Porwanie czarnoksiężnika

Tym razem przedstawiam przykład tego, w jaki sposób można promować własną literaturę oraz język.

Za czasów istnienia Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich, tamtejsze władze wkładały dużo wysiłku w promowanie kultury radzieckiej.
Przykładem takiego działania jest seria publikacji komiksowych „Detektywistyka, fantastyka, przygody”. W numerze 1-szym przedstawiono dwa opowiadania Kiryła Bułyczowa „Porwanie czarnoksiężnika” oraz „Wybór”. Przedstawiono je w formie komiksu narysowanego przez A.W.Wasiliewa.

Wydawcą tej książeczki było Wydawnictwo „Język Rosyjski”. Ja posiadam wersję z roku 1989 adresowaną do czytelników polskich. Jest to bowiem „książka do czytania ze słowniczkiem rosyjsko-polskim” dla „znających język rosyjski lub się go uczących i znających do 1500 słów rosyjskich”.

Einstein dla początkujących

W roku 1989 Wydawnictwo „Alfa” opublikowało książkę „Einstein dla początkujących”.
Musiała znaleźć się w mojej kolekcji komiksów, ponieważ była to „książka, jakiej jeszcze w Polsce nie było!”
A zresztą …, przeczytajcie sami informację wydawcy zamieszczoną na ostatniej stronie okładki.

Autorami książki są Joseph Schwartz (tekst) i Michael McGuiness (rysunki).

Jason Kriter Toyboy

Jason Kriter jest synem najbogatszego człowieka w Stanach Zjednoczonych Ameryki. Jego ojciec, który, posiadając liczne fabryki i wykorzystując najnowsze technologie, produkuje broń oraz wyposażenie dla programów kosmicznych, zarabia miliony. Nie ma pewności, czy wszystko to, co robi jest zgodne z prawem. Lawrence Kriter jest, na pewno, kochającym ojcem. Zapewnia swojemu jedynakowi każdą rzecz, którą można kupić, od lekcji sztuk walki, licznych zajęć sportowych, poprzez najlepsze szkoły, naukę wielu języków, limuzynę i osobistego szofera do milionów dolarów, które Jason wydaje na materiały i komponenty niezbędne do montowania jego … zabawek, które sam projektuje.

Jason Kriter ma dwanaście lat i tworzy zabawki, których nie powstydziliby się, a nawet mogliby pozazdrościć, dorośli konstruktorzy. Zabawki te wykorzystał do powstrzymania czarnorynkowej transakcji sprzedaży wysoko zaawansowanej broni, do powstrzymania szaleńca (który okazał się być robotem) przed wykorzystaniem do aktów terrorystycznych kosmicznej technologii wytworzonej w jednej z fabryk ojca Jasona, a nawet do cofnięcia anomalii czasoprzestrzennej, nota bene zapoczątkowanej jego własnym „niewinnym” eksperymentem z dziedziny teleportacji. Jason Kriter jest Toyboy’em.

Postać Toyboy’a oraz zarys historii wymyślił Neal Adams. Narysował on, wraz z Winn Mortimerem, pierwszy zeszyt serii. Kolejnymi twórcami był scenarzysta Cary Bates oraz graficy Trevor Von Eedan i Michael Golden.

Wydawcą serii było założone w roku 1984 przez Neala Adamsa Continuity Publishing Inc. Przy czym, podobnie jak miało to miejsce z innymi seriami tego wydawnictwa, czytelnicy zostali wystawieni na poważną próbę cierpliwości. W tym wypadku, siedem zeszytów serii ukazało się na przestrzeni czasu od października 1986 do marca 1989.

Hardcase

Komiks ten kupiłem … tylko i wyłącznie … dla okładki.

W latach 90-tych XX wieku amerykańscy wydawcy komiksów zaczęli prześcigać się w „ulepszonych” okładkach. Stosowano je szczególnie dla rocznicowych numerów „zeszytówek”, dla numerów specjalnych lub dla pierwszych numerów nowych serii. Ulepszeniami były: pozłacany lub posrebrzany druk, tłoczenia, nadruki pryzmowe, tusz imitujący krew, wcięcia i wycięcia, trójwymiarowe kadry czy hologramy.

Na początku lat 90-tych wydawca Malibu Comics Entertainment Inc. rozpoczął publikację kilku serii komiksowych, które stanowiły elementy tworzonego przez wydawcę Ultraversum. Do mojej kolekcji trafiły jedynie pojedyncze egzemplarze. Każdy z nich jako ciekawostka wydawnicza. Głównie ze względu na ich okładki.
W roku 1993 ukazał się pierwszy numer serii, której bohaterem był Hardcase. Wybaczcie, ale nie napiszę Wam nic o tym bohaterze. Komiks kupiłem tylko i wyłącznie dla hologramu, którym była cała pierwsza strona okładki.

Dla porządku: postać stworzył i scenariusz napisał James Hudnall, wygląd postaci zaprojektował Dave Gibbons, a rysownikiem był Jim Callahan.

Forever Warriors

Kolejny komiks, który kupiłem ze względu na jego autorów.
Są nimi, rysownik Rich Buckler oraz scenarzysta Roy Thomas należą do grona najlepszych amerykańskich twórców komiksów drugiej połowy zeszłego wieku. Przyczynili się do powstania wielu serii oraz współuczestniczyli w tworzeniu jeszcze większej liczby innych. Wiele z nich znajduje się w mojej kolekcji. Ale, nie będę się o tych panach rozpisywał. Zamiast tego, załączę skany stron z wystawionymi im laurkami zamieszczonymi we właśnie zdjętej z półki publikacji.

Dodatkowym impulsem do kupna tego egzemplarza było to, iż autorzy wskazali na inspirację twórczością Jacka ‘Króla’ Kirby.
Rzeczywiście, jego ducha można dostrzec nie tylko w tytule, ale również na każdej ze stron komiksu. Widać to, tak od strony scenariusza, jak i od strony graficznej.

Jest to pierwszy i jedyny numer „serii” Forever Warriors wydany w roku 1997 przez CDF Productions.

A opowiadana historia? No cóż, epizod ten mógłby stanowić niezły fragment wielu innych serii z ich odpowiednimi głównymi bohaterami. Zły Wizard of Odd niszczy planetę za planetą. Przeciwstawia mu się grupa Sojourners (Wędrowcy?), z których najpotężniejszym jest Godwolf. Jest też obco wyglądający obcy oraz księżniczka, którą Czarodziej zamierza złożyć w ofierze (komu? po co?).
Jest to przykład jednego z niemających kontynuacji epizodów w twórczości autorów, pragnących przedstawić coś własnego przy jednoczesnym zachowaniu praw autorskich. Może właśnie dlatego, dla mnie, jest to pozycja ciekawa i warta pozostawienia w kolekcji.

Buty

Komiks, który dzisiaj zdjąłem z półki, zwrócił moją uwagę, nie tyle treścią co, przede wszystkim, formą artystyczną i edytorską.

Odkąd zobaczyłem pierwsze prace Aleksandry Spanowicz, głównie w antologii „Czas Komiksu” oraz w kilku zinach/magazynach, jestem jej fanem. Dlatego też w ciemno nabywam każdy dostępny komiks w jej wykonaniu.

Komiks „Buty” stworzony we współpracy z Jerzym Szyłakiem (napisał tekst), stanowi znaczący element mojej kolekcji prac Oli.

Odnośnie strony artystycznej, to znalazłem taką oto wypowiedź artystki:
Mój komiks „Buty” jest inspirowany opowiadaniem Leśmiana „Jan Tajemnik”, ale nie jest jego przekładem na obraz. Zależało mi jednak na oddaniu specyficznej, trochę ludowej, nieco prymitywnej atmosfery. Przecież całość opiera się na starej wiejskiej przypowieści.
Tak jak kontrast dobra i zła, miały tu „przepychać się” wizualne i malarskie wirtuozerstwo z przesadną czasem prostotą formy i prymitywizmem.
Czy mi się to udało? Nie wiem. 😉
”.
Udało się.

Edytorsko, publikacja została dopieszczona przez wydawcę timof i cisi wspólnicy. W roku 2007 to było na prawdę coś wyjątkowego.

Tarzan

Postać Tarzana poznałem w drugiej połowie lat 60-tych XX wieku za sprawą komiksów, które „wyciekały” z drukarni w Szczecinie. Były one drukowane na zamówienie wydawców z Danii, Szwecji, Niemiec i Holandii.
Były to przedruki amerykańskiej serii wydawanej przez Dell Publishing, a następnie przez Gold Key.

Będąc w pierwszej klasie szkoły podstawowej, wiedzieliśmy już, że wymowa „ż” i „rz” jest taka sama, to znaczy „ʒ”. Dlatego też zbieraliśmy i wymienialiśmy się zeszytami komiksowymi z Taʒanem. Dopiero emisja w telewizji filmów z Johnnym Weissmullerem w roli głównej uświadomiła nam ośmio-dziewięciolatkom, iż naszym ulubionym komiksowym bohaterem był Tarzan (tar-zan).

Tarzan, stworzony przez pisarza Edgara Rice’a Burroughsa, jest postacią ikoniczną. Dlatego nie będę go tutaj przedstawiał. Zakładam, iż niemal każdy zna historię lorda Claytona, króla dżungli, którego od niemowlęcia wychowało stado afrykańskich goryli.

Komiksy z przygodami Tarzana ukazywały i nadal ukazują się niemal w każdym kraju na Świecie. Jest to szeroka gama interpretacji powieści Burroughsa, form publikacji (komiks prasowy, serie zeszytowe, magazyny komiksowe, albumy), lepszych i gorszych scenariuszy oraz rysunków.

W ciągu wielu lat zbierania komiksów, przez moje ręce przewinęła się olbrzymia liczba komiksowych publikacji z tym bohaterem oraz z jego synem Korakiem. Wiele z nich pozostało w mojej kolekcji. Powracam do nich z sentymentem.

Wśród moich ulubionych twórców komiksów, którzy podjęli się interpretacji postaci i przygód Tarzana są: Gaylord DuBois, Hal Foster, Burne Hogarth, Joe Kubert, Jesse Marsh, Russ Manning, John Buscema.

The Light and Darkness War

Album, w którym zebrano całą, sześcioczęściową mini serię „The Light and Darkness War” kupiłem w ciemno, kierując się nazwiskami autorów. Są nimi scenarzysta Tom Veitch oraz rysownik Cam Kennedy.
Serię opublikowało Epic Comics w roku 1988. Mój album, zawierający kilka dodatków (przedmowa emerytowanego dowódcy marynarki wojennej Stanów Zjednoczonych i pilota śmigłowca Mike’a Beidlera; trochę informacji o powstaniu komiksu ze strony Toma Veitcha; esej Stephena R. Bissette; oraz wiele szkiców Cama Kennedy) to pyblikacja Titan Books z roku 2015.

Bohaterem komiksu jest weteran wojny w Wietnamie, Lazarus Jones. Podczas jednej z akcji, helikopter, którym leciał oddział Jones’a został zestrzelony. Zginęło czterech jego towarzyszy broni, a sam Jones został ciężko ranny, tracąc obie nogi. Rozpamiętując to wydarzenie i żałując, że nie zginął razem ze swoimi przyjaciółmi, zwrócił się ku alkoholowi i narkotykom. Gdy pewnego dnia uległ wypadkowi samochodowemu, popadł w śpiączkę. Nieobecny dla tego świata, przeniósł się do innego wymiaru. Tam spotkał swoich nieżyjących przyjaciół, którzy w tym innym świecie również byli żołnierzami. Światem, do którego trafił, jest Galaktyka Światła, w której od dziesięciu tysięcy lat trwa wojna z Zewnętrzną Ciemnością, której fizyczną reprezentację stanowi Lord Na i jego legiony „przymartwych”. Jones przyłączył się do swoich przyjaciół w tej walce.

Autorzy komiksu wykorzystali mitologie, w których polegli w walce wojownicy udają się do innego świata by tam walkę kontynuować. Sprawnie wpletli w fabułę takie postaci jak Leonardo da Vinci (twórca broni oraz latających, kamiennych okrętów armii Światła) oraz Nikola Tesla (również twórca broni), a którego bratanek przyczyni się do chwilowego otwarcia bramy pomiędzy Ziemią a Galaktyką Światła.
Napisanie czegokolwiek więcej byłoby już spojlerowaniem.

The Werewolf by Night

Dzisiaj zdjąłem z półki serię, zapał do zbierania której pojawiał się u mnie i znikał.
Jest to „The Werewolf by Night” wydawany w latach 70-tych XX wieku przez Marvel Comics Group.

Pierwszym zeszytem jaki kupiłem był numer 32 datowany na sierpień roku 1975.
Związane z tym zakupem zdarzenie pamiętam do dzisiaj. Komiks kupiłem w roku 1975 będąc na wakacjach w Szkocji. Wracając włożyłem go do bagażu podręcznego. Podczas kontroli bagażu przed wejściem do samolotu, kontrolujący urzędnik wyjął go, przejrzał i włożył z powrotem do torby … wcześniej złożywszy go w pół 🙁 Do dzisiaj mam ten zeszyt ze zniszczoną okładką.

Dlaczego tak to rozpamiętuję. Otóż, w zeszycie tym po raz pierwszy w historii Universum Marvela pojawił się Moon Knight. Z tego właśnie powodu, jeżeli wierzyć wycenom komiksów w sklepie Mile High Comics, na rynku amerykańskim ten zeszyt w kondycji „fine” jest dzisiaj warty 3.443,- USD. Stopień niżej, „very good” – prawdopodobnie w takim stanie dochowałby się w mojej kolekcji do dzisiaj, gdybym mając naście lat myślał o czymś takim jak kolekcjonerska wartość komiksów – wyceniany jest na 2.448,- USD. Niestety, zgięcie okładki kwalifikuje go o jeszcze jeden stopień niżej, czyli jako „good” za jedyne 🙂 1.224,- USD.

Mając ten numer, zacząłem poszukiwać wcześniejszych, a następnie kolejnych. Zdobywałem je ze zmiennym szczęściem oraz ze zmiennym zapałem. Seria ta była najciekawsza na początku. Wtedy, w oparciu o zarys historii Roya Thomasa, tworzyli ją scenarzyści Gerry Conway, Len Wein i Marv Wolfman oraz rysownicy Mike Ploog, Tom Sutton i Gil Kane. Spadek jakości nastąpił w chwili, gdy jej kontynuacji podjęli się Dough Moench (sc.) oraz Don Perlin (rys.). Po przeczytaniu pierwszych, zeszytów ich autorstwa w zasadzie nie poszukiwałem. Ostatecznie, kupiłem je wszystkie aż do ostatniego 43-go numeru serii, wygrzebując je w cenie kilkudziesięciu pensów sztuka z kartonów z przecenami. Warto było, chociażby dlatego, że wspomniany wyżej sklep Mile High Comics, dzisiaj wycenia je w granicach 8,- USD za każdy w stanie „good”.

Werewolf by Night (Wilkołak nocą) pojawił się po raz pierwszy w 2-gim numerze Marvel Spotlight w roku 1972.

Zdobywszy duże zainteresowanie czytelników, po 4-tym numerze Marvel Spolight, ten antybohater przeniósł się do swojej własnej serii oraz do serii towarzyszącej „Giant-Size Werewolf”.

Tytułowym wilkołakiem jest Jack Russell, potomek mistycznie zmienionej grupy ludzi znanej jako Likantropy. Po osiągnięciu wieku osiemnastu lat, w każdą noc pełni księżyca oraz w sąsiadujące dwie noce przemienia się w wilkołaka. W takiej postaci traci ludzki intelekt i w momencie powrotu do ludzkiej postaci nie pamięta nic z nocnych wydarzeń. Będąc wilkołakiem, Jack posiada nadludzką siłę, szybkość, wytrzymałość, zwinność i refleks. Ma zwierzęcy zmysł węchu. Jego ostre jak brzytwa zęby i pazury potrafią rozerwać nawet lekkie metale. Jest odporny na wiele form konwencjonalnych obrażeń i praktycznie niemożliwy do zabicia. Mimo tego, że może zostać poważnie ranny, odzyskuje zdrowie znacznie szybciej niż człowiek. Jest podatny na magiczne ataki i, jak wszystkie nadprzyrodzone stworzenia, może zostać raniony lub zabity bronią wykonaną ze srebra, ze względu na jego nieodłączną mistyczną „czystość”.

Na stronach serii, Wilkołak walczył z wieloma przeciwnikami, z których wielu chciało wykorzystać go dla swoich niecnych celów. Tak zaprezentowano takie postaci jak Hangman, Taboo, Dr. Glitternigh, Topaz, Morbius, Monster of Frankenstein czy (oczywiście) Moon Knight. Z innych, znanych serii gościnie pojawili się Dracula oraz (w trzech ostatnich numerach serii) Iron-Man.

Animal Mystic

Na przełomie lat 80-tych i 90-tych XX wieku, w USA drukowanie komiksów było niemal równoznaczne z drukowaniem pieniędzy. Popyt był ogromny. Wtedy też znacząco rozrósł się rynek wydawnictw niskonakładowych (small press). Powstawały nowe wydawnictwa, które publikowały nowe tytuły, w tym nieznanych do tamtej pory twórców. Wiele z tych tytułów stało się kultowymi, a ich popularność nie przemija do dnia dzisiejszego. Niektóre, po latach, doczekały się adaptacji filmowych. Inne, osiągające wtedy kosmiczne ceny na rynkach wtórnych, dzisiaj można kupić w przystępnej cenie (chociaż „przystępna cena” jest pojęciem subiektywnym 😉 ), a jeszcze inne za grosze.

W tamtym czasie kupowałem wiele amerykańskich tytułów wydawnictw niskonakładowych. Głównie ze względu na tematykę inną od superhero lub inne do niej podejście. Również dlatego, że w wielu przypadkach ich strona graficzna – czasami nowatorska, choć nie zawsze perfekcyjna – odbiegała od mainstreamowej sztampy.

Serią, która cieszyła się wysoką popularnością, i która osiągała wysokie ceny na rynkach wtórnych, była „Animal Mystic”. Jej twórcą był Dark One (Greg Williams). Pierwszy zeszyt został wydany w roku 1993 przez Cry For Dawn. Wkrótce po tym, przejął ją Syrius Entertainment.

Tytułową bohaterką komiksu jest Nikki Ranoakke – kalifornijska studentka archeologii, mistrzyni sztuk walki, bezwzględna w walce o ochronę środowiska naturalnego, dysponująca ogromnym spadkiem po nieżyjącym ojcu.
Po wyjeździe do Ameryki Południowej, gdzie zamierzała uporządkować sprawy firmy wykorzystującej finanse jej nieżyjącego ojca dla prywatnych celów jej zarządcy, trafia do dżungli, gdzie spotyka plemię Amazonek i zostaje ich królową o imieniu Jatarri. Jej towarzyszem staje się olbrzymi, biały tygrys, któremu nadała imię Mingus. Za sprawą, przypominającego złotą rybkę, stworzenia Mota zamieszkującego (uwięzionego?) w Hydromydzie przemieszcza się w przestrzeni kosmicznej. Pierwszym miejscem jest planeta Praktill, gdzie wraz z centaurem o imieniu Klor wybawia planetę z plagi stworzeń nazywanych spigmodites. Po chwilowym powrocie do Amazonii i ostatecznym załatwieniu spraw z nieuczciwym zarządcą majątku ojca, Jatarri przenosi się, ponownie za sprawą mistycznego Mota, w kosmos, na wodną planetę Antakia, gdzie zostaje uwikłana w konflikt pomiędzy podwodnym miastem Marinopolis a dyktatorem, lordem Multa. Tam także dowiaduję się prawdy o swoim pochodzeniu i źródle jej niezwykłych zdolności (np. komunikowania się ze wszelkimi stworzeniami).

Pierwotnie publikowana w zeszytach, seria została zebrana w dwóch tomach „Animal Mystic” i „Animal Mystic: Water Wars”.

Klor doczekał się własnej mini serii.

Serie te zainteresowały mnie jako niewymagające, momentami ciekawie namalowane czytadełka.