją dla pragnących skolekcjonować całą serię. Drugi wolumin jest w przygotowaniu. Ja już odkładam oszczędności na jego zakup.