Hardcase

Komiks ten kupiłem … tylko i wyłącznie … dla okładki.

W latach 90-tych XX wieku amerykańscy wydawcy komiksów zaczęli prześcigać się w „ulepszonych” okładkach. Stosowano je szczególnie dla rocznicowych numerów „zeszytówek”, dla numerów specjalnych lub dla pierwszych numerów nowych serii. Ulepszeniami były: pozłacany lub posrebrzany druk, tłoczenia, nadruki pryzmowe, tusz imitujący krew, wcięcia i wycięcia, trójwymiarowe kadry czy hologramy.

Na początku lat 90-tych wydawca Malibu Comics Entertainment Inc. rozpoczął publikację kilku serii komiksowych, które stanowiły elementy tworzonego przez wydawcę Ultraversum. Do mojej kolekcji trafiły jedynie pojedyncze egzemplarze. Każdy z nich jako ciekawostka wydawnicza. Głównie ze względu na ich okładki.
W roku 1993 ukazał się pierwszy numer serii, której bohaterem był Hardcase. Wybaczcie, ale nie napiszę Wam nic o tym bohaterze. Komiks kupiłem tylko i wyłącznie dla hologramu, którym była cała pierwsza strona okładki.

Dla porządku: postać stworzył i scenariusz napisał James Hudnall, wygląd postaci zaprojektował Dave Gibbons, a rysownikiem był Jim Callahan.

Forever Warriors

Kolejny komiks, który kupiłem ze względu na jego autorów.
Są nimi, rysownik Rich Buckler oraz scenarzysta Roy Thomas należą do grona najlepszych amerykańskich twórców komiksów drugiej połowy zeszłego wieku. Przyczynili się do powstania wielu serii oraz współuczestniczyli w tworzeniu jeszcze większej liczby innych. Wiele z nich znajduje się w mojej kolekcji. Ale, nie będę się o tych panach rozpisywał. Zamiast tego, załączę skany stron z wystawionymi im laurkami zamieszczonymi we właśnie zdjętej z półki publikacji.

Dodatkowym impulsem do kupna tego egzemplarza było to, iż autorzy wskazali na inspirację twórczością Jacka ‘Króla’ Kirby.
Rzeczywiście, jego ducha można dostrzec nie tylko w tytule, ale również na każdej ze stron komiksu. Widać to, tak od strony scenariusza, jak i od strony graficznej.

Jest to pierwszy i jedyny numer „serii” Forever Warriors wydany w roku 1997 przez CDF Productions.

A opowiadana historia? No cóż, epizod ten mógłby stanowić niezły fragment wielu innych serii z ich odpowiednimi głównymi bohaterami. Zły Wizard of Odd niszczy planetę za planetą. Przeciwstawia mu się grupa Sojourners (Wędrowcy?), z których najpotężniejszym jest Godwolf. Jest też obco wyglądający obcy oraz księżniczka, którą Czarodziej zamierza złożyć w ofierze (komu? po co?).
Jest to przykład jednego z niemających kontynuacji epizodów w twórczości autorów, pragnących przedstawić coś własnego przy jednoczesnym zachowaniu praw autorskich. Może właśnie dlatego, dla mnie, jest to pozycja ciekawa i warta pozostawienia w kolekcji.

Buty

Komiks, który dzisiaj zdjąłem z półki, zwrócił moją uwagę, nie tyle treścią co, przede wszystkim, formą artystyczną i edytorską.

Odkąd zobaczyłem pierwsze prace Aleksandry Spanowicz, głównie w antologii „Czas Komiksu” oraz w kilku zinach/magazynach, jestem jej fanem. Dlatego też w ciemno nabywam każdy dostępny komiks w jej wykonaniu.

Komiks „Buty” stworzony we współpracy z Jerzym Szyłakiem (napisał tekst), stanowi znaczący element mojej kolekcji prac Oli.

Odnośnie strony artystycznej, to znalazłem taką oto wypowiedź artystki:
Mój komiks „Buty” jest inspirowany opowiadaniem Leśmiana „Jan Tajemnik”, ale nie jest jego przekładem na obraz. Zależało mi jednak na oddaniu specyficznej, trochę ludowej, nieco prymitywnej atmosfery. Przecież całość opiera się na starej wiejskiej przypowieści.
Tak jak kontrast dobra i zła, miały tu „przepychać się” wizualne i malarskie wirtuozerstwo z przesadną czasem prostotą formy i prymitywizmem.
Czy mi się to udało? Nie wiem. 😉
”.
Udało się.

Edytorsko, publikacja została dopieszczona przez wydawcę timof i cisi wspólnicy. W roku 2007 to było na prawdę coś wyjątkowego.

Tarzan

Postać Tarzana poznałem w drugiej połowie lat 60-tych XX wieku za sprawą komiksów, które „wyciekały” z drukarni w Szczecinie. Były one drukowane na zamówienie wydawców z Danii, Szwecji, Niemiec i Holandii.
Były to przedruki amerykańskiej serii wydawanej przez Dell Publishing, a następnie przez Gold Key.

Będąc w pierwszej klasie szkoły podstawowej, wiedzieliśmy już, że wymowa „ż” i „rz” jest taka sama, to znaczy „ʒ”. Dlatego też zbieraliśmy i wymienialiśmy się zeszytami komiksowymi z Taʒanem. Dopiero emisja w telewizji filmów z Johnnym Weissmullerem w roli głównej uświadomiła nam ośmio-dziewięciolatkom, iż naszym ulubionym komiksowym bohaterem był Tarzan (tar-zan).

Tarzan, stworzony przez pisarza Edgara Rice’a Burroughsa, jest postacią ikoniczną. Dlatego nie będę go tutaj przedstawiał. Zakładam, iż niemal każdy zna historię lorda Claytona, króla dżungli, którego od niemowlęcia wychowało stado afrykańskich goryli.

Komiksy z przygodami Tarzana ukazywały i nadal ukazują się niemal w każdym kraju na Świecie. Jest to szeroka gama interpretacji powieści Burroughsa, form publikacji (komiks prasowy, serie zeszytowe, magazyny komiksowe, albumy), lepszych i gorszych scenariuszy oraz rysunków.

W ciągu wielu lat zbierania komiksów, przez moje ręce przewinęła się olbrzymia liczba komiksowych publikacji z tym bohaterem oraz z jego synem Korakiem. Wiele z nich pozostało w mojej kolekcji. Powracam do nich z sentymentem.

Wśród moich ulubionych twórców komiksów, którzy podjęli się interpretacji postaci i przygód Tarzana są: Gaylord DuBois, Hal Foster, Burne Hogarth, Joe Kubert, Jesse Marsh, Russ Manning, John Buscema.

The Light and Darkness War

Album, w którym zebrano całą, sześcioczęściową mini serię „The Light and Darkness War” kupiłem w ciemno, kierując się nazwiskami autorów. Są nimi scenarzysta Tom Veitch oraz rysownik Cam Kennedy.
Serię opublikowało Epic Comics w roku 1988. Mój album, zawierający kilka dodatków (przedmowa emerytowanego dowódcy marynarki wojennej Stanów Zjednoczonych i pilota śmigłowca Mike’a Beidlera; trochę informacji o powstaniu komiksu ze strony Toma Veitcha; esej Stephena R. Bissette; oraz wiele szkiców Cama Kennedy) to pyblikacja Titan Books z roku 2015.

Bohaterem komiksu jest weteran wojny w Wietnamie, Lazarus Jones. Podczas jednej z akcji, helikopter, którym leciał oddział Jones’a został zestrzelony. Zginęło czterech jego towarzyszy broni, a sam Jones został ciężko ranny, tracąc obie nogi. Rozpamiętując to wydarzenie i żałując, że nie zginął razem ze swoimi przyjaciółmi, zwrócił się ku alkoholowi i narkotykom. Gdy pewnego dnia uległ wypadkowi samochodowemu, popadł w śpiączkę. Nieobecny dla tego świata, przeniósł się do innego wymiaru. Tam spotkał swoich nieżyjących przyjaciół, którzy w tym innym świecie również byli żołnierzami. Światem, do którego trafił, jest Galaktyka Światła, w której od dziesięciu tysięcy lat trwa wojna z Zewnętrzną Ciemnością, której fizyczną reprezentację stanowi Lord Na i jego legiony „przymartwych”. Jones przyłączył się do swoich przyjaciół w tej walce.

Autorzy komiksu wykorzystali mitologie, w których polegli w walce wojownicy udają się do innego świata by tam walkę kontynuować. Sprawnie wpletli w fabułę takie postaci jak Leonardo da Vinci (twórca broni oraz latających, kamiennych okrętów armii Światła) oraz Nikola Tesla (również twórca broni), a którego bratanek przyczyni się do chwilowego otwarcia bramy pomiędzy Ziemią a Galaktyką Światła.
Napisanie czegokolwiek więcej byłoby już spojlerowaniem.

The Werewolf by Night

Dzisiaj zdjąłem z półki serię, zapał do zbierania której pojawiał się u mnie i znikał.
Jest to „The Werewolf by Night” wydawany w latach 70-tych XX wieku przez Marvel Comics Group.

Pierwszym zeszytem jaki kupiłem był numer 32 datowany na sierpień roku 1975.
Związane z tym zakupem zdarzenie pamiętam do dzisiaj. Komiks kupiłem w roku 1975 będąc na wakacjach w Szkocji. Wracając włożyłem go do bagażu podręcznego. Podczas kontroli bagażu przed wejściem do samolotu, kontrolujący urzędnik wyjął go, przejrzał i włożył z powrotem do torby … wcześniej złożywszy go w pół 🙁 Do dzisiaj mam ten zeszyt ze zniszczoną okładką.

Dlaczego tak to rozpamiętuję. Otóż, w zeszycie tym po raz pierwszy w historii Universum Marvela pojawił się Moon Knight. Z tego właśnie powodu, jeżeli wierzyć wycenom komiksów w sklepie Mile High Comics, na rynku amerykańskim ten zeszyt w kondycji „fine” jest dzisiaj warty 3.443,- USD. Stopień niżej, „very good” – prawdopodobnie w takim stanie dochowałby się w mojej kolekcji do dzisiaj, gdybym mając naście lat myślał o czymś takim jak kolekcjonerska wartość komiksów – wyceniany jest na 2.448,- USD. Niestety, zgięcie okładki kwalifikuje go o jeszcze jeden stopień niżej, czyli jako „good” za jedyne 🙂 1.224,- USD.

Mając ten numer, zacząłem poszukiwać wcześniejszych, a następnie kolejnych. Zdobywałem je ze zmiennym szczęściem oraz ze zmiennym zapałem. Seria ta była najciekawsza na początku. Wtedy, w oparciu o zarys historii Roya Thomasa, tworzyli ją scenarzyści Gerry Conway, Len Wein i Marv Wolfman oraz rysownicy Mike Ploog, Tom Sutton i Gil Kane. Spadek jakości nastąpił w chwili, gdy jej kontynuacji podjęli się Dough Moench (sc.) oraz Don Perlin (rys.). Po przeczytaniu pierwszych, zeszytów ich autorstwa w zasadzie nie poszukiwałem. Ostatecznie, kupiłem je wszystkie aż do ostatniego 43-go numeru serii, wygrzebując je w cenie kilkudziesięciu pensów sztuka z kartonów z przecenami. Warto było, chociażby dlatego, że wspomniany wyżej sklep Mile High Comics, dzisiaj wycenia je w granicach 8,- USD za każdy w stanie „good”.

Werewolf by Night (Wilkołak nocą) pojawił się po raz pierwszy w 2-gim numerze Marvel Spotlight w roku 1972.

Zdobywszy duże zainteresowanie czytelników, po 4-tym numerze Marvel Spolight, ten antybohater przeniósł się do swojej własnej serii oraz do serii towarzyszącej „Giant-Size Werewolf”.

Tytułowym wilkołakiem jest Jack Russell, potomek mistycznie zmienionej grupy ludzi znanej jako Likantropy. Po osiągnięciu wieku osiemnastu lat, w każdą noc pełni księżyca oraz w sąsiadujące dwie noce przemienia się w wilkołaka. W takiej postaci traci ludzki intelekt i w momencie powrotu do ludzkiej postaci nie pamięta nic z nocnych wydarzeń. Będąc wilkołakiem, Jack posiada nadludzką siłę, szybkość, wytrzymałość, zwinność i refleks. Ma zwierzęcy zmysł węchu. Jego ostre jak brzytwa zęby i pazury potrafią rozerwać nawet lekkie metale. Jest odporny na wiele form konwencjonalnych obrażeń i praktycznie niemożliwy do zabicia. Mimo tego, że może zostać poważnie ranny, odzyskuje zdrowie znacznie szybciej niż człowiek. Jest podatny na magiczne ataki i, jak wszystkie nadprzyrodzone stworzenia, może zostać raniony lub zabity bronią wykonaną ze srebra, ze względu na jego nieodłączną mistyczną „czystość”.

Na stronach serii, Wilkołak walczył z wieloma przeciwnikami, z których wielu chciało wykorzystać go dla swoich niecnych celów. Tak zaprezentowano takie postaci jak Hangman, Taboo, Dr. Glitternigh, Topaz, Morbius, Monster of Frankenstein czy (oczywiście) Moon Knight. Z innych, znanych serii gościnie pojawili się Dracula oraz (w trzech ostatnich numerach serii) Iron-Man.

Animal Mystic

Na przełomie lat 80-tych i 90-tych XX wieku, w USA drukowanie komiksów było niemal równoznaczne z drukowaniem pieniędzy. Popyt był ogromny. Wtedy też znacząco rozrósł się rynek wydawnictw niskonakładowych (small press). Powstawały nowe wydawnictwa, które publikowały nowe tytuły, w tym nieznanych do tamtej pory twórców. Wiele z tych tytułów stało się kultowymi, a ich popularność nie przemija do dnia dzisiejszego. Niektóre, po latach, doczekały się adaptacji filmowych. Inne, osiągające wtedy kosmiczne ceny na rynkach wtórnych, dzisiaj można kupić w przystępnej cenie (chociaż „przystępna cena” jest pojęciem subiektywnym 😉 ), a jeszcze inne za grosze.

W tamtym czasie kupowałem wiele amerykańskich tytułów wydawnictw niskonakładowych. Głównie ze względu na tematykę inną od superhero lub inne do niej podejście. Również dlatego, że w wielu przypadkach ich strona graficzna – czasami nowatorska, choć nie zawsze perfekcyjna – odbiegała od mainstreamowej sztampy.

Serią, która cieszyła się wysoką popularnością, i która osiągała wysokie ceny na rynkach wtórnych, była „Animal Mystic”. Jej twórcą był Dark One (Greg Williams). Pierwszy zeszyt został wydany w roku 1993 przez Cry For Dawn. Wkrótce po tym, przejął ją Syrius Entertainment.

Tytułową bohaterką komiksu jest Nikki Ranoakke – kalifornijska studentka archeologii, mistrzyni sztuk walki, bezwzględna w walce o ochronę środowiska naturalnego, dysponująca ogromnym spadkiem po nieżyjącym ojcu.
Po wyjeździe do Ameryki Południowej, gdzie zamierzała uporządkować sprawy firmy wykorzystującej finanse jej nieżyjącego ojca dla prywatnych celów jej zarządcy, trafia do dżungli, gdzie spotyka plemię Amazonek i zostaje ich królową o imieniu Jatarri. Jej towarzyszem staje się olbrzymi, biały tygrys, któremu nadała imię Mingus. Za sprawą, przypominającego złotą rybkę, stworzenia Mota zamieszkującego (uwięzionego?) w Hydromydzie przemieszcza się w przestrzeni kosmicznej. Pierwszym miejscem jest planeta Praktill, gdzie wraz z centaurem o imieniu Klor wybawia planetę z plagi stworzeń nazywanych spigmodites. Po chwilowym powrocie do Amazonii i ostatecznym załatwieniu spraw z nieuczciwym zarządcą majątku ojca, Jatarri przenosi się, ponownie za sprawą mistycznego Mota, w kosmos, na wodną planetę Antakia, gdzie zostaje uwikłana w konflikt pomiędzy podwodnym miastem Marinopolis a dyktatorem, lordem Multa. Tam także dowiaduję się prawdy o swoim pochodzeniu i źródle jej niezwykłych zdolności (np. komunikowania się ze wszelkimi stworzeniami).

Pierwotnie publikowana w zeszytach, seria została zebrana w dwóch tomach „Animal Mystic” i „Animal Mystic: Water Wars”.

Klor doczekał się własnej mini serii.

Serie te zainteresowały mnie jako niewymagające, momentami ciekawie namalowane czytadełka.

Silent Möbius

Po obejrzeniu filmu Pacific Rim „zanurkowałem” do kartonów z komiksami by wygrzebać i przypomnieć sobie serię, która, podobnie jak w filmie, przedstawia walkę ludzi z potworami przedostającymi się do naszego świata z innego świata.

Jest to jedna z pierwszych serii komiksu japońskiego, którą zacząłem czytać wiele lat temu.

Silent Möbius (サイレントメビウス albo Sairento Mebiusu) to manga, której twórcą jest Kia Asamiya. Opowiada ona o żeńskiej, specjalnej grupie policji ochraniającej Tokio przed inwazją istot z innego wymiaru zwanych Lucifer Hawks.

W roku 1999 Gigelf Liqueur, wspomagany przez Gildię Magów, uruchomił plan otworzenia bramy między Ziemią a światem Nemezis. Celem tego była wymiana zanieczyszczonego powietrza i wód na Ziemi na czyste powietrze i wodę z Nemezis. W tym celu, pod Tokio wybudowano ogromny cyklotron. Jednak Ganossa Maximilian, stary uczeń Gigelfa, sabotował plan, otwierając bramę wcześniej z zamiarem wykorzystania jej dla własnych celów. Od tego wydarzenia, przez wiele lat Gigelf i Gildia Magów walczyli z inwazją Lucyfer Hawks, jak nazwano mieszkańców Nemezis. Gigelf został zabity w 2006 roku i wydaje się, że w ciągu następnych kilku lat resztę Gildii spotkał podobny los.

W roku 2023 Rally Cheyenne, mająca mieszane pochodzenie, ponieważ jej matka Lufa Cheyenne była członkiem Gildii Magów a jej ojciec pochodził z Nemezis, poczuła się częściowo odpowiedzialna za coraz liczniejsze ataki ze strony stworzeń z Nemezis. Rally utworzyła organizację zwaną Abnormal Mystery Police Department (AMPD), która pierwotnie składała się z trzech oficerów (Kiddy Phenil, Lebia Maverick i Nami Yamigumo) oraz podkomendant (Mana Isozaki). W ciągu następnych kilku lat do zespołu dołączyły Yuki Saiko, Katsumi Liqueur i Lum Cheng. Ta grupa zajmuje się ochroną Tokio i eliminacją przechodzących z Nemesis potworów.

Zamysł scenariusza jest podobny do Pacific Rim, jednak do walki z Luicifer Hakws nie są wykorzystywane olbrzymie egzoszkielety ale magiczne zaklęcia oraz nowoczesna broń.

Publikację mangi rozpoczęto w roku 1989 w magazynie „Comic Dragon”. Ostatni, dwunasty tom pierwszej serii ukazał się w roku 1999. Po dłuższej przerwie, w roku 2013 Asamiya rozpoczął rysowanie nowej serii zatytułowanej Silent Möbius QD, której akcja rozgrywa się 17 lat po oryginalnej historii. Ostatni epizod mangi ukazał się w roku 2018.

Ja poznałem tę serię dzięki jej publikacji w języku angielskim przez Viz Communications Inc. w latach 1991-2001 (jedenaście zeszytowych mini serii). W roku 2001 wydawnictwo Fanboy Etertainment Inc. Rozpoczęło publikację kontynuacji serii pod tytułem „Möbius Klein”.

Ps.
Manga doczekała się animowanej adaptacji filmowej.

The Leopard from Lime St.

Jakiś czas temu, tutaj http://znakomiks.com.pl/2017/12/10/the-dandy-the-beano-etc/ napisałem kilka słów o brytyjskich magazynach komiksowych adresowanych do młodszych czytelników.

W tamtym tekście pominąłem poniedziałkowy tygodnik Buster. Stało się tak, być może dlatego, że nie miałem okazji przeczytać większej liczby jego numerów i nie zapadł mi w pamięć.

W tym miejscu, chciałbym to nadrobić. Okazją ku temu są dwa albumy, na które natrafiłem w zeszłym roku. Zebrano w nich odcinki serii komiksowej, która od marca 1976 do maja 1985 była publikowana na łamach tego tygodnika.

Akcja toczy się w fikcyjnym, brytyjskim mieście Selbridge, a jej bohaterem jest trzynastoletni Billy Farmer. Chłopiec jest sierotą, którym opiekują się ciotka Joan i wuj Charlie. Mieszkają przy Lime Street. Kochająca ciotka wymaga operacji chorej nogi, na którą to operację ją nie stać. Wuj jest myślącym jedynie o sobie leniem stroniącym od jakiejkolwiek pracy. Jest on również tchórzem, który podbudowuje swoje ego wyżywaniem się na Billy’m. Chłopiec doznaje tego samego w szkole, gdzie powszechnie uznawany jest za słabeusza i fajtłapę. Daje sobie z tym radę, głównie dzięki temu, że skupia się na redagowaniu i wydawaniu szkolnej gazetki, do której sam wykonuje zdjęcia.

Życie chłopca uległo zmianie, gdy podczas próby sfotografowania zwierząt w lokalnym, eksperymentalnym zoo, został zadrapany przez radioaktywnego lamparta. Po tym zdarzeniu, Billy zdobył niezwykłe, nadludzkie moce: lamparcią siłę, szybkość, refleks, sprawność, zdolności regeneracyjne oraz zmysł ostrzegawczy. Zauważywszy to, przerobił kostium, który pozostał mu po tym, jak w szkolnym przedstawieniu grał rolę kota. Tak oto stał się The Leopard from Lime Street (Lampartem z ulicy Wapiennej). W szkole pozostając fajtłapą i ukrywając swoją tożsamość pod przebraniem, Billy stara się pomagać mieszkańcom Selbridge. Z powodu różnych zbiegów okoliczności, pomimo udzielanej pomocy, powszechnie jest postrzegany jako krwiożerczy potwór i sprzymierzeniec wszelakiej maści przestępców – Bestia z Selbridge. W rozpowszechnianiu takiej opinii prym wiedzie redaktor lokalnej gazety The Selbridge Sun, pan Thaddeus Clegg. Ścigany przez policję oraz mieszkańców Selbridge, Billy rozprawia się z pospolitymi przestępcami, którzy dzięki niemu trafiają w ręce policji. Przy okazji wykonuje on zdjęcia relacjonujące jego działania, które to, jako Billy Farmer, sprzedaje redaktorowi The Selbridge Sun. Zarobione pieniądze przeznacza na pomoc chorej ciotce.

Celowo wyróżniłem kursywą niektóre fragmenty tekstu. Spójrzcie na nie ponownie, a moja intencja sama się Wam nasunie.

Tak, déjà vu, to już gdzieś było opowiedziane, prawda?
Prawda, podobna historia rozpoczęła się prawie dekadę wcześniej w USA. Jednak, pomimo tak licznych podobieństw, jest kilka różnic: młodszy bohater, inne radioaktywne stworzenie, brak przeciwników dysponujących nadludzkimi mocami, mała mieścina.

Lampart z ulicy Wapiennej zdobył wielu fanów. W tamtym czasie nakład tygodnika Buster osiągał 175 tysięcy egzemplarzy.
Autorami komiksu są scenarzysta Tom Tully oraz rysownicy Mike Western i Eric Bradbury.

Albumy, które zdjąłem z półki zostały opublikowane przez Rebellion w latach 2017 (tom I) oraz 2019 (tom II). Zawierają one materiał publikowany w Buster od marca 1976 do lipca 1978.