Nieuchwytni mściciele

Po raz pierwszy tekst zamieszczono na stronie 07 marca 2017.

„W październiku 1917 roku, pod przewodnictwem Komunistów-Leninistów, masy pracujące Rosji osiągnęły wielkie zwycięstwo rewolucyjne. Obaliły klasy wyzyskiwaczy i ustanowiły pierwszy na świecie kraj rządzony przez robotników i chłopów, gdzie wszyscy ludzie są równi a wszystkie fabryki, firmy i ziemia należy do tych, którzy tam pracują. To był ponury i ciężki okres, podczas którego formowało się państwo, które dzisiaj znane jest jako potężny i miłujący pokój Związek Radziecki.

Nie mogąc zaakceptować siły narodu, która pozbawiła ich zagrabionych bogactw, poprzedni właściciele ziemscy i kapitaliści wzniecili wojnę domową. Tworząc tak zwaną Białą Gwardię przeciwnicy rewolucji wystąpili o pomoc zagranicznych interwencjonistów. Aby obronić osiągnięcia rewolucji, naród stworzył własną Armię Czerwoną.

Liczne bandy pustoszyły południowe stepy pozostawiając za sobą wypalone zgliszcza. Terroryzowały one pokojowo nastawioną ludność i okrutnie mścili się na Komunistach i ich sympatykach. W końcu, cierpliwość narodu wyczerpała się i powstał on przeciwko bandytom. Do walki włączyli się zarówno dorośli jak i dzieci.

Grupa nastolatków – Danko, jego siostra Ksania, Walery naukowiec i Cygan Jaszko – znana jako „nieuchwytni mściciele” utrzymywała w ciągłym strachu bandytów zgromadzonych wokół kozackiego atamana Burnasza. Sama wzmianka o „nieuchwytnych mścicielach” wzbudzała panikę w ich szeregach. W czasie walki, która rozpoczęła się po tym, jak jeden z ludzi Burnasza zamordował ojca Danki i Ksany, który był inicjatorem nowych praw w ich rodzimej wiosce, czworo młodych ludzi dokonywało wspaniałych czynów odwagi.”

Zacytowany wyżej tekst pochodzi ze wstępu do komiksu pod tytułem „Nieuchwytni Mściciele” wydanego w 1986 roku przez Novosti Press Agency Publishing House. W roku 1988 została opublikowana druga część pod tytułem „Nieuchwytni Mściciele na tyłach wroga”.

Komiksy są adaptacją filmów kinowych o grupie młodych ludzi walczących z kontrrewolucjonistami. Ich akcja rozgrywa się na początku 1920 roku, w czasie wojny domowej, na obszarach południowej Ukrainy.

Po radzieckim kinowym sukcesie westernu „Siedmiu wspaniałych” z 1960 roku, który zaraz został wycofany z dystrybucji, władze zdecydowały się na przeciwstawienie zachodniej twórczości, własnych „poprawnych” dzieł o podobnym charakterze i oddziaływaniu na publiczność. Odpowiednie dyrektywy zostały skierowane do twórców. Swego czasu, sowiecką odpowiedzią na amerykańskie westerny był film „Czerwone diablęta” z 1924 roku. Zdecydowano się na ponowne jego nakręcenie. Reżyserem nowej wersji, pod zmienionym tytułem „Nieuchwytni Mściciele”, był Edmond Keosajan. Film powstał w 1966 roku i stał się dużym sukcesem w Związku Radzieckim. Dlatego Keosajan nakręcił jeszcze dwa filmy z tymi samymi bohaterami – „Nowe przygody nieuchwytnych mścicieli” (1968) i „Korona carów rosyjskich” (1971).

Filmy zostały wyeksportowane do wszystkich krajów bloku komunistycznego. W latach 70-tych i 80-tych XX wieku, filmy te były kilkakrotnie emitowane w polskiej telewizji. Pomijając kwestie ideologiczne i propagandowe, pamiętam je jako wciągające filmy przygodowe – bystrzy i przebiegli młodzi ludzie, podli i w wielu przypadkach głupi „Biali”, sceny walk, strzelaniny, pościgi konne.

Wracając do komiksu. Jest to radziecki produkt eksportowy. Został wydany w języku angielskim. Autorem scenariusza i tekstów jest Sofia Iliniczna Ilina a rysunki wykonał Borys Fedjuszkin. Jest to zgrabna adaptacja filmów. Jednak to, co najbardziej skłoniło mnie do nabycia tych woluminów to rysunki Fedjuszkina. Zobaczcie sami.

Ps. Prawdopodobnie wydano adaptacje wszystkich trzech filmów. Ja zdołałem zdobyć jedynie pierwsze dwie.

Barbarella

Po raz pierwszy tekst zamieszczono na stronie 03 marca 2017.

Miałem naście lat (koniec podstawówki/początek liceum), kiedy na początku lat siedemdziesiątych XX wieku w polskiej telewizji wyemitowano film „Barbarella – królowa galaktyki” w reżyserii Rogera Vadima, z Jane Fonda w roli głównej.

W roku 40.000, przebywająca w podróży międzyplanetarnej astronawigator Barbarella otrzymuje polecenie od prezydenta Ziemi, by powstrzymać działania naukowca Duranda Duranda, który skonstruował broń pozytronową, za pomocą której zamierza sterroryzować Wszechświat. Poszukując naukowca, Barbarella trafia do systemu Tau Ceti, na planetę, na której przeżywa wiele przygód: spotkanie z sadystycznymi dziećmi i ich krwiożerczymi lalkami; spotkanie z łowcą, dzięki któremu poznaje naturalny, w przeciwieństwie do futurystycznego (patrz załączony kadr z filmu) sposób uprawiania seksu; pobyt w mieście rozpusty i dekadencji rządzonym przez despotyczną Czarną Królową; nieskuteczne seks-tortury za pomocą maszyny generującej impulsy rozkoszy, kiedy to zamiast umrzeć z rozkoszy doprowadza do przepalenia się maszyny; sprzymierzenie się z buntownikami toczącymi walkę przeciwko Czarnej Królowej i jej konsjerżowi, który okazuje się być Durandem Durandem; happy end.

Film powstał w roku 1968. Opinie o nim reprezentują całe spektrum od „dna”, kiczu, poprzez „oglądadło”, do filmu kultowego. Wszystko zależy od perspektywy (w tym perspektywy czasu), z jakiej jest on oceniany. Nie zamierzam polemizować z żadną z opinii, ani też wystawiać własnej.

Kostiumy i scenografia oraz efekty specjalne były, jak na czas ich powstania, zdecydowanie sci-fi i zdecydowanie przemawiały do wyobraźni oraz, jak później przekonałem się, dobrze transponowały do filmu zawartość komiksu. Przy czym, dialogi oraz kilka humorystycznych scen zdecydowanie podkreśliły komiksowość filmu. W latach 60-tych i pierwszej połowie 70-tych XX wieku filmy sci-fi lub fantasy nie pojawiały się w polskich kinach lub TV zbyt często. Stąd, w tamtym czasie, film ten zdecydowanie podobał się miłośnikom sci-fi i nie tylko im (hmm…Jane Fonda w otwierającej film scenie de facto będącej striptizem).

Fabuła filmu została oparta o komiks Jean-Claude’a Foresta. W 1962 roku stworzył on postać Barbarelli na potrzeby francuskiego magazynu „V Magazine”. Pojawiająca się tam w odcinkach historia została później wydana w albumie zbierającym wszystkie opublikowane części. Pomimo tego, że pojawiające się w komiksie nagość głównej bohaterki oraz sceny erotyczne przedstawione zostały w sposób daleki od dosadności (pornografii), komiks wywołał skandal. W USA został on uznany za pierwszy (chociaż niesłusznie za pierwszy) komiks „dla dorosłych”.

Film Rogera Vadima nie stanowi pełnej ekranizacji komiksu. Wykorzystuje główny wątek pierwszego epizodu zatytułowanego „Barbarella” oraz przedstawia kilka z zawartych w nim scen. Drugi epizod zatytułowany „The Wrath of The Minute Eater” opublikowany został jedynie w formie komiksu.

Wiele lat po obejrzeniu filmu udało mi się zdobyć francuskojęzyczne wydanie tego kultowego komiksu, a nieco później jego amerykańską wersję. Nie wiem czy to upływ czasu, czy liczba przeczytanych w międzyczasie rozmaitych komiksów spowodowały to, iż ta długo oczekiwana lektura skończyła się tym, że uznając komiks za kultowy, to mimo wszystko w chwilach nostalgii z półki chętniej będę zdejmował film niż komiks. Wydaje się, że filmowa Barbarella (hmm…Jane Fonda) wywarła większe wrażenie na nastolatku, niż komiks na dorosłym fanie komiksu.

Battle For A Three Dimensional World

Po raz pierwszy tekst zamieszczono na stronie 23 lutego 2017.

Będąc fanem komiksów tworzonych przez Jack’a Kirby nie mogłem przejść obok tego komiksu obojętnie. Oczywiście znalazł się w mojej kolekcji.

„Battle For A Three Dimensional World” jest komiksem 3D. Został on wydany w roku 1982 przez 3D Video Corporation. Scenariusz napisał Ray Zone a graficznie zrealizował go Jack „King” Kirby. Konwersji na komiks 3D dokonali Tony Alderson, Timothy Cardinale i Steve Aubrey.

W konwencji komiksu super bohaterskiego opowiedziana została historia tworzenia obrazów trójwymiarowych. Od malarstwa, rysunku, poprzez fotografię, przeźrocza, slajdy, film kinowy do telewizji.

Wieki temu, na planecie Stereops rodzi się chłopiec, któremu rodzice nadają imię Stereon. Wyposażony w kosmiczne okulary wytworzone z wykorzystaniem czerwonego i niebieskiego światła bliźniaczych słońc Stereopsa, dorosły Stereon staje się panem czasu i przestrzeni. Przemierza czas i przestrzeń niwecząc działania czarownicy Circe władczyni Planety 2D. Jej celem jest zniszczenie wszelkich form 3D, w tym tych powstających na planecie Ziemia. Wysyła ona oddziały „płaskaczy” (ang. – flatties) w te miejsca czasu i przestrzeni, gdzie Ziemianie tworzą wynalazki w zakresie obrazu trójwymiarowego. Płaskacze mają za zadanie zniweczyć prace Ziemian. Na szczęście, ich wszystkie ataki zostają przewidziane przez telepatkę z planety Stereops, która informuje Streona o tym, gdzie i kiedy musi się on pojawić by powstrzymać płaskaczy.

W ten sposób czytelnik dowiaduje się o pomysłach Leonarda da Vinci, o skonstruowaniu stereoskopu przez Charlesa Wheatstone (1838), o dwukolorowych okularach i anaglifach Ducosa du Haurona, o stereo widokówkach (1851), o filtrach polaryzujących Edwina Landa (pierwszy kolorowy film pokazany na Światowych Targach w Nowym Yorku 1939), o dwusoczewkowych kamerach filmowych Billego Bitzera, o aparacie fotograficznym 3D Setona Rochwite, o producencie filmowym Arch’u Oboler, który nakręcił pierwszy kinowy film 3D „Bwana Devil” (1952) tym samym rozpoczynając kinowy boom 3D (1953-1954), o wynalazku telewizji 3D (1980) Jamesa Butterfielda, Stantona Algera i Daniela Symmesa.

Jednym słowem, komiks edukacyjny o walorach artystycznych docenianych głównie przez fanów twórczości Jack’a Kirby.

Ivan Bilibin

Tekst po raz pierwszy zamieszczono na stronie 23 stycznia 2017

Świat sztuki jest przepastnie wielki. Dotyczy to pojęcia sztuki jako takiej, ale również każdego z jej przejawów z osobna, od rysunku, malarstwa, przez rzeźbę, architekturę, przez fotografikę, film, przez muzykę, słowo pisane do tańca, teatru, do … .

W naszych zainteresowaniach sztuką często ograniczamy się do penetrowania wąskiego obszaru, którego granice wyznaczają nam media (w tym prezentowane w nich reklamy) oraz wszelkiej maści recenzenci i krytycy. Zdarza się tak, że jedynym kryterium naszego wyboru są najczęściej subiektywne opinie i „polecanki” oraz powielane przekazy, np. marnej jakości piosenka do znudzenia „puszczana” w radio, która staje się naszym ulubionym przebojem.

Dobrze jest wyjrzeć dalej, poza wspomniany wyżej, ograniczony obszar. Dzięki temu na pewno poznamy więcej ciekawych i wspaniałych rzeczy. Przy tym możemy mieć pewność tego, że nawet wtedy o wielu podobnie ciekawych i wspaniałych rzeczach nigdy się nie dowiemy.

Sztuki plastyczne a wśród nich rysunek, malarstwo oraz kaligrafia stanowią podstawowe elementy składowe komiksu. Bez nich komiks pozostałby książką. Wychodząc poza wspomniany wyżej, ograniczony obszar i poznając nowe rzeczy, zdarza mi się zastanawiać, co by było, gdyby dany malarz lub ilustrator zainteresował się tworzeniem komiksu.

Jednym z artystów, wobec którego wystosowałem takie pytanie jest Ivan Bilibin (1876-1942).

Ten rosyjski artysta urodził się w Sankt Petersburgu. Od dziecka inspirowały go rosyjskie baśnie i opowieści ludowe. Zakochał się też w bezkresnych pejzażach rosyjskich, które odtwarzał w swoich obrazach i rysunkach. Nie kopiował ich jednak wprost, ale modyfikował je tak, by odpowiadały aktualnym trendom artystycznym, ale również i jego własnej osobowości. Jego styl zainspirowały secesja i art nouveau, które w wielu krajach zdobyły olbrzymią popularność, a które wyrosły z potrzeby przedstawiania romantycznych i fantastycznych obrazów, czego wcześniejsze, artystyczne środki wyrazu nie umożliwiały w pełni. Na przełomie wieków XIX i XX, akwarele Bilibina zwróciły uwagę rosyjskiego Departamentu Produkcji Dokumentów Narodowych, który zlecił mu wykonanie ilustracji do serii książek z baśniami. Były to, między innymi: „Ognisty ptak i szary wilk” (1899), „Maria Morewna” (1900), „Piękna Wasylisa” (1900), „Siostra Aljonuszka i brat Iwanuszka” (1901), „Biała kaczka” (1902). Później, w latach 30-tych XX wieku ilustrował rosyjskie oraz dalekowschodnie baśnie wydawane przez paryskie wydawnictwo. Były to, na przykład, „Dziadek Mróz” (1932) oraz „Pieśń o carze Iwanie Wasylewiczu, jego młodym opryczniku i dzielnym kupcu Kałasznikowie” (1938).

Wykonując te zlecenia, Bilibin przedstawiał bohaterów opowieści w otoczeniu lasów, gór i rzek Starej Rosji, wykorzystywał tradycyjne, ludowe wzornictwo architektury i ubioru. Poprzez geograficzne i historyczne odniesienia nadawał swoim rysunkom cień rzeczywistości, co sprawiało wrażenie tego, że niektóre ze scen (w tym tych baśniowych) mogły rzeczywiście się wydarzyć. Dzięki temu, jego prace stały się rozpoznawalne a lektura baśni przez niego ilustrowanych rozbudzała wyobraźnię.

Do zadania sobie pytania „co by było, gdyby Ivan Bilibin zainteresował się tworzeniem komiksu” skłoniły mnie: postrzeganie przez niego strony książki jako jedności; dążenie do stworzenia serii ilustracji, które wraz tekstem i okładką stanowiły jedną, artystyczna całość (np. „Opowieść o złotym kogucie” z 1906 roku); wykorzystywanie czystych, wyraźnych konturów z myślą o druku.

W tym miejscu koncentruję się na wykonanych przez Bilibina ilustracjach do książek, ale muszę też wspomnieć o tym, że wykonywał on wiele grafik do magazynów i na okładki książek. Był również cenionym scenografem i projektantem kostiumów operowych, które realizował podczas pobytu w Paryżu. Malował pejzaże jego ukochanej Rosji oraz krajów, w których przebywał – Egipt, Syria, Francja.
Bilibin zmarł w roku 1942 podczas niemieckiego oblężenia Leningradu (Sankt Petersburga).

Przedstawione przeze mnie informacje oraz grafiki zostały zaczerpnięte z albumu „Ivan Bilibin”, w opracowaniu i z tekstem Sergieja Golynetsa, wydanego w roku 1981 przez Aurora Art Publishers, Leningrad, a także z polskojęzycznego wydania “Piórko Finista Jasnego, cud-sokoła”, Raduga, Moskwa 1983.

The Awesome Slapstick!

Tekst po raz pierwszy zamieszczono na stronie 19 stycznia 2017.

Od urodzenia Steve Harmon był dowcipnisiem robiącym żarty wszystkim i ze wszystkiego. Przez lata wyrobił sobie dosyć osobliwe poczucie humoru.

Gdy pewnego wieczoru, przebrany za klauna wybrał się do przyjezdnego wesołego miasteczka, oczywiście z zamiarem robienia żartów kolegom ze szkoły, jego życie uległo zmianie. Wesołe miasteczko okazało się przykrywką dla inwazji na Ziemię podobnych klaunom mieszkańców innego wymiaru (Wymiaru X). Porywali oni Ziemian w celu „wyprania ich mózgów”, indoktrynacji i wysłania z powrotem na Ziemię w celu przygotowania inwazji. Chcąc ratować porywanych kolegów, Steve rzuca się za porywaczami do portalu między wymiarowego. Niestety (stety?) staje się to w ostatniej chwili i na Steve’a oddziałują energie zamykającego się portalu.

Chłopak budzi się w po drugiej stronie zamknięty w lochu razem z Najwyższym Naukowcem Wymiaru X. Jest on tam przetrzymywanym przez aktualnego władcę tego wymiaru, który do sprawowania władzy wykorzystuje wynalazek Najwyższego Naukowca – psycho-riado-atomowy mediakrytyzator (uwielbiamy takie „naukowe” terminy, a przecież można prościej – „media publiczne”), który – cytuję – „umożliwia mu kontrolę nad samą rzeczywistością, ponieważ, gdy możesz kontrolować to, w co wierzą ludzie, to właśnie to stanie się rzeczywistością”.

Okazuje się, że wskutek oddziaływania energii zamykającego się portalu ciało Steve’a uległo przemianie. Przyjęło ono formę niezniszczalnej elektro plazmy. Każde jej uszkodzenie zostaje natychmiast samo naprawione. Ciało stało się super wytrzymałe i super plastyczne. Porażone prądem elektrycznym staje się jeszcze silniejsze, przy czym przyrost siły zależy od wielkości napięcia oraz czasu jego oddziaływania. W komplecie Steve otrzymał również super zwinność i super refleks. Na dodatek, Najwyższy Naukowiec wyposaża Steve’a w dwie rękawice. Jedna służy do zmiany postaci, w jakiej występuje Steve, to jest z postaci elektro plazmy w ludzką i na odwrót. Druga stanowi materializator, który zawiera extra-wymiarową, podprzestrzenną kieszeń, w której może być przechowywane i z niej wydobywane w potrzebie praktycznie wszystko. Wykonując niedostrzegalny ruch ręką Steve może w mgnieniu oka zmaterializować potrzebną mu rzecz. Najczęściej jest to ogromny młot, który wykorzystuje on do walki ze swoimi adwersarzami.

Obdarzony super mocami i wyposażony w technologię Wymiaru X Steve niszczy psycho-riado-atomowy mediakrytyzator kończąc tym samym panowanie władcy nad mieszkańcami Wymiaru X, uwalnia porwanych Ziemian i uciekając z nimi na Ziemię niszczy portal między wymiarowy.

Tylko jedna osoba, kolega z klasy – Mike Peterson zna sekret Steve’a. To on zasugerował by Steve przybrał wyróżniające go, super bohaterskie imię. Tak powstał Slapstick.

W swojej slapstickowej postaci chłopak ma powodzenie u dziewczyn większe niż jako prawdziwy nastolatek. Ma z tym jednak jeden problem, na który zwrócił mu uwagę jego kolega. Jako Slapstick, Steve nie posiada genitaliów.

Walcząc z jeszcze dwoma złoczyńcami, Slapstick poznaje (daje się im poznać) wielu marvelowskich super bohaterów.

Wszystko to zdarzyło się w cztero-odcinkowej mini serii „The Awesome Slapstick!”, którą w roku 1992 opublikowało Marvel Comics Group. Jej twórcami byli Len Kaminsky (scenariusz), James W.Fry III (rysunek) i Terry Austin (tusz).

Uwaga, ciekawostka – na okładce czwartego zeszytu serii pojawiło się nawiązanie do wielkiego wydarzenia w świecie DC Comics, tj. do śmierci Supermana, które nastąpiło w trakcie publikacji mini serii „The Awesome Slapstick!”.

Pomimo wielkich próśb wyartykułowanych na ostatniej stronie czwartego, ostatniego numeru mini serii, przez wiele lat Slapstick nie występował w swojej własnej, regularnej serii. Pojawiał się jednak u boku The Avengers, She-Hulk, The New Warriors, Deadpool’a. Dopiero w drugiej połowie roku 2016, w ramach Marvel Infinite Comics rozpoczęto publikację nowej serii „Slapsick!”.

„The Deadly Hands of Kung Fu Omnibus” vol. 1

Tekst po raz pierwszy zamieszczono na stronie 19 stycznia 2017.

07 lipca 2013, w tym miejscu przedstawiłem serię komiksową „The Hands of Shang-Chi, The Master of Kung Fu”.

Mój tekst zakończyłem wtedy informacją, iż przygody Shang-Chi, inne od tych z serii zeszytowej, stanowiły również istotny element zawartości czarno-białego miesięcznika “The Deadly Hands of Kung Fu” (33 zeszyty w latach 1974-1977) wydawanego przez Magazine Management Company należącą do Marvel Comics Group. Tym razem chciałbym zdjąć z półki właśnie ten magazyn. Okazją ku temu jest jeszcze ciepła publikacja „The Deadly Hands of Kung Fu Omnibus” vol. 1 zawierająca przedruk numerów 1-18 plus „Deadly Hands of Kung Fu Special Album Edition” oraz „Deadliest Heroes of Kung Fu”. Ten gruby wolumen (ca 2,5 kg, 1110 stron) został wydany w listopadzie 2016 przez Marvel Comics Group.

Zanim opiszę tę publikację, przypomnę kilka faktów, o których napisałem w lipcu 2013.
W połowie lat 70-tych XX wieku świat zachodni przeżywał fascynację kulturą Dalekiego Wschodu, w tym sztukami walki wywodzącymi się z Chin, Japonii, Filipin czy Tajlandii. Fascynacja ta dotarła również do Polski. Zaczęliśmy poznawać coś więcej niż popularne judo. Pierwszym filmem karate, jaki trafił do polskich kin był japoński „Cobra” z 1976 roku. Opowiadał on o japońskim inspektorze policji, ekspercie karate, walczącym z japońską mafią. O Bruce Lee usłyszałem rok wcześniej, kiedy to wpadło mi w ręce kilka numerów brytyjskiego magazynu „Kung-Fu Monthly”, od roku 1974 wydawanego przez Dennis Publishing w Londynie. Film „Wejście smoka” (1973) sprowadzono do polskich kin dopiero w roku 1982. Fabułę tego filmu zna już chyba każdy.
Tak połknąłem bakcyla sztuk walki. Rozwijające się zainteresowanie spowodowało, iż w roku 1979 bez większego namysłu skorzystałem z okazji i kupiłem kilkanaście numerów komiksu „The Hands of Shang-Chi, The Master of Kung Fu” wydawanego przez Marvel Comics Group. Do zakupu przekonały mnie tematyka, główna postać komiksu wzorowana na Bruce Lee oraz rysunki Paul’a Gulacy. Natomiast scenariusze Dough Moench’a spowodowały to, że na przestrzeni kilkunastu kolejnych lat skompletowałem całą serię wraz z Annual’em i zeszytami Gigant-Size.

Shang-Chi pojawił się w roku 1973, na fali wspomnianego wyżej zainteresowania kulturą Dalekiego Wschodu, w 15 i 16 numerze „Special Marvel Edition”. Autorem scenariusza był Steve Englehard a rysunki wykonał Jim Starlin. Od numeru 17 seria zmieniła tytuł na „The Hands of Shang-Chi, The Master of Kung Fu” i stała się sukcesem komercyjnym Marvel’a. Wspomniani przeze mnie Moench i Gulacy przejęli serię od numeru 22. Moench napisał scenariusze aż do zeszytu numer 122 włącznie. Wkrótce potem, numerem 125 zakończono serię (rok 1983). Rysownikami serii, oprócz Starlina i Gulacy’ego, byli Jim Craig, Keith Pollard, Mike Zek, William Johnson oraz Gene Day.

W tamtym czasie „łykaliśmy” każdą dostępną publikację na temat sztuk walki. Kto miał takie możliwości, to sprowadzał książki i magazyny z zagranicy. W wielu chłopięcych pokojach, i nie tylko, pojawiły się plakaty z Bruce Lee. W okresie bumu odtwarzaczy video, zaczęliśmy wymieniać się kopiami filmów „made in Hong Kong”. W klubach studenckich organizowane były pokazy takich filmów – mała salka wypełniona tłumem pasjonatów z oczami wlepionymi w mały ekran telewizora. Zaczęły mnożyć się kluby karate i aikido, potem kung-fu, tai-chi i inne. Trenowaliśmy. Nawiązywaliśmy znajomości i przyjaźnie. Niezmiernie cenię sobie spotkanie z Danem Inosanto – mistrzem formy Karate z Okinawy, Judo, Jujutsu, Jeet Kune Do, brazylijskiego Jiu Jitsu, Muay Thai, Silat, filipińskich sztuk walki, w tym Eskrima, który był przyjacielem Bruce Lee i jest propagatorem jego formy Jeet Kune Do, i który w filmie „Game of Death” zagrał jednego z jego przeciwników.

Dokładnie nie pamiętam kiedy, ale na przełomie lat 80-tych i 90-tych XX wieku zdobyłem kilka numerów „The Deadly Hands of Kung Fu”. Zawierały one czarno-białe komiksy o tytułowej tematyce, ale również… No właśnie. Około połowy zawartości magazynu wypełniały artykuły na temat sztuk walki – opisy form i technik walki, informacje o mistrzach i instruktorach, wywiady z nimi, opisy i recenzje filmów, informacje o aktorach i wywiady z nimi. Z tego względu, w tamtym czasie – prawdziwe cudeńko. Teraz wiem to, że taka zawartość magazynu wynikała z faktu, iż wydawca nie miał zbyt wiele gotowego materiału komiksowego, którym mógłby zapełnić cały magazyn. Jednak głód wiedzy o szeroko pojętych sztukach walki był tak duży, że czytelnikom taka formuła magazynu w pełni odpowiadała.

Serie komiksowe, które były publikowane w magazynie to: Shang Chi Master of Kung Fu, Iron Fist, The White Tiger, The Sons of the Tiger, Daughters of the Dragon.
Ich twórcami byli … Ułatwię sobie zadanie. Ponieważ wszyscy z autorów zasługują na wymienienie, i ponieważ byli to jedni z najlepszych twórców (scenarzyści i rysownicy) komiksu amerykańskiego tamtych lat przedstawiam ich na załączonym zdjęciu ze spisem autorów DHKF Omnibus vol. 1.

W „The Deadly Hands of Kung Fu Omnibus” vol. 1 reprodukowane są pełne wydania magazynu, tj. ich kolorowe okładki oraz cała czarno-biała zawartość (komiksy, publicystyka, reklamy). Biorąc pod uwagę trudność w zdobywaniu oryginalnych egzemplarzy tego magazynu oraz ich obecne, nie małe aukcyjne ceny, ten, wydawałoby się drogi wolumen jest bardzo dobrą opcją dla pragnących skolekcjonować całą serię. Drugi volumen jest w przygotowaniu. Ja już odkładam oszczędności na jego zakup.

Planet of The Damned

Pierwotnie opublikowano na stronie 27 października 2016

W maju roku 1978, w pierwszym numerze brytyjskiego magazynu komiksowego “Starlord” rozpoczęto publikację opowieści „Planeta Przeklętych”.

Tytułowa planeta jest miejscem, do którego z Ziemi, w różnych momentach w historii, poprzez występujący w Trójkącie Bermudzkim strumień energii łączący dwa światy, wciągnięte zostają statki lub samoloty wraz z ich załogami i pasażerami. Czytelnik trafia na tę planetę wraz z załogą i pasażerami transatlantyckiego liniowego Tri-Star Jeta. Szybko okazuje się, że planeta jest śmiertelną pułapką, w której wszystko jest agresywne. Rodzimi mieszkańcy, posiadający zdolność plucia silnym kwasem, nieustannie atakują ludzi. Jedne rośliny atakują by zabić, inne posiadają zdolność rozpoznawania potrzeb ludzi i naturalne dążenie do ich zaspokajania. Często jednak kończy się to śmiercią uszczęśliwianych ponad miarę ludzi. Z chmur pada deszcz w postaci żrących kwasów. Wyglądające na czyste zbiorniki wodne okazują się być magazynami trucizn lub kwasów. Agresywnie wyglądające zwierzęta są agresywne. Takimi są również te śliczniutkie i niewinnie wyglądające. A ludzie? No cóż, ludzie są ludźmi. Agresję mają wpisaną w swoją naturę. Wydaje się też, że ulegają oni wpływowi planety. W pobliżu łączącego dwa światy strumienia energii koczuje załoga niemieckiego U-bota, którego dowódca oszalał. Jest tam grupa amerykańskich pilotów wojskowych, którzy zwrócili się ku kanibalizmowi i uwielbiają torturować swoje ofiary. Jest też grupa ludzi, która znalazła schronienie w otoczeniu przyjaznych roślin, których wytresowanie wielu z nich przypłaciło życiem. Jedynym rozsądnym człowiekiem na planecie wydaje się być Flint, bosman angielskiego (oczywiście, przecież to angielski komiks dla angielskiej młodzieży) brygu, który został przez strumień energii wciągnięty do tego świata 150 lat przed pasażerami Tri-Star Jeta. To on samorzutnie podejmuje się opieki nad nowo przybyłymi.

Nie zdradzę nic więcej z fabuły tej krótkiej serii. Jej opowiedzenie zajęło autorom około 50 stron na łamach dziesięciu kolejnych numerów magazynu „Starlord”. Wydaje się, że z jakiegoś powodu zakończyli oni swoją opowieść wcześniej niż zamierzali. Wskazują na to jej trzy ostatnie strony z numeru 10-tego, gdzie historia galopuje ku finałowi.

Scenariusz tego komiksu napisał Pat Mills ukrywający się pod pseudonimem R.E.Wright. Stronę graficzną wspaniale zrealizowali Horacio Lalia, Jesus Suso Pena Rego i Alfonso Azpiri. Przy dającej się zauważyć w scenariuszu (przypadkowej?) wtórności ze wcześniejszymi pomysłami innych pisarzy (trylogia S-F „Planeta śmierci” Harrego Harrisona ?), to właśnie czarno-białe rysunki wykonane w stylu charakterystycznym dla tamtego czasu są tym, dla czego zdecydowałem się przypomnieć ten komiks.

Batman 3-D

Pierwotnie opublikowano na stronie 05 sierpnia 2016

W roku 1990, nakładem DC Comics Inc. ukazał się album „Batman 3-D”.
Trzy rzeczy pomogły mi podjąć decyzję o zakupie tego wydawnictwa.

Pierwszą z nich było zastosowanie techniki separacji druku dla osiąnięcia złudzenia trójwymiarowości obrazu (anaglifu) przy oglądaniu stron komiksu przez specjalne, dwukolorowe okulary.
Na początku lat 50tych XX wieku, młodzi rysownicy Joe Kubert oraz Norman Maurer opracowali metodę produkcji trójwymiarowych komiksów. Ich pierwszy trójwymiarowy komiks „Mighty Mouse” ukazał się w roku 1953. To zapoczątkowało boom. Trwał on bardzo krótko bo około pół roku, w którym to czasie wielu wydawców przesyciło rynek komiksowy publikacjami 3-D. Dzisiaj stanowią one ciekawostki (rarytasy?) w kolekcjach zbieraczy komiksów. W latach późniejszych, trochę z nostalgii do oryginalnych komiksów 3-D, ponownie zaczęły pojawiać się nowe takie publikacje. Głównie za sprawą małych, niezależnych oficyn wydawniczych. Kilka z takich wydań trafiło do mojej kolekcji. Dlaczego więc kolejne?

Drugim powodem była postać Batmana, którego w formacie 3-D nie miałem jeszcze okazji czytać. Ba, wcześniej nie wiedziałem tego, że DC Comics również miało swój udział w boomie lat 50tych. W roku 1953, w zeszycie zatytułowanym „Batman Adventures in Amazing 3-D Action” wydrukowano opowiadanie „The Robot Robbers”, które do 3-D zostało zaadoptowane z zeszytu „Batman” nr 42, który ukazał się w roku 1947. Przedruk tego opowiadania uzupełnia opisywaną tutaj publikację.

Trzecim powodem było nazwisko autora komiksu, który znalazł się w tym albumie – John Byrne. Jako scenarzysta, a często także jako rysownik, miał on swój udział przy tworzeniu historii o niemal każdym bohaterze z uniwersum Marvel’a oraz DC. Jednak dopiero to wydanie zawiera jego pierwszy, pełnometrażowy komiks o Batmanie. Nosi on tytuł „Ego Trip”.

Tego samego dnia, z więzienia ucieka czwórka przestępców. Są nimi Penguin, Joker, Riddler i Two-Face. Wraz z przekazaniem policji nagrania video, w którym Penguin przyznaje się do spowodowania zabójstwa niejakiego Herdimana Twine, rozpoczyna się kilkupoziomowa gra, w której wszyscy bohaterowie (razem i każdy z osobna – Batman i czwórka przestępców) są jednocześnie ścigającymi i ściganymi. Myślę, że nie będzie spoilerem, jeżeli napiszę, że „chyba wiecie, kto ostatecznie wygra tę grę?”.

Album uzupełnia galeria trójwymiarowych pin-up’ów, których autorami są: Alex Toth, Bret Blevins & Al. Williamson, Dave Gibbons, Barry Windsor-Smith, George Perez, Art Adams, Mike Zeck, Jerry Ordway, Jim Aparo, Mike Mignola oraz Klaus Janson. Hm, czwarty powód?

Groo The Wanderer

Pierwotnie opublikowano na stronie 01 sierpnia 2016

W trzecim numerze magazynu “Z.N.A.K.” przedstawiłem komiks Jack’a Kirby i Steve’a Gerbera Duck the Destroyer”.

W pierwszym zeszycie tej serii, obok Kaczora Niszczyciela, jako uzupełnienie objętości wydania, zadebiutowała jeszcze inna postać. Był to Groo The Wanderer. W przeciwieństwie do tytułowej postaci zeszytu, która została wykreowana w określonym celu (czytaj w Z.N.A.K. nr 3), na przestrzeni lat Groo doczekał się własnych serii, wydań zbiorczych, kart kolekcjonerskich, cross-over’a z Conanem.

Twórcą Groo jest Sergio Aragonés. Wymyślił tę postać już w latach 70-tych XX wieku. Jednak ze względu na to, że wydawcy nie zezwalali twórcom na zachowanie praw autorskich do wykreowanych przez nich postaci, czekał on na nadarzającą się możliwość. Ta pojawiła się w roku 1981 przy okazji komiksu „Duck The Destroyer”, który niezależna oficyna Eclipse Comics opublikowała z intencją zebrania funduszy na obronę praw autorskich Steve’a Gerbera do postaci Howard The Duck. Kilka miesięcy później Groo pojawił się w numerach 4 i 5 serii „Starslayer” wydawanej przez Pacific Comics. W roku 1982 Pacific Comics rozpoczęło publikację regularnej serii „Groo The Wanderer”, która po ośmiu zeszytach „przeszła” do Eclipse (jeden zeszyt), dalej do filii Marvel Comics Group – Epic Comics (120 zeszytów), potem do Image Comics (dwanaście zeszytów), by ostatecznie w roku 1998 znaleźć się pod szyldem Dark Horse.

Od samego początku, przy tworzeniu historii Groo, z Sergio Aragonés współpracuje Mark Evanier, który pisze wszystkie dialogi.

Postać Groo jest parodystyczną odpowiedzią na serie komiksów z cyklu miecza i szpady, a w szczególności tych o Conanie.

Posiadając wyjątkowe zdolności w posługiwaniu się dwoma katanami Groo zarabia na życie jako najemnik lub, odkładając miecze na bok, podejmując się różnych drobnych prac. Jest on totalnym, prostolinijnym głupkiem, który wogóle nie potrafi zrozumieć otoczenia oraz sytuacji w których się znajduje i który bez namysłu rzuca się w wir walki. Mimo tego, że do życia jest nastawiony pokojowo, uwielbia bójki (drobne i wielkie bitwy), które sam powoduje lub, w których z własnej inicjatywy staje po jednej ze zwaśnionych stron ostatecznie ze szkodą dla obu, gdy w trakcie walki zapomina po której stronie stoi. Często staje się narzędziem w rękach innych ludzi. Przy swojej głupocie, jak magnes, ściąga na siebie kłopot za kłopotem. Najczęściej, mając dobre zamiary doprowadza do jatki za jatką i do destrukcji wszystkiego wokoło. W świecie, w którym przeżywa swoje przygody, a który przypomina średniowieczną Europę (chociaż zawędrował także do Afryki, Japonii czy Bliskiego Wschodu), i który również zamieszkują dinozauropodobne istoty, znany jest z tego, że jego pojawienie się oznacza sterty trupów i zgliszcza. Już tylko wieść o jego możliwym przybyciu powoduje panikę we wsiach i miastach. Jedne przygody Groo kończą się pozostawianymi w tyle destrukcją i haosem przy jego braku świadomości o tym. W innych ucieka przed ścigającym go rozwścieczonym tłumem. Ale zawsze jest on przekonany o tym, że to co zrobił to zrobił najlepiej jak potrafi.

Seconds

Pierwotnie opublikowano na stronie 29 czerwca 2016

Kanadyjski twórca komiksów Bryan Lee O’Malley stał się znany dzięki swojej serii komiksów „Scott Pilgrim”, za którą otrzymał kilka nagród i wyróżnień (Eisner Award, dwie Harvey Awards, Doug Wright Award oraz Joe Shuster Award), i na podstawie której stworzono film aktorski oraz grę komputerową. Jej bohaterem jest chłopak Scott – młody muzyk, który zakochuje się w Amerykance o imieniu Ramona i przez to jest zmuszony zmierzyć się w pojedynkach, dosłownie, z jej wszystkimi byłymi chłopakami (i dziewczyną).

Po sukcesie serii, O’Malley postanowił narysować nowy komiks, tym razem z żeńską protagonistką. „Seconds”, wydany w 2014 nakładem Ballantine Books, opowiada o młodej szefowej kuchni o imieniu Katie, która planuje otworzyć nową restaurację. Nie jest to dla niej łatwą sprawą. Często zmuszana jest do podejmowania decyzji, zarówno w życiu zawodowym jak i prywatnym, i podejmuje je pochopnie. Pewnego dnia, budząc się zauważa ona w sypialni obecność białowłosej dziewczyny. Ta wręcza jej notatnik, małego jadalnego grzybka i instrukcję, jak wykonać magiczne zaklęcie, które pozwoli na naprawienie popełnionych w przeszłości błędów. Niedługo potem Katie odnajduje jeszcze więcej magicznych grzybów, które zaczyna wykorzystywać dokonując wiele zmian w swojej przeszłości. Jednak, im więcej próbuje naprawić, tym bardziej życie wymyka się spod jej kontroli.

Poprzez działania dziewczyny dostrzegamy dwuznaczność tytułu komiksu. Tytułowe „Seconds”, będące nazwą restauracji Katie, oznacza “dokładki”, ale może również oznaczać “powtórki”. I właśnie z tych wielu powtórek korzysta bohaterka, próbując ułożyć sobie życie. Jednak czy zmiana naszych decyzji z przeszłości zawsze gwarantuje nam pomyślne rozwiązanie naszych dzisiejszych problemów? Czy zawsze możemy przewidzieć wszystkie konsekwencje naszych czynów?

W swoich rysunkach, O’Malley zdaje się nawiązywać do mang. Wybrana przez niego paleta kolorów jest ograniczona, co nadaje ilustracjom specyficzny klimat wpasowujący się w fantastyczną, nadprzyrodzoną tematykę komiksu. Jednocześnie, gruba kreska sprawia, że czytelnik z łatwością podąża za, jednak, zabawną fabułą i docenia humorystyczne sytuacje, których jest całkiem sporo w tej opowieści.