Gałgan

Pierwotnie opublikowano na stronie 16 października 2015

Zawsze cieszy mnie, gdy kupując na przysłowiowego „czuja” nieznane wcześniej płytę z muzyką, książkę lub komiks, po bliższym zapoznaniu się z zawartością uznaję mój wybór za słusznie dokonany.

Ponieważ tutaj piszę o komiksach, to wspomnę tylko o moim najnowszym komiksowym zakupie „na czuja”.
Podczas ostatniego Międzynarodowego Festiwalu Komiksów i Gier w Łodzi 2015 trafiłem na stoisko niezależnego wydawnictwa, na którym znalazłem pięć kolejnych zeszytów serii „Gałgan”. Jej twórcą jest Jan Skarżyński, który samodzielne wydawanie swojego projektu rozpoczął w październiku 2014. Jestem przekonany o tym, że anonse o tym komiksie widziałem w internecie wcześniej. Jednak dopiero bezpośredni kontakt z publikacją, jej przekartkowanie, spowodował podjęcie decyzji o zakupie…od razu wszystkich dostępnych numerów. Przeczytałem je en masse, bowiem wciągnęła mnie zawarta w historii tajemnica. Myślę też, że graficzna realizacja scenariusza jest dodatkowym elementem pozytywnie wpływającym na odbiór tego komiksu. Nie jestem przekonany o tym, czy inna stylistyka (rysunek bardziej realistyczny, kolor) skłoniły by mnie do zainteresowania się publikacją wtedy podobną do wielu innych. Ten komiks graficznie wyróżnia się z tłumu, co mój „czuj” przypisał mu na plus. Na marginesie, udział w konwencie komiksowym daje możliwość poznania i nabycia z pierwszej ręki ciekawych publikacji zinopodobnych, które, przy ich niskim nakładzie i bardzo ograniczonej dystrybucji można przeoczyć.

Tytułowy Gałgan jest siedemnastolatką, która samotnie mieszka w domku za miastem. Towarzyszy jej gadający kot Rufus. Historia rozpoczyna się surrealistycznie, bo zasztyletowaniem poduszki przytulanki, w które zamieszana (wrobiona?) jest bohaterka komiksu. Wokół tego zabójstwa rozwija się akcja, do której wprowadzane są kolejne postaci – rodzice dziewczyny, o których nie wiadomo wiele, poza tym, że ją opuścili (umarli? zginęli? porzucili ją?), gdy była dzieckiem; taksówkarz Hieronim, który jej pomaga; listonosz, którego prawdziwe intencje nie są jeszcze znane; dyrektorka szkoły mająca wobec dziewczyny podejrzane zamiary; para policjantów badających sprawę zabójstwa poduszki. Autor wplata wątki surrealistyczne – wspomniana zamordowana poduszka, gadający kot, rower dziewczyny potrafiący odgryźć nogę – oraz sugeruje możliwość pojawienia się elementów paranormalnych. Pięć zeszytów to dużo, ale dotychczasowa akcja pozwala przypuszczać, iż to dopiero początek, że jeszcze niejedno może zaskoczyć i bohaterkę, o której inni zdają się wiedzieć więcej, niż ona sama, i oczywiście czytelnika.

Czekam na kolejne zeszyty serii. Czekam na kolejne zaskoczenia … i ostateczne wyjaśnienie, o co tu tak naprawdę chodzi. Chociaż, jak dla mnie, wyjaśnienie to nie musi zbyt szybko nadejść. Ta seria nie musi się zbyt szybko zakończyć.

Tyfus, Homek i Erotomek

Pierwotnie opublikowano na stronie 09 lipca 2015

Pierwsza połowa lat 90-tych ubiegłego wieku była dla polskich twórców komiksów dobrym okresem. Głównie dzięki temu, że uzyskali oni dostęp do możliwości druku swoich dzieł. Wcześniej kserowane, undergroundowe ziny i albumy zaczęły coraz częściej pojawiać się w formie drukowanej, i co znamienne, nadal bez jakiejkolwiek cenzury. Zdobyta dzięki przemianom ustrojowym swoboda wypowiedzi była przez wielu twórców wykorzystywana w sposób specyficzny. Oprócz poruszania problemów politycznych czy społecznych, swoboda ta wyrażała się głównie poprzez … wyrażanie się. Wulgaryzmy pojawiały się w przeważającej liczbie publikacji. A w tej liczbie, najczęściej tylko dlatego, że … można, i dlatego, że „jarali się” nimi sami młodzi twórcy i młodzi czytelnicy. Komiksy, w których wykorzystanie wulgaryzmów było podyktowane uzasadnionymi potrzebami scenariusza stanowiły rzadkość.

Komiksem, w którym wulgaryzmy pojawiają się średnio w co drugim kadrze jest „Tyfus, Homek i Erotomek” będący parodią serii komiksowej „Tytus, Romek i A’TomekJerzego Chmielewskiego. Autorem scenariusza i rysunków tego komiksu jest Bartosz „Termos” Słomka, a wydawcą oficyna Masło. Kupiłem to wydanie bezpośrednio od autora podczas Festiwalu Komiksu w Łodzi w roku 1995.

W wypadku tej publikacji, rynsztokowe słownictwo nie razi. Przeciwnie, pasuje ono idealnie do zastosowanej przez autora formuły parodii polegającej, w tym wypadku, głównie na przeciwstawieniu grzecznemu językowi języka wulgarnego. Autor dokonuje symultanicznego przekładu wulgaryzmów i zwrotów slangowych na język literacki, co stanowi dodatkowy element satyryczny. Komiks został napisany i narysowany tak, że na pierwszy rzut oka można uznać, iż komiks ten mógł być napisany i narysowany przez samego Papcia Chmiela. Posiada on bowiem wszelkie atrybuty parodiowanej serii, to znaczy podobne tempo i sposób prowadzenia akcji, podróże w czasoprzestrzeni, alternatywne rzeczywistości oraz elementy moralizatorskie (inaczej).

Bez zdradzania szczegółów scenariusza, napiszę jedynie to, że komiks zawiera treści, które można uznać za kontrowersyjne, np. pijane i przeklinające siostry zakonne, czy pojedynek na #@%e (penisy).

Dudi Superptak

Pierwotnie opublikowano na stronie 04 maja 2015

Dudi Superptak jest bohaterem serii rysunków satyrycznych autorstwa Andrzeja Dudzińskiego. Były one publikowane w tygodniku satyrycznym „Szpilki” w latach 70-tych XX wieku. Wydawcą „Szpilek” w tamtym czasie było Krajowe Wydawnictwo Czasopism RSW „Prasa-Książka-Ruch”.

To, co w pierwszej kolejności przyciągnęło mnie do tych rysunków, to był ich komiksowy charakter wyrażony dymkami z tekstem, które wtedy uznawałem za atrybut komiksu. Ale, to dowcip jest tym, co spowodowało, iż do dnia dzisiejszego je uwielbiam. Najczęściej jest on abstrakcyjny i pomimo tego, że często odnosi się do aktualnych wydarzeń politycznych, kulturalnych oraz obserwacji zachowań społecznych poczynionych przez autora, jest przekazem ponadczasowym. Sentencje wygłaszane są przez samego Dudiego oraz przez towarzyszącą mu menażerię postaci, często tak dziwnych jak on sam.

Rysunek Dudzińskiego jest charakterystyczny i rozpoznawalny. W przypadku Superptaka, są to prace o różnym stopniu szczegółowości. Wśród nich znajdują się rysunki wycyzelowane, które stanowią graficzne cudeńka, do których powracam dla samej grafiki.

Dla mnie, Dudi Superptak był super w czasie, gdy pojawiał się w „Szpilkach”, a z powodów, które podałem wyżej jest super nadal.

Oprócz archiwalnych egzemplarzy magazynu „Szpilki”, rysunki z Dudim możecie znaleźć w książce „Dudi Superptak”, która ukazała się w roku 1976 nakładem Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe. W latach 70-tych trafił on również na pocztówki w serii „Szpilki” wydanej przez Krajową Agencję Wydawniczą.

Jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej o bogatej twórczości Andrzeja Dudzińskiego, której ptak Dudi jest jedynie częścią, to najlepszym miejscem jest jego autorska strona internetowa pod adresem http://andrzejdudzinski.com/menu.php

Oor Wullie

Pierwotnie opublikowano na stronie 04 maja 2015

„D’ye ken yon gille? Naw…?” = „Czy znasz tego chłopca? Nie…?”

Bohaterem prasowych pasków komiksowych, którego olbrzymia popularność jest w dużej mierze ograniczona do jednego regionu jest Oor Wullie [po angielsku „Our Willie”]. Jego przygody drukowane są od roku 1937 w publikowanej w Dundee gazecie The Sunday Post, której wydawcą jest D.C.Thompson Co., Ltd. Gazeta dystrybuowana jest w Szkocji i Irlandii Północnej, ale dociera też do północnych regionów Anglii.

Wullie jest chłopcem w wieku około dziesięciu lub jedenastu lat. Mieszka on w fikcyjnym mieście Auchenshoogle, według czytelników zlokalizowanym gdzieś na północy Szkocji w okolicach Inverness. Jest łobuziakiem samozwańczo przewodzącym grupie rówieśników. Podobnie, jak w przypadku wydawanych przez D.C.Thompson Co., Ltd. wielu magazynów komiksowych dla dzieci i młodzieży, takich jak, np. The Beano, podstawą przygód Wulliego i jego gangu są „naughtiness” (psotliwość, niegrzeczność, nieposłuszeństwo) oraz „mischievousness”(złośliwość, złe zachowanie). Częstym motywem jest „szybka kasa”, dla zdobycia której bohaterzy komiksu posuwają się do nierozsądnych i niewykonalnych działań. Wiele z nieudanych akcji czy psot kończy się narzekaniem Wulliego „I nivver get ony fun roond here!”.
Każdy z jednostronicowych epizodów rozpoczyna się i kończy obrazem Wulliego siedzącego na jego ulubionym wiaderku. W ostatnim kadrze, Wullie podsumowuje/pointuje przedstawioną historię.

Postać Naszego Williego (Oor Wullie) wymyślił Robert Duncan Low wzorując ją na swoim synu Ronie. Przez ponad trzydzieści lat, aż do roku 1969, rysownikiem serii był Dudley D.Watkins, który ustalił harakterystyczny dla niej styl rysunku i wygląd bohaterów, których jego następcy starali się nie zmieniać. Po jego śmierci, ołówek przejmowali kolejno Tom Lavery, Peter Davidson, Robert Nixon, Ken H.Harrison. Scenariusze pisali również Dave Donaldson, Tom Morton i Morris Heggie.

Każdego roku, w okolicach Bożego Narodzenia, w formie wielostronicowego Annual’a ukazuje się zbiorcze wydanie przygód Wullie’go.

Komiksy z Oor Wullie zacząłem doceniać dopiero po moich kilku wizytach w Szkocji. Po tym, jak poznałem i polubiłem ten kraj oraz jego mieszkańców i po tym, jak wsłuchałem się w melodię szkockiej odmiany języka angielskiego i polubiłem ją. Czytając komiksy z Wulliem „słyszę” szkocką wymowę, akcentowanie angielskich słów i melodię zdań. Niezmiernie podobają mi się charakterystyczne dla Szkotów słowa i powiedzonka z wieloma zapożyczeniami z języków scots oraz gaelic. W poniższej galerii z przykładowymi kadrami z komiksu znajdziecie mały szkocko-angielski słowniczek dla turystów.

„See ye efter” = „Do zobaczenia”.

Zorro

Pierwotnie opublikowano na stronie 04 maja 2015

W roku 1919, Johnston Mc Culley wymyślił postać Zorro. Opowiadania z jego przygodami były publikowane w popularnych w początku XX wieku, tanich, wydawanych na gorszej jakości papierze magazynach (tzw. pulp magazines). Postać stała się bardzo popularna wśród czytelników, co przyczyniło się do powstania kilku adaptacji filmowych oraz komiksowych.

Do Polski, Zorro trafił w drugiej połowie lat 60-tych XX wieku, jako bohater serialu telewizyjnego wyprodukowanego przez The Walt Disney Studios. Nie wiem ile z 78 odcinków wyprodukowanych w latach 1957-1959 zostało pokazane w polskiej telewizji w tamtym czasie. Pamiętam tylko to, że raz w tygodniu zasiadaliśmy przed telewizorami i z niecierpliwością czekaliśmy na pojawienie się oświetlanego błyskawicami czarnego jeźdźca na czarnym koniu. Do dzisiaj, ten serial oraz aktorzy, Guy Williams wcielający się w postać Zorro, Gene Sheldon jako jego niemy służący Bernardo oraz Henry Calvin odgrywający rolę sierżanta Garcia, stanowią dla mnie szczyt, którego nic nie przewyższyło. To samo dotyczy serii komiksów opublikowanych przez Dell Comics. Hm…sentyment?

Wydawca Dell Comics zamieścił pierwszy odcinek komiksowych przygód Disney’owskiego Zorro w 882 numerze serii Four Color Comics. Było to w lutym 1958 roku. Jeżeli się nie mylę, to wydanych zostało 15 numerów z przygodami tego bohatera. Tak, jak to było w zwyczaju tego wydawcy, wszystkie zeszyty zostały oprawione w okładki ze zdjęciem głównego bohatera pochodzącymi z telewizyjnego serialu The Walt Disney Studios. Podobnie, rysunki przedstawiające głównych bohaterów wzorowane były na aktorach odgrywających główne role w serialu. Autorem tych rysunków był Alex Toth. W 1966 roku Gold Key Comics rozpoczęło publikację serii o Zorro, ale były to jedynie reprinty wydań Dell Comics.

W kilku zdaniach. Akcja toczy się w Kalifornii, w latch 20-tych XIX wieku, podczas panowania Hiszpanów. Młody arystokrata Don Diego de la Vega powraca ze stiudiów w Hiszpani do swojego rodzinnego domu na przedmieściach El Pueblo de Nuestra Señora Reina de los Ángeles sobre El Rio Porciuncula (obecnie Los Angeles). Tam, znany jest jako miłujący książki fajtłapa. Natomiast jego alter ego, Zorro, staje się z jednej strony postrachem dla bezdusznych i często okrutnych urzędników rządowych oraz dla różnego rodzaju bandziorów, a z drugiej strony nadzieją dla gnębionych mieszkańców Kalifornii. Jest on przebiegły tak, jak lis [po hiszpańsku “zorro”], sprawny fizycznie, świetnie jeżdżący konno oraz świetnie władający szpadą i batem. Poza jego służącym Bernardo, nikt nie zna sekretu Zorro.

„THE DANDY”, „THE BEANO”, etc.

Pierwotnie opublikowano na stronie 04 maja 2015

W latach mojego dzieciństwa, poza postaciami wymyślonymi przez Bohdana Butenkę, czyli Gapiszonem (od roku 1958 w tygodniku „Miś”), którego przygody adresowane są do najmłodszych czytelników, oraz Kwapiszonem (osiem książeczek wydanych w latach 1975-1980) dla nieco starszych odbiorców, a także poza bohaterami serii Papcia Chmiela „Tytus, Romek i A’tomek” (od roku 1957 w magazynie „Świat Młodych” oraz w zbiorczych księgach) oraz Jonką, Jonkiem i Kleksem stworzonymi przez Szarlotę Pawel (pierwsza przygoda ukazała się w „Świecie Młodych” w roku 1973), w szerokiej, ogólnopolskiej dystrybucji nie znajdowało się więcej komiksów z historyjkami o dzieciach dla dzieci i o młodzieży dla młodzieży. Darzę te komiksy dużym sentymentem. Dotyczy to w szczególności mojego rówieśnika Gapiszona, którego przygody były pierwszymi, polskimi historyjkami komiksowymi jakie „czytałem”.

Ten wstęp był mi potrzebny do napisania kilku słów o innych, podobnych komiksach, których egzemplarze, po raz pierwszy, trafiły w moje ręce w latach 70-tych ubiegłego stulecia, do których również odczuwam duży sentyment.

Były to brytyjskie tygodniki „The Beano”, „The Beezer”, „The Topper” oraz „The Dandy”. Sporą ich stertę miał mój kolega z klasy w liceum i wypożyczał mi je. Jak się później dowiedziałem, była to tylko mała próba cotygodniowej porcji magazynów komiksowych adresowanych do brytyjskiej młodzieży. Ależ zazdrościłem moim brytyjskim rówieśnikom tej mnogości wydań i różnorodności bohaterów. To na przygodach, między innymi, takich postaci jak Denis the Menace, The Numskulls, Bash Street Kids, Roger the Dodger, Beryl the Peril, Little Plum, Minnie Minx, Calamity James, Gnasher, Colonel Blink i wielu innych sprawdzałem moją znajomość języka angielskiego. Do kilkunastoletniego chłopaka szczególnie przemawiało to, co Anglicy określają jako „naughtiness” (psotliwość, niegrzeczność, nieposłuszeństwo) oraz „mischievousness”(złośliwość, złe zachowanie), które stanowiły podstawę przygód bohaterów angielskich magazynów, a które trudno było znaleźć w polskich komiksach.

Dopiero kilka lat później udało mi się zdobyć kilka tak zwanych Annuals, to jest specjalnych, twardo okładkowych publikacji wydawanych zazwyczaj pod koniec roku jako potencjalne prezenty pod choinkę. A jeszcze kilka lat później zaczęły trafiać do mojej kolekcji tygodniki oraz wydania kieszonkowe i inne zbiorcze.

Wydawcą The Dandy (od roku 1937), The Beano (od roku 1938), The Topper (od roku 1953) oraz Beezer (od roku 1956) jest D.C.Thomson & Company, Limited. Przez ponad 75 lat z wydawcą współpracowało wielu twórców. Trudno jest tu wymienić ich wszystkich. Dlatego zainteresowanych odsyłam do przyjaciela Google’a. W sieci znajduje się wiele stron poświęconych tym komiksom i ich autorom.

Pochwalę się natomiast faktem spotkania i długiej rozmowy z jednym z nich, z Henry Davies’em. Miałem taką okazję i szczęście w tym roku, w marcu, podczas trzeciej edycji The London Super Comic Convention. Nie ukrywam, że to spotkanie stało się głównym impulsem do „odkurzenia” egzemplarzy The Beano i całej reszty oraz do napisania tego tekstu.

Henry Davies (http://henrydavie3.wix.com/henrydavies#!) jest rysownikiem, który ma na swoim koncie narysowanie wielu stron z przygodami niemal wszystkich głównych postaci magazynów The Beano i The Dandy. Chętnie uczestniczy on w różnych imprezach komiksowych i, jak tego doświadczyłem, uwielbia gawędzić o komiksach. Zdaje się być kopalnią wiedzy o komiksach The Dandy i The Beano oraz o ich wielu twórcach. Ma też ciekawe spostrzeżenia odnośnie rynku komiksowego, fanów komiksu, itp., itd. Rozmawialiśmy bardzo długo. A to, w jaki sposób doszło do jego wrysowania się do mojego zeszytu z autografami, obaj będziemy przedstawiali swoim znajomym jako anegdotę samą w sobie.

Starslayer – The Log of The Jolly Roger

Pierwotnie opublikowano na stronie 13 kwietnia 2015

Setki lat w przyszłości Ziemia stała się światem przeludnionym, zanieczyszczonym i zatrutym, z którego ludzie emigrowali na planety układu słonecznego. Po wiekach współżycia w pokoju, pozaziemskie kolonie wszczęły wojny. Ich powodem stało się zamierające Słońce, które dostarczało coraz mniej energii. Mieszkańcy planet najdalej od niego oddalonych rozpoczęli wędrówkę w kierunku centrum Układu Słonecznego, w kierunku planet cieplejszych.

Torin Mac Quillon był celtyckim wojownikiem walczącym przeciwko Imperium Rzymskiemu. W trakcie potyczki z oddziałem Rzymian, tuż przed otrzymaniem śmiertelnego ciosu, został on przeniesiony w daleką przyszłość. Stało się to za sprawą jego potomkini Tamary. Barbarzyńca został wyposarzony w opaskę na głowę, która oddziałując bezpośrednio na jego mózg dostarcza wiedzę umożliwiającą mu rozumienie świata, w którym się znalazł, oraz korzystanie z jego zaawansowanej technologii.
Tamara poprosiła Torina by przyłączył się do misji zleconej jej przez Dyrektoriat Ziemi. Ten zgodził się i został drugim członkiem załogi statku kosmicznego Jolly Roger. Jego barbarzyńska dzikość i odruchy bitewne wspierane wiedzą implantowaną przez opaskę uczyniły z niego groźnego bojownika. Przy jego pomocy Tamara wypełnia swoją misję polegająca na zebraniu rozproszonych po planetach Układu Słonecznego elementów urządzenia generującego olbrzymie ilości energii. Wbrew intencjom Dyrektoratu Ziemi, którego członkowie zamierzali wykorzystać urządzenie do zniszczenia kolonistów na pozostałych planetach, Tamara roznieca gasnące Słońce dając kolonistom więcej czasu na emigrację poza Układ Słoneczny. Jednak staje się to kosztem zniszczenia Ziemi.

W dalszych przygodach, Jolly Roger i jego załoga przemierzają kosmos w poszukiwaniu możliwej do zamieszkania, zielonej planety. Są ścigani przez rządny zemsty Dyrektoriat Ziemi, który ogłosił ich wyjętymi spod prawa przestępcami.

Autorem tej space opery jest amerykański twórca komiksów Mike Grell. Pierwsze sześć odcinków (pełna miniseria) ukazało się w roku 1982 nakładem Pacific Comics. To były te zeszyty, które zwróciły moją uwagę. Głównie ze względu na rysunki Grell’a. Rok później autor przeniósł serię do First Comics, gdzie była kontynuowana z zachowaniem oryginalnej numeracji zeszytów. Grell napisał scenariusz oraz rozrysował plansze do numerów 7 oraz 8 i … pozostawił ten projekt. Rysunki dokończył Lenin Delson, który został głównym rysownikiem serii. Rolę scenarzysty przejął John Ostrander. W późniejszym okresie, swój wkład w jej tworzenie wnieśli również Tim Truman, Hilary Barta oraz Tom Sutton. Ostatni, 34-ty zeszyt Starslayer’a ukazał się w listopadzie 1985.

Przyznaję, iż po odejściu Grell’a oraz wobec kierunku w jakim opowieść poprowadzili jego następcy, moja motywacja do kolekcjonowania tej serii malała w miarę zdobywania kolejnych zeszytów. Nie dozbierałem jej do końca.

ODY-C

Pierwotnie opublikowano na stronie 27 marca 2015

Iliadę oraz Odyseję napisane przez Homera przeczytałem dawno temu. Ich lekturę rozpocząłem z obowiązku (lektury szkolne), a dokończyłem wciągnięty w fabułę. Nieco później, Telewizja Polska wyemitowała serial „Odyseja”. Była to koprodukcja włosko-francusko-niemiecko-jakaśtamjeszcze. Jak wiele seriali emitowanych w latach 60-tych i 70-tych, film ten cieszył się dużym zainteresowaniem widzów. Od tamtej pory, nie wracałem do dzieł Homera w ich żadnej wersji czy interpretacji (książkowej, telewizyjnej lub kinowej), aż …

… w listopadzie roku 2014, wydawca Image Comics Inc. rozpoczął publikację serii komiksowej ODY-C. Jej autorami są Matt Fraction (sc.) oraz Christian Ward (rys.). Jest to przewrotna adaptacja Odysei Homera. Jej przewrotność zawiera się głównie w trzech elementach. Po pierwsze, cała historia dzieje się w niezmierzonych przestrzeniach kosmosu. Po drugie, cały znany wszechświat zamieszkują kobiety i tylko kilku osobników rodzaju męskiego. Po trzecie, statkiem, na którym „żeglują” bohaterowie opowieści jest krążownik kosmiczny ODY-C.

Główna intryga oraz przedstawiane zdarzenia zaczerpnięte są z eposu Homera. Przy tym, teksty w komiksie pisane są, tak jak to zrobił Homer, sześciosylabowym heksametrem daktylicznym.

Po zwycięskim zakończeniu stuletniej wojny galaktycznej, Odyssia i jej towarzyszki rozpoczynają podróż do rodzimej Ithicaa. Nie wiedzą tego, iż będzie to najdłuższa, najdziwniejsza i najniebezpieczniejsza podróż ich życia. Wszystko to z powodu knowań bogiń Olimpu. Głównymi sprawczyniami przypadków Odyssi są wszechmatka Zeus (przywoływana jako Ona lub Ona-On) oraz Osidion (władczyni przestrzeni wszechświata). To ich celowe działania utrudniają podróżniczkom przemierzanie „mórz” kosmosu i rzucają ODY-C na planety będące zagubionymi w przestrzeni wyspami, na których Odyssia i jej towarzyszki przeżywają (chociaż nie wszystkie uchodzą z życiem) niebezpieczne przygody.

Jestem obarczony lekturą pierwowzoru. Dlatego trudno jest mi wyobrazić sobie, w jaki sposób komiks ten odbierają czytelnicy, którzy nie czytali Odysei Homera. Dla mnie, niezłą zabawą jest rozpoznawanie postaci, wątków i sytuacji opisanych przez Homera a tutaj przedstawionych w ich nowej, przewrotnej wersji. Całość przyjemności dopełniają niezwykłe rysunki Warda.

Do tej pory ukazały się trzy zeszyty. Czwarty spodziewany jest w kwietniu tego roku. Całość planowana jest na 24 zeszyty.

 

Devil Dinosaur

Pierwotnie opublikowano na stronie 20 marca 2015

Devil Dinosaur jest dinozaurem przypominającym Tyrannosaurusa Rex. Swoją czerwoną skórę zawdzięcza temu, że w młodości został osaczony i niemal spalony żywcem przez myśliwych z Plemienia Zabójców (Killer-Folk). Ogień wybuchającego wulkanu, w który został zapędzony, aktywował mutację, która nie tylko zmieniła kolor jego skóry, ale również dała mu siłę znacznie większą od posiadanej przez innych osobników jego rasy. Młody zwierz został wyratowany z opresji przez chłopca o imieniu Moon-Boy pochodzącego z Plemienia Małych Ludzi (Small Folk) wyglądem zbliżonych do małp. Od tej pory, obaj stali się nierozłączną parą.

Diabeł i Księżycowy Chłopiec przemierzają Świat Dinozaurów, który jest alternatywną wersją Ziemi we wszechświecie równoległym do naszego, i który zamieszkują wspólnie dinozaury oraz prymitywne, humanoidalne plemiona. Twórca komiksu, a był nim Jack Kirby, nie byłby sobą, gdyby do opowieści nie wprowadził elementów S-F. Dlatego, oprócz typowych dla prehistorii przygód, bohaterowie komiksu przeżywają spotkania z wysoce zaawansowanymi cywilizacjami obcych oraz, w ostatnim narysowanym przez Kirby’ego odcinku, teleportację na współczesną Ziemię.

Jack Kirby napisał scenariusz i narysował wszystkie dziewięć odcinków serii wydanej przez Marvel Comics. Pierwszy numer serii, która wśród wielbicieli twórczości Kirby’ego stała się jedną z kultowych kreacji, ukazał się w kwietniu 1978 roku. Po zamknięciu serii, jej bohaterowie pojawiali się sporadycznie w jedno-zeszytowych publikacjach, które, niestety, nie wychodziły spod pióra i ołówka Jacka Kirby’ego.

Bog Beast

Pierwotnie opublikowano na stronie 11 marca 2015

Bog Beast (Bestia z bagna) to postać, która mogła zaistnieć na dłużej w publikacjach komiksowych, podobnie jak Man-Thing (Marvel) lub Swamp Thing (DC). Podobieństwa między tymi trzema osobnikami są bardzo wyraźne: miejsce pojawienia się na bagnach, potworny wygląd, niezniszczalność, brak możliwości komunikowania się za pomocą mowy, stosowanie przemocy jedynie w obronie siebie lub innych. Jest również pewna różnica, w oparciu o którą można było szerzej rozwinąć pomysł. W przypadku bohaterów komiksów Marvela oraz DC ich geneza jest niemal identyczna. Oba potwory powstały w rezultacie wypadków, jakim ulegli naukowcy zajmujący się badaniem pewnych chemikaliów. W obu wypadkach, utracili oni człowieczeństwo zamieniając się w istoty (bardziej rośliny niż istoty żywe) kierujące się głównie instynktem. Bog Beast jest istotą w pełni rozumną. Jest jednym z mieszkańców głębi Ziemi, który został wysłany na powierzchnię w celu jej zbadania.

Scenariusz napisał John Albano a komiks narysował Jack Sparling. Redaktorem serii oraz autorem okładki był Larry Lieber. Opowiadanie o Bestii z bagna zostało opublikowane w roku 1975, w drugim zeszycie „Tales of Evil”, serii wydawanej przez Atlas Comics. Druga i ostatnia historia z udziałem tej postaci ukazała się w trzecim numerze tej serii. Niestety, podobnie jak w przypadku wielu innych postaci wykreowanych dla tego wydawnictwa, jej komiksowe życie było krótkie. Pomysł nie doczekał się kontynuacji.