The Leopard from Lime St.

Jakiś czas temu, tutaj http://znakomiks.com.pl/2017/12/10/the-dandy-the-beano-etc/ napisałem kilka słów o brytyjskich magazynach komiksowych adresowanych do młodszych czytelników.

W tamtym tekście pominąłem poniedziałkowy tygodnik Buster. Stało się tak, być może dlatego, że nie miałem okazji przeczytać większej liczby jego numerów i nie zapadł mi w pamięć.

W tym miejscu, chciałbym to nadrobić. Okazją ku temu są dwa albumy, na które natrafiłem w zeszłym roku. Zebrano w nich odcinki serii komiksowej, która od marca 1976 do maja 1985 była publikowana na łamach tego tygodnika.

Akcja toczy się w fikcyjnym, brytyjskim mieście Selbridge, a jej bohaterem jest trzynastoletni Billy Farmer. Chłopiec jest sierotą, którym opiekują się ciotka Joan i wuj Charlie. Mieszkają przy Lime Street. Kochająca ciotka wymaga operacji chorej nogi, na którą to operację ją nie stać. Wuj jest myślącym jedynie o sobie leniem stroniącym od jakiejkolwiek pracy. Jest on również tchórzem, który podbudowuje swoje ego wyżywaniem się na Billy’m. Chłopiec doznaje tego samego w szkole, gdzie powszechnie uznawany jest za słabeusza i fajtłapę. Daje sobie z tym radę, głównie dzięki temu, że skupia się na redagowaniu i wydawaniu szkolnej gazetki, do której sam wykonuje zdjęcia.

Życie chłopca uległo zmianie, gdy podczas próby sfotografowania zwierząt w lokalnym, eksperymentalnym zoo, został zadrapany przez radioaktywnego lamparta. Po tym zdarzeniu, Billy zdobył niezwykłe, nadludzkie moce: lamparcią siłę, szybkość, refleks, sprawność, zdolności regeneracyjne oraz zmysł ostrzegawczy. Zauważywszy to, przerobił kostium, który pozostał mu po tym, jak w szkolnym przedstawieniu grał rolę kota. Tak oto stał się The Leopard from Lime Street (Lampartem z ulicy Wapiennej). W szkole pozostając fajtłapą i ukrywając swoją tożsamość pod przebraniem, Billy stara się pomagać mieszkańcom Selbridge. Z powodu różnych zbiegów okoliczności, pomimo udzielanej pomocy, powszechnie jest postrzegany jako krwiożerczy potwór i sprzymierzeniec wszelakiej maści przestępców – Bestia z Selbridge. W rozpowszechnianiu takiej opinii prym wiedzie redaktor lokalnej gazety The Selbridge Sun, pan Thaddeus Clegg. Ścigany przez policję oraz mieszkańców Selbridge, Billy rozprawia się z pospolitymi przestępcami, którzy dzięki niemu trafiają w ręce policji. Przy okazji wykonuje on zdjęcia relacjonujące jego działania, które to, jako Billy Farmer, sprzedaje redaktorowi The Selbridge Sun. Zarobione pieniądze przeznacza na pomoc chorej ciotce.

Celowo wyróżniłem kursywą niektóre fragmenty tekstu. Spójrzcie na nie ponownie, a moja intencja sama się Wam nasunie.

Tak, déjà vu, to już gdzieś było opowiedziane, prawda?
Prawda, podobna historia rozpoczęła się prawie dekadę wcześniej w USA. Jednak, pomimo tak licznych podobieństw, jest kilka różnic: młodszy bohater, inne radioaktywne stworzenie, brak przeciwników dysponujących nadludzkimi mocami, mała mieścina.

Lampart z ulicy Wapiennej zdobył wielu fanów. W tamtym czasie nakład tygodnika Buster osiągał 175 tysięcy egzemplarzy.
Autorami komiksu są scenarzysta Tom Tully oraz rysownicy Mike Western i Eric Bradbury.

Albumy, które zdjąłem z półki zostały opublikowane przez Rebellion w latach 2017 (tom I) oraz 2019 (tom II). Zawierają one materiał publikowany w Buster od marca 1976 do lipca 1978.

The Beatles Yellow Submarine

W roku 1968 miał premierę pełnometrażowy film animowany, który w owym czasie uznano za przełomowy w dziedzinie animacji. Była to „Żółta łódź podwodna”.

Fabuła filmu oparta jest o teksty piosenek zespołu The Beatles. Jego reżyserem był George Dunning. Projekty postaci i scenografię stworzył Heinz Edelman, który wyraźnie czerpał z psychodelicznych grafik Petera Maxa.

W krainie zwanej Pepperland, położonej głęboko pod poziomem morza, panuje wszechobecna szczęśliwość i miłość. Wszystko to dzięki muzyce, której źródło znajduje się na scenie, na której gra Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band (Sierżanta Pieprza Zespół Klubu Samotnych Serc). Ta sielanka zostaje zniszczona przez armię nienawidzących muzyki Blue Meanies (Niebieskich Złośliwców). Mer krainy wysyła Starego Freda w Żółtej Łodzi Podwodnej, aby ten sprowadził pomoc. Fred trafia do Liverpool, gdzie spotyka członków zespołu The Beatles, którzy odpowiadają na wezwanie o pomoc. Tak rozpoczyna się wypełniona muzyką i piosenkami zespołu psychodeliczna podróż do Pepperlandu, która kończy się …oczywiście… wyzwoleniem mieszkańców krainy.

Nie wiem czy film ten wyświetlano w polskich kinach. Dziecięciem jeszcze będąc, po raz pierwszy, obejrzałem go na czarno białym odbiorniku, gdy w latach 70-tych XX wieku wyemitowała go Telewizja Polska. Teraz mam go pod ręką w formacie DVD i od czasu do czasu, wraz z Żółtą Łodzią Podwodną, zanurzam się w otchłanie morza czasu, morza potworów i morza dziur.

Ponieważ tutaj piszę o komiksach, to wspomnę o tym, że w roku premiery filmu amerykański wydawca komiksów Gold Key opublikował jego komiksową adaptację. Scenariusz komiksu oparty o pierwszą wersję scenariusza filmu (stąd pewne różnice) napisał Paul S.Newman. Rysunki, oczywiście w stylu Petera Maxa i w oparciu o projekty Heinza Edelmana, wykonał Jose Delbo.

Nie mam tego zeszytu, dlatego okazją do napisania tego tekstu był album wydany w roku 2018 przez Titan Comics. Ten komiks także powiela scenariusz filmu. Napisał go oraz rysunki wykonał Bill Morrison.

Ponieważ jestem fanem zespołu The Beatles, zdarza mi się zdjąć ten komiks z półki, włączyć płytę „Yellow Submarine” i zanurzyć w psychodeliczny, muzyczno-graficzny świat.

Rogue Trooper

W roku 1981, współpracujący z brytyjskim tygodnikiem „2000AD Weekly”, Gerry Finley-Day oraz Dave Gibbons stworzyli postać Rogue Trooper’a (samotnego żołnierza).

Akcja komiksu rozgrywa się na planecie Nu-Earth, gdzie toczy się wyniszczająca wojna pomiędzy Norts i Southers (Północnymi i Południowcami). Używana przez obie strony broń chemiczna i biologiczna zatruła atmosferę oraz oceany planety. W rezultacie, resztki populacji planety, w tym żołnierze obu stron, żyją w zamkniętych bazach wojskowych i osadach. Poza zamkniętymi obszarami baz lub osad noszą kombinezony ochronne, hełmy i sprzęt do oddychania. Te kombinezony są znane jako „kombinezony chemiczne”. Każde uszkodzenie hełmu lub kombinezonu chemicznego jest zazwyczaj śmiertelne dla ich użytkownika.

W momencie, gdy żadna ze stron nie mogła zdobyć przewagi, by położyć kres powstałemu impasowi, Wysokie Dowództwo Południowców stworzyło GI, czyli Genetic Infantryman (Genetycznego Piechura). Jest on żołnierzem genetycznie zmodyfikowanym tak, aby był odporny na trującą atmosferę Nu-Earth i mógł walczyć bez kombinezonu chemicznego, aby był odporny na prawie wszystkie znane toksyny, aby mógł zanurzać się w każdym silnym kwasie lub być w stanie wytrzymać próżnię bez konsekwencji dla jego nagiej, niebieskiej skóry.

Południowe Dowództwo wysłało cały Pułk GI w kosmicznej kapsule, którą upuszczono na przypominający jeden z biegunów Ziemi obszar zwany „Strefą Kwarcu”. Miał to być atak z zaskoczenia, ale, ponieważ zdrajca z Południowego Dowództwa przekazał Nortsom szczegóły tej operacji, cały pułk GI wpadł w zasadzkę i został unicestwiony. Cały, oprócz Samotnego Żołnierza, który postanowił wytropić zdrajcę. Dlatego „zdezerterował” i przemierza Nu-Earth samotnie. Chociaż nie, nie jest zupełnie sam. Towarzyszą mu trzej bracia broni. Jego towarzysze są w postaci biochipów – na które w momencie śmierci GI zapisywana jest cała jego osobowość w celu jej późniejszego odzyskania – i nazywają się Gunnar (zamontowany na karabinie), Bagman (na plecaku) i Helm (na hełmie).

Mnie najbardziej zaciekawiła pierwsza zamknięta historia, przedstawiona na łamach magazynu „2000AD Weekly” na przestrzeni lat 1981 – 1985, a która zakończyła się ostateczną konfrontacją pomiędzy Rogue Trooper’em a zdrajcą. Scenarzystą tej serii był przez cały czas Finley-Day, a rysownikami, oprócz Dave Gibbons’a, byli Brett Ewins, Cam Kennedy i Colin Wilson.

Wydawcą magazynu „2000AD Weekly” był Fleetway, zanim w roku 2000 tytuł ten został zakupiony przez Rebelion Developments.

Komiks Szczeciński 2

Z przyjemnością udostępniam materiał przygotowany przez Eryka Stańko, autora komiksu, który wchodzi w skład publikacji „Komiks Szczeciński 2”.
Eryk współpracował z naszym magazynem „Znakomiks”, gdzie był autorem rysunków do serii komiksowej „Pieśń mroku”.

https://www.facebook.com/granda.wydawnictwo/videos/1268000773385022/?t=53

Pełna informacja o publikacji znajduje się tutaj: https://www.facebook.com/komiks.szczecinski/

Mosaik

Do lat 70-tych XX wieku, wyjazdy z Polski za granicę były dla zwykłego obywatela czymś wyjątkowym, nawet po tym, jak na ich początku wprowadzono dla mieszkańców obszarów przygranicznych możliwość przekraczania granicy polsko-niemieckiej na podstawie dowodu osobistego. Wtedy to, po obu stronach granicy rozkwitła turystyka handlowa. Niemcy z NRD przyjeżdżali do Szczecina na „wspominkowe” wycieczki krajoznawcze, po kosze wiklinowe (!) i inne drobiazgi. Szczecinianie wyjeżdżali do Berlina i przygranicznych miejscowości by kupić wszystko to, czego nie było w polskich sklepach.

Byłem w siódmej klasie szkoły podstawowej, gdy z moim tatą pojechaliśmy na zakupy do oddalonego od Szczecina o około 40 km Pasewalku. Ależ miałem plany. Nareszcie kupię trochę komiksów. Przecież tyle serii wydawanych jest w języku niemieckim (Bonanza, Tarzan, Magnus, „klasikery” i wiele innych). Po wyjściu ze stacji kolejowej, pierwsze kroki skierowałem do kiosku z prasą i używając języka angielskiego (no tak, niemieckiego lub innego obcego, poza rosyjskim, którego raczej nie chciałem tam używać, nie znałem) zapytałem o komiksy. Wtedy to poznałem kolejną różnicę między RFN a NRD – pomimo jednego języka, rynki wydawnicze tych krajów znacząco się różniły. Nie spełniły się moje nadzieje. Zrezygnowany, już odchodziłem od kiosku, gdy zauważyłem … Jest! Komiks!

W ten sposób nabyłem mój pierwszy numer NRD’owskiego magazynu „Mosaik”. W tamtym czasie, pismo to było bardzo popularne wśród młodzieży NRD. Dostrzegłem to już wtedy. Siedziałem na ławce i jedząc lody przeglądałem moją zdobycz. Podszedł do mnie chłopiec w moim wieku i pokazując na magazyn powiedział; „Szprechen, szprechen, Mosaik, szprechen?” Odpowiedziałem rezolutnie: „Ja”. Chłopiec dalej: „Szprechen, szprechen?”. Ja na to, ponownie rezolutnie, jednocześnie pokazując na kiosk po drugiej strony ulicy: „Ja”. Rzuciwszy „danke”, chłopiec rzucił się biegiem do kiosku. 🙂

Magazyn „Mosaik” jest wydawany w Niemczech od roku 1955. Wydawnictwo Verlag Neues Leben postanowiło odpowiedzieć na rosnącą na zachodzie popularność magazynów komiksowych. Zadanie stworzenia NRDowskiego odpowiednika zostało powierzone rysownikowi Hannesowi Hagen. Zaproponował on nazwę magazynu „Mosaik” oraz serię komiksów z trójką młodocianych bohaterów Dig, Dag i Digedag, których nazywano Digedags. Ich przygody odbywały się w różnych okresach historycznych, miejscach i fantastycznych sceneriach. Ogółem ukazało się 221 zeszytów z przygodami Digedags, które podzielono na 7 serii tematycznych: Orient-Pacyfik (Orient-Südsee-Serie), Rzymianie (Römer-Serie), Kosmiczna (Weltraum-Serie), Wynalazcy (Erfinder-Serie), Rycerz Runkel (Ritter-Runkel-Serie), Ameryka (Amerika-Serie) i Wschód (Orient-Serie).

Po tym, jak wydawca rozwiązał umowę z twórcą-rysownikiem, który zatrzymał prawa autorskie do wykreowanych przez siebie postaci, w roku 1976 kontynuowano publikację magazynu, prezentując przygody trzech nowych bohaterów Abrax, Brabax i Califax znanych jako Abrafaxe. Fabuła przygód Abrafaxe nawiązywała do przygód Digedags. Nowi bohaterowie zostali wykreowani przez zespół Mosaik-Kollektiv, ale za wersję finalną odpowiadali pisarz Lothar Dräger i grafik Lona Rietschel. W 2008 do Abrafaxe dołączyły trzy dziewczynki Anna, Bella i Caramella, którym dedykowano oddzielną serię. Opublikowano też wiele albumów, w tym wspominkowe „25 lat Abrafaxe” i „Next Generation: Abrafaxe i ich twórcy”.
Na przestrzeni lat, serię Abrafaxe tworzyli, w kolejności alfabetycznej: Yousif Al.-Chalabi, Wolfgang Altenburger, Joachim Arfert, Ingrid Behm, Maja Berg, Horst Boche, Lothar Dräger, Marieke Ferrari, Jens Fischer, Cornelia Geppert, Christian Goguet, Ulf Graupner, Erik Grunberg, Walter Hackel, Sabine Hecher, Heidi Jäger, Steffen Jähde, Thorsten Kiecker, Marcus, Koch, Konstantin Kryssov, Andre Kurzawe, Brigitte Lehmann, Lucio Leoni i Emanuela Negrin, Massimiliano Narciso, Andreas Pasda, Egon Reitzl, Jorg Reuter, Lona Rietschel, Giovanni Rigano, Hubertus Rufledt, Thomas Schiewer, Michael Schroter, Jens-Uwe Schubert, Andreas Schultze, Ullrich Stephans, Irmtraud Winkler-Wittig, Sergio Tulipano, Sascha Wustefeld, Sieglinde Zahl i Disela Zimmermann.

Magazyn „Mosaik” zdjąłem z półki z okazji publikacji, w maju tego roku, jego 750 numeru. Ten jubileuszowy zeszyt zawiera plakat z reprodukcją okładek wszystkich numerów magazynu, w tym 229 z przygodami Digedags oraz 521 z przygodami Abrafaxe.

Za Wikipedią – od 1955 sprzedano ponad 200 milionów zeszytów z przygodami trójki bohaterów. Nakład komiksu znacznie spadł po zjednoczeniu Niemiec – przed tym wydarzeniem osiągał ok. miliona sztuk miesięcznie, w 2007 roku już tylko ok. 80 000 miesięcznie. Komiksy te były dostępne także w PRL w niemieckojęzycznej i anglojęzycznej wersji albumowej; od zjednoczenia Niemiec seria ta nie jest już sprowadzana.

Sobek

W swoim komiksie „Sobek”, James Stoke (sc. i rys.) przedstawia w żartobliwy sposób to, do czego może prowadzić bezgraniczna wiara ludzi w wybrane i czczone przez nich bóstwo.

Posłużyła mu do tego mitologia egipska. Starcie dwóch bogów, tytułowego Sobeka oraz Seta, do którego doszło w imię obrony kultu jednego przed agresją drugiego, doprowadza do pointy, którą ja odebrałem następująco: „Wyznawco i czcicielu wiedz, że nie zawsze Twój bóg ma identyczne z Twoim postrzeganie Twoich potrzeb i szczęścia”.

Komiks ten ukazał się w roku 2019 nakładem brytyjskiego wydawnictwa Shortbox.

Gąska Balbinka

W latach 50-tych i 60-tych dwudziestego stulecia, kiedy Telewizja Polska nadawała tylko jeden program telewizyjny. Emitowano go w dwóch pasmach czasowych. Pierwszy, poranny był przeznaczony dla szkół i dla rolników. Drugi rozpoczynał się popołudniu w okolicy godziny 15-16-tej i trwał do 23-24-tej. Jednym z pierwszych programów dla dzieci była „Dobranocka”. Emitowano ją o godzinie 19:20 tuż przed wydaniem Dziennika Telewizyjnego.

Wśród pierwszych polskich dobranocek były Przygody Gąski Balbinki. Pomysł zaczerpnięto z ukazującego się w tygodniku „Świerszczyk” komiksu, którego autorką była pisarka i ilustratorka Anna Hoffman. Wersja telewizyjna nie była animowana. Miała formę kilku nieruchomych obrazków, do których postaciom głosu użyczała Danuta Mancewicz.

Telewizyjne przygody Gąski Balbinki to, przede wszystkim, adresowane do najmłodszych humorystyczne historyjki moralizatorskie. Główne postacie to tytułowa Gąska, jej starszy, sepleniący, przemądrzały kolega kurczak Ptyś, mama Gąski, para kocich urwisów.

Dwie, telewizyjne przygody Balbinki zostały uwiecznione w formie słuchowiska zapisanego na płycie winylowej. Ten singiel zawiera dwie historyjki: „Balbina uważaj!” oraz „Balbinka w teatrze”.

Przygody Gąski Balbinki to głównie komiks. Publikowane w „Świerszczyku” odcinki zostały zebrane w kilku książeczkach. W roku 1961 historyjki zostały przez Naszą Księgarnię wydane w książeczce “Przygody Gąski Balbinki”, a trzy lata później w zbiorku “Idzie Gąska Balbinka”. W roku 2007 Nasza Księgarnia ponownie zebrała odcinki komiksu w tomiku zatytułowanym, po prostu, „Gąska Balbinka”.

Laleczki

Ksero tego komiksu otrzymałem kilkanaście lat temu od jego autora Macieja Pałki. Wysłał go do naszego wydawnictwa w odpowiedzi na zaproszenie do współpracy skierowane do czytelników magazynu „Znakomiks”.

Przeczytałem go i natychmiast wysłałem odpowiedź do Macieja. Zawarłem w niej:
– pochwałę scenariusza oraz graficznie ciekawej, niezwykle pasującej do fabuły, jego realizacji,
– kilka krytycznych uwag z sugestią dokonania kilku drobnych poprawek, aby nie było zbyt słodko 😉 , odnośnie kilku plansz, oraz
– żal, niestety, z powodu braku możliwości publikacji w najbliższym czasie. Był to bowiem moment, kiedy nasze środki finansowe zaangażowaliśmy w inne publikacje,
– sugestię przedstawienia komiksu innemu wydawcy.

Ostatecznie, w roku 2005, komiks „Laleczki” został opublikowany w Lublinie przez autora oraz Annę Szamruchiewicz. Była to ostatnia publikacja w ramach wydawanej przez nich serii zinów „WdruQ”.

W roku 2010 komiks doczekał się wznowienia nakładem Wydawnictwa Roberta Zaręby. Publikacja ta zawiera graficznie poprawiony materiał z wydania z roku 2005, który został uzupełniony o nowe strony narysowane do scenariuszy Bartosza Sztybora, Daniela Gizickiego i Irka Mazurka.

Jest to komiks utrzymany w stylistyce softsplatterpankowej. Przedstawia on ponurą historię umiejscowioną w świecie post apokaliptycznym. Wydawca streszcza ją tak:
Ziemia została spustoszona przez straszliwy kataklizm, który w pień wybił większość ludzkości. Szczęśliwcy, którym udało się przeżyć, schronili się w futurystycznych miastach lewitujących nad powierzchnią, a inni, którzy mieli mniej szczęścia zamienili się w bezmyślnych mutantów.
Resztki ludzkości kryją się jeszcze w niedbale skleconych domostwach, gdzie odpierają ataki zniekształconych ofiar promieniowania. Na popiołach starej, odradza się nowa, zdegenerowana cywilizacja.
Brutalny świat rządzony prawem silniejszego, w którym ludzkie mięso stanowi podstawę diety, a najlepszą rozrywkę stanowi wyuzdany, sadomasochistyczny seks.

Weźmiemy udział w tej imprezie.

Więcej szczegółów podamy w miarę udostępniania ich przez organizatorów.

Ziarno szaleństwa

Czytanie komiksu „Ziarno szaleństwa” Thomasa Mosdi (scenariusz) i Emanuella Civiello (scenariusz/ilustracje) rozpocząłem od … jego oglądania. Około dwudziestu lat temu kupiłem ponadwymiarowe (A3), limitowane, sygnowane przez rysownika, czarnobiałe wydanie drugiego tomu serii, zatytułowanego „Wielki ornament”. Rysowane ołówkiem plansze urzekły mnie tak bardzo, że nabyłem ten wolumin pomimo nieznajomości języka francuskiego. Wydawcą tej limitowanej do 950 egzemplarzy publikacji z 1997 roku był Guy Delcourt Productions.

W roku 2000 wpadł mi w ręce jesienny numer amerykańskiego magazynu „Heavy Metal”, w którym opublikowano pierwszy tom serii noszący tytuł ”Igguk”, tym razem w baśniowych, nastrojowych i mrocznych kolorach oraz w zrozumiałym dla mnie języku. Ta lektura spowodowała, że zdecydowałem, by przy najbliższej okazji zakupić całość serii w języku, w którym czytanie nie sprawi mi trudności. Taka okazja nadarzyła się, gdy natrafiłem na włoskiego „integrala” zawierającego wszystkie cztery tomy opowieści (1. Igguk, 2.Wielki ornament, 3. Morryowen, 4. Bezduszny król). Jest to album wydany w roku 2011 przez Magic Press Edizzioni srl.

Pora napisać, o czym jest ten komiks.
W średniowieczu, w którym chrześcijaństwo zniszczyło wszystkie inne wyznania, świat Faërie (Świat Baśni) ginie pod presją sił demonicznych. Aby ocalić swój lud i jego ziemie przed zniszczeniem, czarodziejska królowa powierza alchemikowi Iggukowi Plitchwookowi, zwanemu również „Pamięcią Elfów”, misję odnalezienia kryształowego serca. Dla doświadczonego elfa alchemika jest to początek niezwykłych przygód, które doprowadzą go do wiecznej chwały … lub do najstraszniejszej śmierci.